Wywiady

Vüjekväsyl

2017-07-20

Warszawski zespół Vüjekväsyl wydał właśnie trzecią płytę o złożonym tytule „Vü = mc2”, różniąca się nieco od dwóch wcześniejszych krążków grupy. O samej formacji, powstałej po zakończeniu działalności legendarnej grupy Cytadela, zawartości muzycznej nowego krążka i jego realizacji, opowiedział mi gitarzysta grupy, Ireneusz Knyziak.

Rozmowa z: Irek Knyziak

MM: Skoro Cytadela jest na emeryturze, to po co Vüjekväsyl?

IK: To pytanie trzeba by skierować do Tomka (Wasyłyszyna – założyciela grupy). Cytadela rzeczywiście została zawieszona. Nie ma póki co koncepcji na powrót tamtego zespołu, więc jest Vüjekväsyl. Z naszych rozmów wewnętrznych wynikało, że Vasyl miał coraz więcej niemiłych kontacji związanych z Cytadelą. Postanowił się odciąć od tej marki, mimo że jest żywa i rozpoznawalna. Zresztą Vüjekväsyl jest nieustannie porównywany z Cytadelą. Natomiast nie gramy nic z jej repertuaru, bo mamy swój. Jest zupełnie nowy skład, którego się trzymamy i w którym jest nam fajnie.

MM: A propos składu – z tria Vüjekväsyl przeistoczył się w kwartet. Dołączył do was klawiszowiec Adam Wasilikowski. Jak do tego doszło?

IK: W pewnym momencie zaczęło nam brakować w zespole rąk do obsługi sampli i innych urządzeń elektronicznych. To, co słychać na naszych płytach, jest nie do obrobienia i zagrania na trzy pary rąk. Stwierdziliśmy, że potrzebujemy osoby, które ładnie by nam zagrała na wszystkich tych instrumentach i urządzeniach elektronicznych. Już przy „Twarzach Złych” pojawiło się to rozwiązanie, a z czasem okazało się, że możemy Adama przyjąć na stałe. A znamy się stąd, że poprzednie składy, w których grałem, dzieliły salę prób z zespołem Joanna Makabresku, z którego Adam się wywodzi. Jest bardzo kreatywnym muzykiem, który ma jeszcze w dodatku pojęcie o realizacji dźwięku.

MM: Odnoszę wrażenie, że w porównaniu z poprzednimi dwoma płytami, na najnowszej jest dużo więcej melodii, ciepła, a mniej tej zimnofalowej chropowatości. Jaki był wasz pomysł na ten album?

IK: Zupełnie inny, niż to, co znalazło się na płycie (śmiech). Początkowo chcieliśmy zrobić płytę w stylu Toma Waitsa. Jak wiadomo - od pomysłu do realizacji jest zawsze długa droga, a poza tym nie trzymaliśmy się kurczowo tej wizji. Nagrywaliśmy po prostu to, co działo się po drodze. Wyszło tak, jak wyszło. Natomiast poprzednie dwa albumy rzeczywiście miały być surowe, punkowe. „Vü=mc2” jest płytą dużo bardziej zaimprowizowaną. Najpierw Sławek (Kazulak, perkusista zespołu) razem z Tomkiem nagrywali sekcje, do tego zostały podogrywane partie klawiszy i wokale, do których były chyba dwa lub nawet trzy podejścia. Na koniec ja „dosmaczyłem” to wszystko gitarami.

MM: Wspomniałeś, że Vüjekväsyl jest cały czas porównywany do Cytadeli. Ja też postrzegam wasz zespół poniekąd jako muzyczną kontynuację tamtego, natomiast wydaje mi się, że wasze płyty, to swoiste wehikuły czasu. Słuchając ich, mam wrażenie, że są lata 80. i zaraz pojadę na festiwal w Jarocinie, albo zobaczę was gdzieś w klubie typu „Od Nowa” w Toruniu.

IK: Przypadło mi przygotowywanie materiałów prasowych, które rozsyłaliśmy w różne miejsca. I na pytania dziennikarzy, co gramy, to trochę ze śmiechem pisałem, że gramy muzykę lat 80. na miarę XXI wieku. Przenieśliśmy to po prostu z tamtych czasów, wykorzystując bieżącą technologię, na jaką możemy sobie pozwolić. Na tym wyrośliśmy, to się w nas zakorzeniło. Przede wszystkim gramy to, bo sprawia nam to przyjemność.

MM: A jaki masz stosunek do twórczości Davida Bowiego?

IK: Rozumiem, że pijesz do utworu „Czekam na jutro (dla Davida Bowiego)”. Ja do Bowiego ciągle dojrzewam. Stale odkrywam coś nowego i ciekawego w jego twórczości. Wracam też regularnie do różnych jego materiałów. Czytałem też jego biografię. Działo się u niego wiele ciekawych rzeczy. To był facet, który rzucał kamieniem i wszyscy do niego dochodzili, a on już wiedział, że chce go rzucić jeszcze dalej. Fascynują mnie poszczególne okresy jego twórczości. Obecnie zgłębiam ten z końca lat 90. i okolic płyty „Outside”.


MM: Wracając do płyty - „Przygoda zaczyna się od nowa” to właściwie rap. Tomek gada w tle podkładu, zagranego przez żywe instrumenty.

IK: Dokładnie tak jest. Pierwotnie nie miało tak być, ale tak wyszło. Ten numer jest kompletnie odwrócony. Tomek miał przygotowaną linie melodyczną, którą miał zaśpiewać, natomiast ona nie kleiła się w żaden sposób z częścią instrumentalną. Podszedł do tego jeszcze raz i taka forma wyszła.

MM: Moimi faworytami na płycie są „Zaśnij” i „Niebo”. Wydaje mi się, że takie spokojniejsze, nostalgiczne numery bardzo wam służą.

IK: Lubię tego typu klimaty, ale nie gardzę też mocniejszymi, surowymi rzeczami. Akurat takie utwory, o których mówisz graliśmy już wcześniej. A w tym wypadku bardzo ładnie się wkomponowały w całość płyty.

MM: Jak jest wynik tego działania w tytule płyty?

IK: Jeszcze nie wiemy (śmiech). Cały czas rozkładamy tę formułę, która jest na okładce.

MM: A jaki był Twój pierwotny pomysł na okładkę płyty?

IK: Jak słuchałem tej płyty, kojarzyła mi się ze starymi programami telewizyjnymi z lat 60., 70. Coś w formule scenografii Kabaretu Starszych Panów. Przedmioty narysowane – umowne drzwi, okna. Scenografia stworzona grafiką. Dominowały szarość, czerń i biel.

MM: Będą koncerty?

IK: Z koncertami jest jak jest. Nie jesteśmy kapelą, która wbija się do klubu. W samej Warszawie takich klubów jest bardzo niewiele. Z drugiej strony ze względu na ilość zajęć, które mamy ja, Sławek i Vasyl, ciągle jesteśmy w różnych rozjazdach i ciężko nas zebrać razem w jednym miejscu. Na razie nie mamy żadnego potwierdzonego koncertu. Chcemy coś zagrać po wakacjach. Bardzo chciałbym też ruszyć w Polskę z koncertami.

MM: Dziękuję za rozmowę.


Rozmawiał: Maciej Majewski