Wywiady

Sleep Party People

2017-07-13

Za szyldem Sleep Party People kryje się duński wokalista, kompozytor, producent Brian Batz. Niedawno ukazał się czwarty album SPP zatytułowany "Lingering" i podczas trasy promującej to wydawnictwo Batz z kolegami przyjadą na koncerty do Gdańska i Warszawy. Z tej okazji Brian odpowiedział na serię naszych pytań.

Rozmowa z: Brian Batz

- Nowy album Sleep Party People to już czwarta płyta w Twoim dorobku i jednocześnie kolejna wydana w wytwórni niezależnej. Jakie są według Ciebie korzyści z wydawania albumów w niezależnych labelach płytowych? A może zauważasz też jakieś minusy takich kolaboracji?

- Jak dotąd miałem jedynie bardzo pozytywne doświadczenia ze współpracy z tego rodzaju wytwórniami, więc nie mogę narzekać. Ale myślę, że to zależy od wielkości firmy. Dla mnie jest najistotniejsze, jaki budżet na promocję posiada label, z którym współpracuję. To oznacza, że nie muszę sam szukać tych pieniędzy. Wiele małych wytwórni nie dysponuje takimi funduszami, co dla artystów może być problemem. Istotne jest też to, że w niezależnych firmach można spotkać osoby bardzo energetyczne i głodne sukcesów. Wydaje mi się, że to jest właśnie jeden z najistotniejszych elementów, który daje przewagę małym wytwórniom nad dużymi. Ale nigdy nie nagrywałem dla dużych firm płytowych, więc nie potrafię tego stwierdzić z całą pewnością (śmiech).

- Album "Lingering" ukazał się w amerykańskiej wytwórni Joyful Noise Recordings, która na początku bieżącej dekady była "odpowiedzialna" za renesans kaset magnetofonowych i flexi-disców. Jesteś fanem tych nośników?

- Tak, jak najbardziej. Zarówno kasety, jak i flexi-discs wprowadzają mnie w nostalgiczny nastrój. Gdy byłem dzieckiem miałem bardzo dużo nagrań na obu rodzajach nośników. Całkowicie utożsamiam się z osobami, które nadal uważają, że posiadanie kaset i flex-disców sprawia frajdę. Po prostu fajnie, że mamy możliwość słuchania muzyki także na takich nośnikach, a nie tylko w wersjach cyfrowych.

- Sleep Party People to w zasadzie Twój projekt solowy, ale na koncertach grają u Twego boku zaprzyjaźnieni muzycy. Czy mają oni jakiś wpływ na tworzenie nowych kompozycji SPP? Czy gdybyś w studio pracował z pełnym zespołem, płyty tego projektu brzmiałyby inaczej?

- Zawsze staram się angażować kolegów z koncertowego składu do współpracy przy tworzeniu nowych kompozycji, ale bardziej na zasadzie wysyłania im moich pomysłów i otrzymywania od nich opinii. Czuję się bardziej komfortowo komponując i nagrywając wszystko na własną rękę. Ale miło jest, gdy oni komentują przesłane im nowe kompozycje i dodają swoje pomysły. W przypadku "Lingering" miałem przyjemność zaprosić Andersa Bacha (Ice Cream Cathedral) i Jacoba Haubjerga (Luster) do współprodukowania płyty. Obaj panowie wystąpili także w nowych nagraniach: Anders zagrał na perkusji we wszystkich kompozycjach, zaś Jacob wystąpił w kompozycji "Dissensions (feat. Luster)". Ich wkład w powstawanie i produkcję "Lingering" sprawił dużą różnicę w kwestii brzmienia tego albumu. Jednak nie sądzę, abym chciał kiedykolwiek współpracować z pełnym zespołem podczas pracy w studiu nagraniowym. Mogłoby się okazać, że powstałby z tego zupełnie nowy projekt, a nie jest to moją intencją. Sleep Party People to przestrzeń, w której mogę robić to, na co mam ochotę, a także coś, czego potrzebuję jako muzyk. Ale uwielbiam mieć wokół siebie ludzi w studiu nagraniowym, którzy potrafią mi pomóc czy też dodać swoje pomysły do moich piosenek.

- W jaki sposób pracujesz nad nowymi kompozycjami?

- Nie mam jednego schematu, gdyż zależy to od wielu czynników. Na przykład, gdy w studiu nagraniowym dostanę jakiś nowy gadżet, często inspiruje mnie to do wypróbowania go i skomponowania nowych utworów. Mogę także zacząć tworzyć nowy kawałek siedząc przed pianinem czy też trzymając w ręku gitarę. Bywa też tak, że inspiruje mnie jakiś beat lub usłyszany dźwięk. Dodaję do nich kolejne brzmienia, kolejne warstwy instrumentalne i tak powstaje nowa piosenka. Ale jest też tak, że po prostu nucę sobie jakąś melodię biorąc poranny prysznic i później wykorzystuję ją do stworzenia nowej piosenki. Jako muzyk uważam także, że ważne jest, aby nie przywiązywać się do jednego sposobu komponowania muzyki. Większą radość sprawia poznawanie nowych terytoriów. Wtedy dzieją się najbardziej interesujące sytuacje.

- Skąd bierzesz inspiracje do tekstów piosenek?

