Wywiady

Michael Gira (Swans)

2017-07-31

Michael Gira to dziś instytucja. Lider Swans, artysta solowy, twórca w pełnym tego słowa znaczeniu. Na tegorocznym Off Festivalu wystąpi w kilku rolach. Jako kurator Sceny Eksperymentalnej zadbał o dobór artystów, którzy na niej wystąpią. Sam również pojawi się na scenie najpierw solo, a dwa dni później na dużej scenie ze Swans. Nam opowiedział o zakończeniu bieżącego etapu w działalności zespołu, możliwych planach na przyszłość i swojej roli na Off Festivalu.

Rozmowa z: Michael Gira

MM: Na minialbumie „Deliquescence” znajdują się trzy niepublikowane wcześniej utwory: "The Knot", "Deliquescing" oraz "The Man Who Refused To Be Unhappy". Czy to odrzuty z “The Glowing Man”, czy też pochodzą one z innego okresu?

MG: Nie, to kawałki wykonane wyłącznie na żywo. Są dość długie, jednen z nich liczy ponad 15 minut. To zupełnie nowe utwory. Nie ma i nie będzie ich na żadnym wydawnictwie studyjnym. Po prostu włączyliśmy je do naszego setu koncertowego, by nieco go odświeżyć.

MM: Podczas Off-Festivalu zagrasz dwa koncerty. Jeden solowy i drugi ze Swans. Wspomniałeś, że koncerty solowe są znacznie trudniejsze, niż te zagrane z zespołem. Z czego to wynika?

MG: Obie te formy koncertowania są od siebie zupełnie różne. Wiele lat temu doszedłem do wniosku, że oprócz występowania z zespołem, chcę mieć możliwość grania koncertów solo z gitarą akustyczną. Zacząłem nad tym pracować jeszcze w 1987 roku, kiedy tworzyłem „Children Of God”. Sporo czasu zajęło mi jednak nabranie pewności siebie i ogłady w graniu solowych koncertów. Sądzę jednak, że robię dobrą robotę. Takie koncerty są intensywnym wyzwaniem, ale to dobrze, bo sprawiają, że chce być jeszcze lepszym muzykiem.   

MM: Z drugiej strony wspomniałeś, że granie koncertów ze Swans jest bardzo wyczerpujące. Przypuszczam, że po każdej trasie wracasz do domu wykończony. Zastanawiam się, gdzie leży granica waszych koncertów. Czy to granica dźwięków, emocji, wytrzymałości fizycznej, czy hałasu?

MG: Dobre pytanie… Tak naprawdę nie wiem, gdzie leży granica egzystencji scenicznej tego zespołu. Po prostu wychodzimy na scenę, zaczynamy grać i coś się zaczyna dziać, co przenosi nie tylko nas, ale i publiczność w zupełnie nowe rejony. Jest to związane również z tym, że nie gramy naszych utworów w zdyscyplinowany sposób, trzymając się jakiś sztywnych ram. Jesteśmy cały czas otwarci na zmiany w aranżacjach, improwizacje. Staramy się podążać za kolejnymi dźwiękami. To oddziałuje także na publiczność.

MM: Pytam także dlatego, że widziałem wasz koncerty na Off Festivalu w 2012. Było to dla mnie doświadczenie graniczne, po którym dochodziłem do siebie kilka dni.

MG: Tak, to był jeden z naszych najlepszych koncertów. Gdyby nie to nieszczęśliwe odcięcie prądu, myślę, że płynęlibyśmy dalej.

MM: Na tegorocznym Off Festivalu jesteś także kuratorem Sceny Eksperymentalnej. Według jakiego klucza dobierałeś artystów, którzy na niej zagrają?

MG: Wybrałem ludzi, których twórczość znam i których miałem okazję widzieć na żywo wcześniej. To ciekawi artyści i uważam, że świetnie sobie poradzą na tej scenie.


MM: Słuchając waszych ostatnich płyt, zastanawiam się, w jakim kierunku Swans podąży w przyszłości?

