Wywiady

Clutch

2017-04-15

Amerykański Clutch, zaskoczony przyjęciem przez polską publiczność ubiegłorocznym koncertem na OFF Festivalu, ponownie odwiedzi nasz kraj – 7 czerwca grupa wystąpi w katowickim Mega Clubie. Nasz wysłannik Maciej Majewski miał przyjemność rozmawiać z perkusistą zespołu Jeanem-Paulem Gasterem, który okazał się interesującym rozmówcą.

Rozmowa z: Jean-Paul Gaster

MM: Jesteście obecni na scenie od 27 lat, natomiast mam wrażenie, że tak naprawdę dopiero od wydania „Earth Rocker” w 2013 roku wielu ludzi zwróciło na Was uwagę. Jak myślisz, co było tego powodem?

JPG: Myślę, że jest to spowodowane sposobem funkcjonowania tego zespołu. Jak sam zauważyłeś, jesteśmy obecni na scenie od wielu lat, natomiast sporo czasu zajęło nam dotarcie z naszą muzyką do różnych miejsc. To był powolny i mozolny, ale bardzo naturalny proces. Baza naszych fanów z każdym rokiem się powiększała, ponieważ Ci, którzy nas poznali, mówili o nas innym. Tak się to odbywało i odbywa nadal.

MM: No właśnie – wiele lat czekaliśmy na Clutch w Polsce. Zagraliście po raz pierwszy w ubiegłym roku na Off-Festivalu. W tym również do nas przyjedziecie – w czerwcu zagracie koncert klubowy w Katowicach. Dalej promujecie album „Psychic Warfare”. To chyba wasz największy sukces komercyjny?

JPG: Zgadza się. Sam widzisz jak to działa (śmiech). Byliśmy naprawdę zaskoczeni przyjęciem w ubiegłym roku. Natomiast jeśli chodzi „Psychic Warfare”, to rzeczywiście ta płyta spotkała się ze sporym zainteresowaniem. Wielu fanów ją pokochało. Ucieszyło nas to ogromnie, zwłaszcza, że wydaliśmy ją w naszej własnej wytwórni Weathermaker, więc ten sukces cieszy nas podwójnie.

MM: Neil Fallon wspomniał w jednym z wywiadów, że nagraliście ten album, będąc na fali po poprzedniej płycie „Earth Rocker”. „Psychic Warfare” wyszedł dwa lata temu i zastanawiam się, czy nadal czujecie tę samą energię, która napędzała was, gdy go tworzyliście?

JPG: Tak, cały czas na niej jedziemy (śmiech). Mimo licznych koncertów, dbamy jednak o higienę pracy. Ostatnio zrobiliśmy sobie krótką przerwę, która zaowocowała powstaniem nowych pomysłów. Zaczynamy tworzyć utwory, które pojawią się na nowej płycie. Nagramy ją prawdopodobnie pod koniec roku i postaramy się ją wydać w pierwszej połowie 2018 roku.

MM: Wiem, że inspirowałeś się brzmieniem perkusistów jazzowych takich jak Elvin Jones, czy Jack DeJohnette. Nadal lubisz muzykę jazzową?

JPG: Oczywiście, słucham jej nieustannie np. ostatniej nocy(śmiech)

MM: Pytam także dlatego, że udzielasz się w kilku projektach i zastanawiam się, czy któryś z nich jest bardziej powiązany z muzyką jazzową?

JPG: Ujmę to w ten sposób: niektóre projekty mają więcej wspólnego jazzem, cześć jest bardziej bluesowa. Dla mnie jednak nie ma rozgraniczenia między stylami muzycznymi. Gra na bębnach, to gra na bębnach – zależy mi na tym, by była jak najlepsza. Wpływy o których wspominasz, pozwoliły mi na wypracowanie własnego stylu, który stale staram się doskonalić.

MM: Słyszę w Twoim stylu grania nie tylko jazz, czy bluesa, ale także funk. Masz zatem ulubiony styl muzyczny?

JPG: Dla mnie wszystko jest rock and rollem, ponieważ skupia w sobie to, przy czym dorastałem i zainspirowało mnie do zostania muzykiem. Niezależnie od tego, czy to soul, reggae, funk lub blues - na końcu i tak wszystko spotyka się w rock and rollu. Myślę, że to że słucham bardzo różnej muzyki znajduje swoje odbicie w Clutch. Zbieramy wszystkie nasze wpływy, bo przecież nie jestem jedyną osobą w zespole, która słucha różnej muzyki i staramy się stworzyć coś, co nam wszystkim odpowiada najbardziej i jest wyrazem naszej twórczej ekspresji.


MM: Spośród Twoich pozostałych projektów najbardziej przypadł mi do gustu King Hobo, który stworzyłeś z Perem Wibergiem z Opeth i Thomasem Anderssonem z Kamchatki. Wydaliście dotąd jedną płytę w 2008 roku. Będziecie kontynuować działalność tego zespołu?

JPG: Mam taką nadzieję. Zebraliśmy się ponownie kilka lat temu i nagraliśmy jeszcze kilka piosenek. Natomiast bardzo trudno skoordynować nasze działania, ponieważ wszyscy jesteśmy aktywnymi muzykami w naszych macierzystych formacjach. Liczę jednak, że uda nam się jeszcze coś nagrać. To są fantastyczni muzycy. Pochodzimy z różnych krajów, ale świetnie się dogadujemy i jeszcze lepiej bawimy podczas wspólnego grania.

MM: A czy nadal współpracujesz z Markiem Mortonem z Lamb Of God przy jego solowej płycie?

JPG: Tak, wygląda na to, że album ukaże się w tym roku. Gram tylko w części utworów. Mark zaprosił bardzo różnorodnych muzyków. Natomiast przygotowuje z nim jeszcze jeden projekt, dla którego na razie nie mamy nazwy. Współpracujemy od kilku lat i idzie nam bardzo dobrze, bo Mike jest bardzo oryginalnym gitarzystą, a to co robimy nie ma nic wspólnego z Lamb Of God, ani tym bardziej z Clutch. Myślę, że jeszcze niejedno razem zrobimy.

MM: Clutch jest dzisiaj legendą stoner rocka. Jak dziś postrzegasz ten gatunek z perspektywy tych ponad 25 lat, od momentu kiedy zaczynaliście grać, a ludzie kojarzyli z taką muzyką głównie was, Kyuss, czy Monster Magnet?

JPG: Wiesz, kiedy zaczynaliśmy, ludzie wymyślali najróżniejsze określenia na to, co gramy. Jedni nazywali to post-hardcorem, inni grungem, czy innym sludgem. A tak jak Ci już mówiłem – dla mnie to jest rock and roll. Myślę, że ludzi przekonuje także nasza dość normalna postawa. Nie przywiązujemy wielkiej wagi do tego, jak wyglądamy, czy jak ma wyglądać scena na naszych koncertach. Nie – wychodzimy i gramy najlepiej jak potrafimy. Dziś jest wiele zespołów, które podzielają nasz punkt widzenia i skupiają się na muzyce, niż na całej otoczce jej towarzyszącej. Dla mnie to ma sens i myślę, że słuchaczy także. A to czy nazwiesz to stoner rockiem, czy pustynnym bluesem nie ma większego znaczenia.

MM: Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia na koncercie.

JPG: Bardzo miło się z Tobą rozmawiało. Dzięki i do zobaczenia!  


Rozmawiał: Maciej Majewski