Wywiady

Amarok

2017-06-20

Po trzynastoletniej przerwie warszawski Amarok powrócił z nową płytą, zatytułowaną „Hunt”. O jej kulisach, licznych gościach, którzy się na niej pojawili i dalszych planach opowiedział naszemu wysłannikowi Maciejowi Majewskiemu lider grupy – Michał Wojtas.

Rozmowa z: Michał Wojtas

MM: Co działo się z Amarok przez te 13 lat?

MW:  Z Amarok niewiele się działo, natomiast ja działałem dość intensywnie przy innych projektach. Pracowałem z innymi artystami i dla innych artystów jako tzw. ghost producer. Nie było to działania jakoś specjalnie nagłaśniane, choć pracowałem z osobami, których rozgłos bardziej dotyczy.  Powstały też w międzyczasie inne zespoły, z którymi sporo działałem np. Uniqplan.  Nagraliśmy płytę i zagraliśmy sporo koncertów. W związku z tym moja uwaga była skoncentrowana głównie na tych projektach. W pewnym momencie jednak przyszła chwila spokoju i wyciszenia, co pozwoliło mi ponownie zająć się Amarok.

MM: Rozumiem, że Amarok jest dzisiaj Twoim solowym projektem?

MW: Tak, to mój solowy projekt od płyty „Metanoia”. Natomiast nigdy nie robię tego sam, bo zawsze zapraszam gości do współpracy. Nie inaczej było w przypadku „Hunt”

MM: No właśnie – na płycie jest mnogość gości od Pawła Kowalskiego, Mariusza Dudy po Sebastiana Wielądka i Colina Bassa. Obrałeś jakiś klucz przy doborze tych artystów?

MW: Myślę, że obrałem dwa klucze. Pierwszym była przyjaźń, czy też znajomość z tymi konkretnymi artystami. Drugim była chęć połączenia tego starego Amaroka z nowym. Stąd obecność chociażby Colina Bassa, z którym współpracowałem już na płycie „Neo Way”.

MM: Powiedziałeś, że pierwotnie utworu „Widing Stairs” miało na „Hunt” nie być. Dlaczego?

MW: Miałem pewną pulę nagrań, które chciałem umieścić na tej płycie. Sporo jednak poszło do szuflady. W trakcie tworzenia „Widing Stairs” wydawało mi się, że może nie pasować do całej reszty, gdyż jest zbyt... popowy. Wydał mi się zbyt ryzykowny, jeśli chodzi o ramy rocka progresywnego.

MM: Wydaje się, że te ramy na „Hunt” są właśnie bardzo szerokie. Zobacz, co robi Steven Wilson. On nie zna granic w tym gatunku.

MW: Dziś też tak uważam. Natomiast, gdy przygotowywałem „Widing Stairs” uważałem, że będzie on za bardzo odstawał od pozostałych. Mimo wszystko zdecydowałem się go umieścić na „Hunt”. To zresztą pierwszy utwór, który został na tę płytę nagrany. Najszybciej też został udostępniony słuchaczom. Doszedłem do wniosku, że skoro czekałem 12 lat, to czemu mam się ograniczać? A skoro wspomniałeś o Stevenie Wilsonie, to uważam, że on właśnie najlepiej prezentuje istotę tego gatunku, jakim jest rock progresywny.


MM: Moim ulubionym utworem na „Hunt” jest „Two Sides”. Sebastian przepięknie zagrał na duduku. Rzeczywiście ciężko było Ci znaleźć kogoś, kto gra na tym instrumencie?

MW:  To był spontaniczny pomysł. Początkowo ten utwór miał być tylko na dwie gitary.W trakcie nagrań doszedłem jednak do wniosku, że idealnie pasowałby tu dźwięk duduka. Bardzo zresztą lubię ten instrument. Powiedziałem o tym Robertowi Srzednickiemu ze studia Serakos. Zadzwoniłem do kilku osób, natomiast okazało się to dość problematyczne, bo jedni nie mieli czasu, a inni możliwości, by zagrać. Nie poddałem się jednak i chciałem znaleźć jakiegoś poważnego guru tego instrumentu, więc zacząłem szukać także w Armenii. I dostałem nawet odpowiedź, ale było już po nagraniach. Pomógł mi Sebastian Wielądek, który znalazł czas i zagrał moim zdaniem fenomenalnie.

MM: W „Distortet Soul” grasz z kolei na thereminie. Wiem, jak zaczęła się Twoja przygoda z tym instrumentem, gdy pożyczyłeś go od Michała Łapaja z Riverside. Natomiast w tym utworze brzmi on trochę jak z „Oxygene” Jean-Michel Jarre’a.

MW: Rzeczywiście, najpierw pożyczyłem go od Michała, natomiast tak mi się spodobał, że kupiłem sobie własny. A jeśli chodzi o Jarre’a, to może coś w tym jest, bo pierwsze nagrania, jakie usłyszałem w życiu, to były właśnie jakieś trzy kasety Jean-Michel Jarre’a. Od tego zaczęła się moja przygoda z muzyką.

MM: Natomiast „Unreal” brzmi bardzo gilmourowsko. Rozumiem, że to gitara Michała Ściwiarskiego tutaj rządzi?

MW: Michał wymyślił partie tego utworu na klawiszach, natomiast ja przetworzyłem ją i zagrałem na gitarze.

MM: „Hunt” jest konceptem, mówiącym o zagrożeniach wynikających z postępu technologicznego i czy iluzji bliskości w mediach społecznościowych. Odnoszę wrażenie, że to jest tematyka coraz bardziej wdzięczna dla twórców rocka progresywnego. Porcupine Tree nagrali przecież w tym temacie „Fear Of A Blank Planet”, a Riverside – „Anno Domini High Definition”.

MW: „Hunt” mówi o przyszłości, natomiast jej źródeł upatrywałbym w przeszłości. Jako dzieciak oglądałem się dużo filmów, w których pokazywano, jak świat będzie wyglądał w przyszłości. Dzisiaj widzę, że zaczyna się to urzeczywistniać. Facebook na przykład pracuje nad stworzeniem sztucznej inteligencji. Myślę, że dobrze, że artyści podejmują tę tematykę w swojej twórczości.

MM: Na co zatem jest to tytułowe „polowanie”?

MW: W sieci poluje się na dane ludzi, a Amarok poluje na żywego, prawdziwego człowieka, z którym można nawiązać relację, spotykać się tak jak my teraz, albo na koncertach.

MM: No właśnie – będą koncerty?

MW: Będą. Mam to szczęście, że większość gości stanowi także skład koncertowy Amarok. Oczywiście nie będę grał z Mariuszem Dudą, czy Colinem Bassem, bo oni mają swoje zobowiązania. Nie mamy jeszcze konkretnych dat, natomiast chcemy ruszyć jesienią.

MM: Dziękuję za rozmowę.


Rozmawiał: Maciej Majewski