MG: Jak pewnie wiesz, jesteśmy w trakcie ostatniej trasy w składzie, w którym graliśmy w ostatnich latach. Szczerze mówiąc, nie wiem i nie chcę wiedzieć, w jakim kierunku Swans podąży dalej. Po prostu jestem ciekaw, co się wydarzy. Kiedy trasa dobiegnie końca, usiądę z gitarą, zacznę pisać nową muzykę i będę się zastanawiał, kto mógłby ją zagrać na kolejnej płycie i koncertach. Raczej nie będzie to już zespół, tylko ludzie, których znam i co do których będę miał pewność, że poprowadzą i rozwiną tę muzykę w nowym kierunku. Być może będę z nimi pracował tylko na jedną płytą i zagramy jedną trasę, a potem znów zmienię skład. Tego jeszcze nie wiem. Póki co jednak – żadnych konkretnych osób jeszcze nie zapraszałem do współpracy.

MM: Sądzisz, że jest możliwe zebranie takiego, składu, charakteryzujący się takim podejściem, zaangażowaniem, talentem i umiejętnościami jak ten, który tworzył w Swans w ostatnich latach?

MG: Nie, uważam, że to niemożliwe. Zresztą tworzenie takiego składu, to ogromna odpowiedzialność nie tylko przed słuchaczami, ale także przede mną jako liderem zespołu.

MM: Wielokrotnie mówiłeś, że muzyka jest dziś dla Ciebie aktem miłości, ale może także zniewalać. Czy jesteś zatem niewolnikiem muzyki?

MG: Na całe szczęście jestem artystą, więc mogę się zajmować różnymi dziedzinami sztuki. Nie jestem pewien, czy muzyka będzie moją jedyną aktywnością w przyszłości. Być może znów zacznę pisać prozę. To kolejna kwestia do rozważenia, jeśli chodzi o moje dalsze plany. Nie skupiam się jednak za bardzo na przyszłości. Na razie staram się dokończyć trasę ze Swans, chwilę odetchnąć i dopiero potem zastanowić się, co będę robił dalej.


MM: Wiem jednak, że los ludzkości, nie jest Ci obojętny. Powiedziałeś, że jeżeli Donald Trump zostanie prezydentem, to nie będzie z nią najlepiej. Jak się z tym czujesz?

MG: Czuję się okropnie. Całkowicie brzydzi mnie obecna sytuacja. Wiem, że Wy też macie w Polsce niewesoło... Trump całkowicie pogwałcił prawa cywilne, opiekę zdrowotną i ochronę środowiska w Stanach Zjednoczonych. Wszystkie kluczowe dziedziny życia zostały naruszone i są w fatalnej sytuacji. Mam nadzieję, że Trump szybko upadnie.

MM: Na koniec chciałem się podzielić z Tobą anegdotą. O tym, że będziemy rozmawiali, dowiedziałem się ponad 20 godzin temu. Dzisiejszej nocy śniło mi się, że rozmawiamy w Alpach Szwajcarskich, gdzie spędzacie czas z całym zespołem. We śnie skończonej rozmowie, udaliście się zespołem na fondue i na szlak, by… jodłować. W związku z tym mam pytanie: czy zdarzyło Ci się kiedykolwiek jodłować?

MG: Chyba nie. Zresztą obecnie mój głos jest zbyt nadwyrężony, by nawet próbować śpiewać tak wysoko. Był jeden taki moment, kiedy jodłowanie mogłoby mieć sens w moim wykonaniu, ale to było z 50 lat temu (śmiech).

MM: Dziękuję Ci za rozmowę i do zobaczenia na Off Festivalu!

MG: Dzięki. Bardzo się cieszę, że znów wystąpię na Off Festivalu. Mam nadzieję, że tym razem nikt przedwcześnie nie odłączy mi prądu (śmiech).

Foto: Michael Gira w warszawskim klubie Basen / 03.12.2014 - Grzegorz Szklarek


Rozmawiał: Maciej Majewski