Wywiady

Zeal & Ardor

2017-04-25

Zeal & Ardor to wyjątkowy projekt Manuela Gagneuxa – Szwajcara, mieszkającego m.in. w Nowym Jorku. Zapraszamy do lektury wywiadu przeprowadzonego przez Macieja Majewskiego.

Rozmowa z: Manuel Gagneux

Zeal & Ardor powstał na zasadzie... żartu. Promując nagrania swojego poprzedniej grupy Birdmask, Manuel poprosił użytkowników forum 4Chan o podanie listy dwóch rodzajów muzyki, które stara się połączyć w swojej twórczości. Wśród zestawionych gatunków pojawił się black metal oraz pieśni czarnych amerykańskich niewolników, zwane spirituals. Zaintrygowany Manuel postanowił zmierzyć się z tą kombinacją, tworząc materiał, który ostatecznie trafił na album. zatytułowany „Devil Is Fine”, (okrzyknięty został jedną z najlepszych płyt 2016 roku – przyp. MM). O tym, jakie niuanse kryje „Devil Is Fine” i nie tylko, jej twórca opowiedział mi w krótkiej, acz treściwej rozmowie.

MM: Znam genezę powstania tej płyty i wymieszania black metalu ze spirituals, którego się podjąłeś. Widziałem listę wszystkich tych gatunków, które znalazły się na forum. I jestem przekonany, że w ramach Zeal & Ardor mógłbyś nagrać właściwie każdą płytę gatunkowo składającą się z par wymienionych na tej liście.

MG: Nie jestem do końca pewien, czy byłbym w stanie nagrać takie płyty, bo nie ma wśród nich wiele transu (śmiech). Chociaż z drugiej strony, gdybym się uparł, to może rzeczywiście podołałbym takiemu zadaniu...? W końcu takie nieoczywiste zestawienia gatunków i samych dźwięków mogłyby się okazać nawet interesujące.

MM: Ale chyba element zaskoczenia podczas tworzenia muzyki jest dla Ciebie istotny?

MG: No właśnie nie za bardzo (śmiech). Owszem, lubię eksperymentować z muzyką i próbować nowych rzeczy w tym względzie, natomiast element zaskoczenia...? Jeśli się pojawia to mimowolnie. Nie jest jednak konieczny.

MM: Czy to znaczy, że nie lubisz zaskakiwać siebie podczas procesu twórczego?

MG: Lubię, aczkolwiek nie jest on celem samym w sobie. To raczej efekt uboczny moich poczynań. Tym niemniej nie mam nic przeciwko, gdy jakaś nutka zaskoczenia się pojawia (śmiech).

MM: Która część Twojej muzyki jest ciekawsza dla Ciebie? Metalowa, czy elektroniczna?

MG: Obie są interesujące i niezwykle ważne. Ogromną radość sprawia mi tworzenie każdej z nich. Natomiast bardzo łatwo się nimi znudzić. Dlatego staram się nagrywać je na zmianę. Kiedy mam dość elektroniki, zajmuję się metalem i odwrotnie. Potem pozostaje tylko kwestia połączenia tych elementów.

MM: A czy któraś z tych stylistyk jest Ci bliższa?

MG: Cholera, trudne pytanie (śmiech). Dorastałem słuchając metalu, a dopiero potem sięgnąłem po muzykę eksperymentalną, więc sądzę, że jednak muzyka metalowa jest mi odrobinę bliższa.


MM: Czy te dźwięki przypominające uderzające łańcuchy, które słychać w „Devil Is Fine” i „Blood In The River”, to sample?

MG: (śmiech) To nie sample z typowego banku próbek, ale nagrane moje własne klucze, które po prostu specjalnie rzuciłem na stolik i zarejestrowałem, wplatając je następnie w te utwory. Wiem, co masz na myśli, bo ten dźwięk rzeczywiście może kojarzyć się pobrzękiwaniem łańcuchów, ale takowych nie posiadam, więc musiałem improwizować (śmiech).

MM: Natomiast słuchając utworu „In Ashes”, pomyślałem, że mógłby mieć podtytuł „Baptised In Fire”, głównie za sprawą głównego wersu w tekście: Burn the young boy, burn him good. Trochę, jak w „Baptised In Fire And Blood” Bathory.

MG: Tak, dokładnie tak. Trafiłeś w punkt, bo ten utwór był główną inspiracją dla stworzenia „In Ashes”. Poza tym uwielbiam Bathory.

MM: „Devil Is Fine” liczy niespełna 25 minut. Wiem, że te utwory są krótkie, ale czy nie kusiło Cię, by trochę je wydłużyć?

MG: Docelowo – być może, bo pierwotnym założeniem nie było tworzenie albumu, tylko kawałków, które mógłbym wrzucić do sieci. Dopiero z czasem zrobiło się z tego pełnoprawne wydawnictwo. Natomiast cokolwiek stworzę w przyszłości w ramach tego projektu, na pewno będzie dłuższe.

MM: Swoją drogą, słuchając tej płyty, doszedłem do wniosku, że to idealny materiał dla wszelkiej maści remikserów.

MG: Też tak myślę. Zresztą nie wiem, czy słyszałeś, ale remiksu jednego z utworów podjął się Perturbator. Nie mogę jednak zdradzić, którego (śmiech)

MM: Już dziś (25 kwietnia) zagrasz po raz pierwszy w Polsce – w warszawskim klubie „Hydrozagadka” oraz 21 lipca na „Metal Hammer Festival”. Na okoliczność trasy stworzyłeś zespół. Kim są jego członkowie?

MG: Wszyscy są moimi przyjaciółmi. Tiziano gra na gitarze, Marco na bębnach, Rafaela na basie, a śpiewać będą Marc i Denis. Ja też będę śpiewał i grał na gitarze. Myślę, że to będą ciekawe koncerty. Sam jestem ciekaw, jak ludzie odbiorą ten projekt na żywo.

MM: Przekonajmy się zatem. Dzięki za rozmowę i do zobaczenia!

MG: Dzięki i do zobaczenia.


Rozmawiał: Maciej Majewski