Wywiady

Sleaford Mods

2017-04-11

Brytyjski duet Sleaford Mods wciąż hołduje zasadzie: prostymi środkami do celu. Ich najnowszy album „English Tapas” oprócz okołopunkowego charakteru, przynosi też jak zwykle sporo istotnych treści, poruszających kwestie społeczne i polityczne. Rozmowa, którą odbyłem z wokalistą grupy, Jasonem Williamsonem, uświadomiła mi, że nie ma on najlepszego zdania o bieżącej sytuacji społeczno-politycznej.

Rozmowa z: Jason Williamson

MM: Wiem, skąd wziął się tytuł albumu, natomiast zastanawiam się, jak rozumiecie samo tapas po angielsku? To przecież hiszpańska przystawka.

JW: Dla nas przede wszystkim było to wielkim zaskoczeniem, że w Anglii można określić jakieś danie mianem tapas. W tym wypadku chodziło o potrawę wieprzową, napakowaną różnymi dodatkami, która nie ma nic wspólnego z oryginałem. Pomyśleliśmy sobie, że to zabawne, że Anglicy z taką łatwością adoptują zwroty i pojęcia, charakterystyczne dla innych kultur, kompletnie przeinaczając ich rzeczywiste znaczenie. Dlatego też tytuł płyty nabrał znaczenia symbolicznego – „English Tapas”, to gówno polityczne, z jakim musimy się zmagać na co dzień w kraju.

MM: Skoro wspomniałeś o polityce – jak czujesz się w związku Brexitem?

JW: Okropnie! Nie mam pojęcia, co nas czeka. Nie wiem, dokąd to wszystko zmierza. Nie czuję się w związku z tym bezpiecznie. Sądzę, że wiele osób będzie z tego powodu cierpiało. Poza tym na Wielka Brytania od lat zacieśniała więzy z krajami z kontynentu. Nas też to oczywiście dotyczy – mamy mnóstwo przyjaciół i znajomych po drugiej stronie kanału, a przez durne przekonania polityków, mogę one zostać zerwane. Poza tym dla mnie całkowicie chore jest to, że ludzie po obu stronach Tamizy tak drastycznie różnią się poglądami. Jedni chcą zostać w Unii Europejskiej, bo czują się częścią większej wspólnoty, a drudzy chcą Brexitu, ponieważ nigdy wystawili nosa poza pieprzone Wyspy! To przerażające. Mam nadzieję, że w Twoim kraju jest lepiej.

MM: Wiele z tego, co mówisz, pasuje do „English Tapas”, bo gdy słuchałem płyty po raz pierwszy, pomyślałem, że moglibyście występować w Hyde Parku przez cały czas. Przekaz tych tekstów jest przecież ogromnie ważny.

JW: Dziękuję.Cieszę się, że tak uważasz i odbieram to jako komplement. To dobry, silny album. W Hyde Parku odnaleźlibyśmy się bez problemu. Zobaczymy, gdzie uda się z nim dotrzeć.

MM: No właśnie – myślisz, że za pomocą tych piosenek będziecie w stanie dotrzeć do ludzi i sprawić, by otworzyły im się głowy? Przekaz jest bardzo bezpośredni, używacie sporo slangu.

JW: Nie jestem pewien, czy dotrzemy do takiej liczby odbiorców, do jakiej rzeczywiście byśmy chcieli. Zwróć uwagę, że dziś niewielu ludzi zaprząta sobie głowę tym, co dzieje się w ich kraju. Nie dotyczy to tylko Anglii. Z drugiej strony nasza płyta nie jest jakimś wysmakowanym muzycznie krążkiem. Została zrobiona prosto i – jak wspomniałeś – bezpośrednio. To na starcie skazuje nas na sytuacje, w której wiele osób odrzuci ten album, uznając go za zbyt prymitywny. Myślę jednak, że z biegiem czasu wieść o tej płycie i jej zawartości zacznie się rozchodzić wśród różnych ludzi. To jednak może zająć nawet całe lata. Nie sądzę, że dotrzemy do masowego odbiorcy, ale interesujące będzie obserwowanie, co się z tym będzie działo dalej.