- Przede wszystkim piszę o sobie i otaczającym mnie świecie. O różnych doświadczeniach życiowych takich jak na przykład: miłość, moje dorosłe życie kontra moje dzieciństwo, życie w społeczeństwie, które zmienia człowieka i różne osobiste problemy, z którymi każdy z nas czasem się boryka. Uwielbiam także wykorzystywać jako inspiracje moje sny. Sprawia mi to dużą przyjemność, gdyż wówczas teksty są bardziej abstrakcyjne.

- Masz talent do komponowania bardzo ładnych i jednocześnie oryginalnych melodii. Wyobrażasz sobie piosenki Sleep Party People na playlistach komercyjnych stacji radiowych? Czy masz przepis na idealną piosenkę?

- Byłoby fajnie, gdyby któraś z moich piosenek trafiła na playlistę dużej stacji radiowej, ale nie zależy mi na tym i nie myślę o tym, gdy komponuję muzykę. Piosenka nabiera idealnego kształtu wtedy, gdy jako artysta jestem w 100% usatysfakcjonowany końcowym rezultatem. Gdy piszę utwór staram się by zaspokoił on przede wszystkim moje wymagania. Kropka (śmiech).

- Jednym z moich ulubionych utworów na "Lingeing" jest "We Are There Together" z gościnnym udziałem wokalistki Beth Hirsch, którą pamiętamy między innymi z albumu "Moon Safari" francuskiego duetu Air. Jak doszło do Waszej współpracy?

- Beth napisała do mnie maila po tym, jak usłyszała mój trzeci album "Floating" przebywając w restauracji w Porto. Otrzymanie wiadomości od niej było dla mnie surrealistyczne i szokujące, gdyż zawsze byłem fanem jej twórczości, a zwłaszcza tego, co nagrała na "Moon Safari". Odpisałem jej, że bardzo chciałbym, aby pojawiła się na moim nowym albumie. Od tego momentu zaczęliśmy ze sobą współpracować. Wysłała mi nagrany za pomocą telefonu komórkowego zarys piosenki, w której śpiewała akompaniując sobie na gitarze akustycznej. Zaaranżowałem ten utwór i zacząłem nagrywać poszczególne partie instrumentów w moim studiu. Następnie wysłałem jej wersję instrumentalną, a ona dodała partie wokalne. Pozostało mi już tylko zmiksować to nagranie, które także uważam za jedno z moich ulubionych na "Lingering". Współpraca z Beth była dla mnie zaszczytem.


- Pierwszym singlem promującym "Lingering" była kompozycja "Missing Steps", do której powstał piękny, tajemniczy teledysk stworzony przez Christinę Amudsen. Mógłbyś opowiedzieć, co kryje się za opowiedzianą tam historią?

- Christina chciała stworzyć w tym klipie wizję dwojga ludzi zakochujących się w sobie i fizycznie dojrzewających wspólnie z naturą. Dwoje ludzi, których ciała zamieniają się kamienie i stają się górskimi szczytami. Najwspanialsza forma miłości. Christina chciała, by ten klip był marzycielski i płynął leniwie. Byłem zachwycony, gdy po raz pierwszy zobaczyłem ten teledysk. Uważam, że idealnie pasuje do tego utworu i nie spodziewałem się, że będzie to tak wspaniałe dzieło.

- Podczas koncertów cały zespół jest przebrany w maski z króliczymi uszami. Zarówno dla mnie, jak i dla wielu Twoich fanów, wygląda to jak nawiązanie do twórczości Davida Lyncha. A jak jest naprawdę?

- Uwielbiam filmy Lyncha, ale nie, ten trop jest mylny. Te przebrania nie mają nic wspólnego z jego twórczością. Na pomysł z króliczymi maskami wpadłem podczas pracy nad pierwszym albumem Sleep Party People, gdy stworzyłem to charakterystyczne dla tego projektu brzmienie wokalu. Dla mnie brzmi ono jak śpiewający lub mówiący królik. I w efekcie zacząłem używać na scenie tego przebrania. Od tamtego czasu maski stały się charakterystycznym elementem koncertowego image'u zespołu i jestem szczęśliwy, że nadal używam ich na scenie. Dodaje nam to wyjątkowości i sprawia frajdę.

- Jesteś kompozytorem, producentem, muzykiem, inżynierem dźwięku. Która z tych dziedzin jest Ci najbliższa?

- Każda z tych dziedzin mojej działalności artystycznej ma dla mnie wyjątkowe znaczenie. Jeśli podczas procesu tworzenia nie będę wyjątkowo skoncentrowany jako kompozytor, muzyk czy producent, to wszystko pójdzie w złym kierunku. Wszystko można łatwo spieprzyć, co skończy się tym, że finalnie piosenka będzie brzmiała nie tak, jak powinna brzmieć. Dlatego cały proces tworzenia muzyki sprawia mi taką radość, gdyż wszystko zależy ode mnie. Dlatego każda z tych dziedzin jest dla mnie tak istotna.

- Jak wyobrażasz sobie przyszłość Sleep Party People za, powiedzmy, 10 lat?

- Mam nadzieję i wierzę w to jednocześnie, że nadal będę nagrywał płyty i dawał koncerty (śmiech).

- Dziękuję za rozmowę.

Foto: Dennis Morton

 

SLEEP PARTY PEOPLE:

09.12.2017 - Gdańsk, Teatr Szekspirowski 

10.12.2017 - Warszawa, NIEBO


Rozmawiał: Grzegorz Szklarek