Wywiady

Myrkur

2017-07-27

Pod szyldem Myrkur kryje się drobna, eteryczna blondynka Amalie Bruun, która zdążyła już zaznaczyć swoją obecność nie tylko na metalowej scenie. Mająca na swoim koncie długogrający album „M” i dwie epki Dunka, była jedną z gwiazd tegorocznego Metal Hammer Festival w katowickim „Spodku”. Krótko przed koncertem opowiedziała mi o swoich ostatnich dokonaniach, inspiracjach i planach na przyszłość.

Rozmowa z: Amalie Bruun

MM: W ubiegłym roku wydałaś „Mausoleum” – wyjątkowe wydawnictwo, na którym przede wszystkim reinterpretujesz kilka swoich utworów w towarzystwie chóru, gitary i pianina. Płyta ma formę ep-ki. Czemu wybrałaś taką krótką formę?

AB: Ponieważ nie chciałam z tego robić pełnowymiarowego wydawnictwa. Głównie dlatego, że nie jest to całkowicie premierowy materiał. Nie chciałam, żeby moja druga płyta długogrająca tak wyglądała. „Mausoleum” zostało nagrane na żywo, więc ma trochę inny charakter, niż wydawnictwo studyjne.

MM: Ponownie zinterpretowane utwory nabrały niezwykłej delikatności, ale też zyskały nową moc.

AB: I o to właśnie chodziło. To był zapis chwili. Kiedy wydałam „Mausoleoum”, całkowicie pochłonęła mnie ta forma. Wykorzystałam ją na trasie z Opeth (w listopadzie 2016 – przyp. MM). Nie mogłam pozwolić sobie na zabranie ze sobą całego chóru. Towarzyszyła mi jedynie część, ale zagrałem właśnie takie intymne i kameralne koncerty. Te występy dały mi mnóstwo inspiracji do stworzenia nowej płyty „Mareridt”, która ukaże się we wrześniu. „Mausoleum” było pierwszym krokiem, jaki zrobiłam ku stworzeniu tego albumu. Chór również się na nim pojawi.

MM: Z kolei na swoim debiutanckim albumie „M” śpiewasz zarówno delikatnie, jak i growlujesz. Która z tych form wokalnych była dla Ciebie trudniejsza?

AB: Zdecydowanie growling. Co prawda jestem przyzwyczajona do wydawania z siebie takich krzyków, natomiast nie jestem w stanie drzeć się w ten sposób przez cały koncert (śmiech). Nie jestem typowym krzykaczem, więc mój growl ma formę dość pierwotną... Kiedy growluję, brzmię raczej jak osoba chora psychicznie (śmiech). Dla mnie to wyrzucanie z siebie nieprzyjemnych wibracji, wywalanie flaków na zewnątrz. Spójrz na Alissę White-Gluz z Arch Enemy. Ona jest niesamowicie sprawna w growlowaniu, do tego biega po scenie i skacze. Zupełnie jakby uprawiała fitness albo crossfit (śmiech). Dla mnie koncert jest dużo bardziej przerażającą formą. Kiedy wychodzę na scenę, chcę żeby ludzie widzieli dziewczynę w sukience, która jest po prostu wściekła (śmiech). To nie jest zbyt powszechna forma. Zwykle dziewczyny starają się śpiewać ładnie i tym samym zjednać sobie publikę. Natomiast naprawdę wkurzonych bab jest na scenie niewiele.

MM: Masz jakieś inspiracje pod tym względem?

AB: Główną inspiracją jestem sama dla siebie. Natomiast bardzo szanuję i podziwiał tych wszystkich krzykaczy z klasycznej ery black metalu jak np. Atilla (Csihar, wokalista Mayhem – przyp. MM), czy Tom Warrior (wokalista Hellhamer, Celtic Frost i Triptykon – przyp. MM). To niesamowici ludzie i co ważniejsze – czas działa na ich korzyść, bo wydaje mi się, że dziś są jeszcze lepsi.

MM: Wiem, że zdarza Ci się brać na warsztat płyty różnych blackmetalowych zespołów jak Satyricon, czy Mayhem i rozkładać je na czynniki pierwsze. Te nagrania liczą ponad dwadzieścia lat. Czym inspirują Cię dziś?

AB: Dzisiaj te płyty nie wnoszą wiele do moich muzycznych inspiracji. Postrzegam je bardziej jako dzieła pierwotne, od których zaczęła się moja fascynacja muzyką blackmetalową. Natomiast obecnie dużo bardziej inspiruje mnie muzyka folkowa, filmowa, a nawet muzyka z seriali, ponieważ w dużej mierze jest ona klasyczna i jest tworzona przez współczesnych twórców. Staram się jednak trzymać z daleka od współczesnej muzyki, którą można usłyszeć w radiu. Próbowałam się do niej przekonać, ale ona po prostu nie jest dobra i trudno znaleźć mi w niej jakąkolwiek inspirację. Może jest to spowodowane też tym, że sama piszę muzykę i staram się na tym skupiać. Gdybym nie była artystką, może byłabym bardziej otwarta i podatna na wpływy różnych gatunków muzyki.

MM: A czy poza black metalem jakaś muzyka została w Tobie na dłużej?

AB: Tak, muzyka klasyczna. To ma także związek z moim ojcem, który jak pewnie wiesz, będąc muzykiem, słuchał przeróżnych gatunków muzyki. Jako dziecko uczyłam się grać na skrzypcach i pianinie. Na gitarze nauczyłam się grać sama dużo później. Do dziś mój ojciec nie może uwierzyć, że na niej gram (śmiech). Natomiast jako dziecko słuchałam nie tylko muzyki klasycznej, ale także norweskich oraz szwedzkich artystów folkowych. I folk również silnie się we mnie zakorzenił.

MM: Nie słyszałem jeszcze nowej płyty. Rozumiem, że podążyłaś na niej w kierunku bardziej akustycznych brzmień? 

AB: Zdecydowanie. O chórze już mówiłam, ale będzie można na niej usłyszeć także tradycyjne folkowe instrumenty. Natomiast kolejna płyta, jaką planuję będzie dość mroczna, akustyczna, wypełniona brzmieniami tradycyjnych nordyckich instrumentów.

MM: Zagrasz na niej na gitarze?

AB: Raczej nie. Zdecyduję się pewnie na mandolinę i harfę. Nie potrafię niestety zagrać na żadnych instrumentach perkusyjnych.

MM: Jesteś w stanie połączyć te brzmienia akustyczne z metalem?

AB: Nie za bardzo. Próbowaliśmy połączyć te formy na próbach i po prostu się to nie kleiło. Musimy zatem decydować się wcześniej, czy gramy tylko w formie akustycznej, czy z pełną elektryczną mocą.

MM: Powiedz to muzykom Theriona, którzy mają nawet trzech wokalistów i łączą te formy na jednym koncercie.

AB: W takim razie jestem przekonana, że nie robią tego dobrze (śmiech).

MM: Jak zatem postrzegasz się jako artystka? Jako muzyka sceny metalowej, folkowej?

AB: Dziś te etykietki nic nie znaczą. Postrzegam siebie raczej jako outsiderkę wszystkich scen (śmiech). Natomiast kocham muzykę metalową i myślę, że przez to, że w mojej twórczości słychać takie granie, mogę występować na takim festiwalu jak ten. I to jest zajebiste (śmiech).

MM: Dziękuję za rozmowę.


Rozmawiał: Maciej Majewski