MM: Nie masz wrażenia, że obecna sytuacja w Anglii przypomina trochę czasy rządów Margaret Thatcher?

JW.: Oczywiście, że tak! Zobacz, co dzieje się w związku z polityką i podejściem do emigrantów oraz jak traktowane są wszelkie mniejszości. Ludzie czują się wykluczeni, poniżani chociażby zpowodu swojej seksualności. To nie wygląda dobrze, ale podobieństwa do sytuacji sprzed prawie czterech dekad jest sporo.  

MM: Mówisz, że wasza muzyka może zostać odebrana jako prymitywna, tymczasem słuchając waszych płyt, odnoszę wrażenie, że możecie zagrać praktycznie wszystko, co chcecie.

JW: Domyślam się, że jesteś lepiej osłuchany z różnymi gatunkami muzyki, niż przeciętny odbiorca (śmiech). Masz rację, możemy próbować zagrać różne rzeczy, natomiast najważniejsze jest to, co czujemy najlepiej, które dźwięki nam pasują i nie przykrywają jednocześnie przekazu zawartego w tekstach. Dlatego też obraliśmy prostszą formułę, bo w niej poruszamy się najlepiej.

MM: Chyba trochę umniejszasz rolę waszej muzyki, bo gdy słucham np. “Time Sands”, to sądzę, że Damon Albarn mógłby poczuć się zazdrosny, że udało wam się wykręcić bit z takim groovem.

JW: (śmiech) Dziękuję! Nie wiem, czy dorastamy do Damona. Zwłaszcza, że za chwilę pewnie znowu wyskoczy z czymś niesamowitym.

MM: Z Gorillaz?

JW: Chociażby. Genialny projekt.


MM: A czy słowa “Trip to spar is like a trip to mars” zawarte w „Drayton Manored”, można odczytać jako hołd dla Davida Bowiego?

JW: Nie, „Spar” to sklep ma rogu każdej ulicy. Pewnie u Ciebie też są takie sklepy („Spar” w Polsce zdecydowanie przegrywa z „Żabką” –przyp. MM). W Anglii to sieć takich sklepów otwartych 24 godziny na dobę. Piosenka opowiada o zażywaniu narkotyków, które wprowadzają w taki stan, że zwykłe wyjście do „Spar” przypomina wyprawę na Marsa (śmiech).

MM: Wiem, że lada moment powinien pojawić się film „Bunch Of Kunst”, opowiadający waszą historię.

JW: Trafiłeś w sedno. Wczoraj miała miejsce jego premiera (rozmawialiśmy 20 marca – przyp. MM). Wyszło świetnie. Czekamy aż dotrze on do większej ilości ludzi (wyświetlany będzie głównie w Anglii i Niemczech – przyp. MM), bo jesteśmy ciekawi ich reakcji.

MM: Przyjedziecie do Polski?

JW: Mamy to w planach. Chyba mamy wystąpić na jakimś festiwalu (trasa rozpisana na stronie zespołu nie przewiduje póki co występów w naszym kraju – przyp. MM).

MM: Co zatem czeka nas w przyszłości?

JW: Jeśli pytasz o Sleaford Mods, to po tej płycie chcemy zrobić sobie trochę przerwy, by zobaczyć, jak rozwinie się sytuacja. Będziemy oczywiście grali koncerty przez cały rok. A jeśli pytasz o sytuację ogólną… Myślę, że będzie jeszcze gorzej, niż jest. Mam jednak nadzieję się mylić. Jestem optymistą w ludzkim tego słowa znaczeniu, natomiast jeśli chodzi o polityków – ani trochę. Patrząc na to, co się dzieje, utwierdzam się tylko w przekonaniu, że nie wolno pokładać w nich jakichkolwiek nadziei.

MM: Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia na koncertach.

JW.: To ja dziękuję. Do zobaczenia! 


Rozmawiał: Maciej Majewski