Wywiady

Ms.Obsession

2017-08-22

Ms. Obsession wydała niedawno epkę zatytułowaną „Manekin”. Materiał ukazał się dwóch wersjach – digitalowej podstawowej oraz fizycznej – rozszerzonej. Wykreowany w tekstach świat bazuje zarówno na doświadczeniach snu, jak i rzeczywistości, a wszystko to na tle różnorodnych brzmień elektronicznych. Nam Ms. Obsession szeroko opowiedziała o tym, czemu pociąga ją ta sfera, co ją inspiruje i czego możemy się spodziewać w ramach jej dalszych poczynań artystycznych.

Rozmowa z: Ms.Obsession

MM: Mówisz, że jesteś obserwatorką rzeczywistości i poniekąd Twoje przemyślenia zawarłaś na „Manekinie”. Mam wrażenie, że ten materiał nie wyczerpuje tematu.

MO: Tak, ponieważ to zaledwie 6 utworów. Dopiero rozkręcam się w tym temacie. Wcześniej interesowałam się tematyka snu, przeplatania się rzeczywistości z fikcją. Natomiast obserwacja społeczeństwa i teksty na tej podstawie pojawiły się dopiero teraz. Będę je rozwijać.

MM: Wiem, że zainspirowała Cię płyta „Baduizm” Eryki Badu. Tu mamy do czynienia z elektroniką. Czy to początek Twoich muzycznych poszukiwań jako artystki, czy tylko jeden z przystanków?

MO: Ciężko mi obecnie ocenić, co będzie dalej. Nie wgryzam się w to, co będę robiła za 10 lat. Chcę sobie pozwolić na naturalny artystyczny rozwój. Na razie jednak ta elektronika jest dla mnie idealnym środkiem, bo dzięki niej mogę stworzyć idealny, trochę odrealniony świat. Być może jednak w przyszłości usłyszę coś, co podobnie jak w przypadku „Baduizmu” przekieruje moje muzyczne życie. W tej chwili stawiam jednak przede wszystkim na tekst.

MM: Produkcją „Manekina” zajęli się Enzak, Teielte, Piotrek Pacak i Michał Nocny, a nagrywałaś u Bodka Pezdy i Grześka Kazimierczaka. Jak do tego doszło?

MO: To stało się za sprawą Agima Dżeljiljiego, ponieważ miałam okazję z nim wcześniej współpracować. I to właśnie on zaprowadził mnie do Bodka, gdzie nagrywaliśmy. Tam odnalazłam też swoje magiczne miejsce, bo dla wokalisty bardzo ważne jest studio, jego brzmienie i osoba, z którą się współpracuje.

MM: Co jest ważniejsze – sen czy rzeczywistość?

MO:  Ciekawe pytanie. Z mojej perspektywy obie te sfery są równie ważne, ponieważ sen reprezentuje nasz świat podświadomy, zaś rzeczywistość jest z kolei trochę przefiltrowana przez nasze ego, czy superego. Sen tworzy się na bieżąco i jest czysty. Jest tym, co w nas drzemie, jakąś prawdą. Kiedy byłam młodsza, bardzo mnie kusiło łączenie obu tych światów. Chciałam wchodzić w świat snu i poszerzać wiedzę na jego temat. Interesowałam się zagadnieniami takimi jak świadomy sen. Wydaje mi się, że wiele jest jeszcze przed człowiekiem ukryte pod tym względem. Psychologia jest młodą dziedziną, więc uważam, że wiele jeszcze się możemy o sobie i swoich możliwościach dowiedzieć.

MM: A zdarza Ci się bardziej uciekać w sen lub rzeczywistość?

MO: Zdecydowanie tak. Jestem trochę marzycielką, więc lubię tworzyć różne scenariusze w swojej głowie, światy, które później przenoszę do utworów. Mam taka tendencję, zwłaszcza, gdy za oknem pogoda jest brzydka. Z kolei rzeczywistość wiosną i w lecie bardzo mnie pociąga. Są to bardzo intensywne doznania.  


MM: Jakie miejsce odgrywa sztuka i literatura w kreacji Twojego świata?

MO: Pijesz pewnie do „Mistrza i Małgorzaty”. To jest główne źródło moich inspiracji. Odcisnęła na mnie swoje piętno i zrobiła na mnie ogromne wrażenie, gdy czytałem ją po raz pierwszy. Podoba mi się postać Wolanda, który gra wszystkim i wszystkimi bez żadnych granic, czy tabu. Demaskuje ludzi w inteligentny sposób. Ta książka wyzwala moją tęsknotę za czymś nierzeczywistym. Taka sytuacja się po prostu nigdy nie wydarzy, bo musiałyby się dziać rzeczy nadprzyrodzone. Natomiast chciałabym, żeby taka postać jak Woland się pojawiła i zrobiła porządek w umysłach i głowach. Natomiast jeśli chodzi o moją fascynację Davidem Lynchem, to ogromne wrażenie zrobiło na mnie „Mulholland Drive”. Wprowadził mnie w stan, w którym napisałam dwa utwory: „Bramy Snu” oraz „Help Me”. Idea, że nie wiadomo do końca, co jest rzeczywistością, a co snem w tym filmie, była dla mnie czymś genialnym. Całkowicie mnie zauroczyła. Mam zresztą podobne podejście do życia. Uważam, że wszystko jest tak subiektywne i przefiltrowane przez jednostkowe odczuwanie, doświadczenie, że każdy z nas odczuwa to inaczej. Fascynuje mnie też Einstein. Zaciekawiła mnie idea odrębnego odczuwania czasu przez każdego z nas i że jest to bardzo relatywne. Ciągle jednak nie wiemy o tym. Być może tych światów jest więcej?

MM: To trochę jakbyś poruszała się we mgle. Szukasz, znajdujesz coś dla siebie, próbujesz nadać temu jakieś znaczenie, zdefiniować to, by łatwiej było Ci się w tym odnaleźć.

MO: Rzeczywiście, cały czas szukam. Powiem Ci, że im więcej się o tym dowiaduje, tym więcej o tym nie wiem. Mam wrażenie, że to taki ogromny znak zapytania: Co jeszcze? Co jest dalej? Co się tam jeszcze kryje w naszym świecie, w naszej jaźni. Salvador Dali wpłynął na moją sferę wizualną. Ogólnie surrealizm podoba mi się już z samych założeń. Krytyka życia przywiązanego do rutyny i materializmu jest mi dość bliska. No i oczywiście to sięganie do sfery snu, głębi człowieka i wydobywanie jego esencji.

MM Wracając do muzyki - czemu epka w sieci ma tylko 3 utwory?

MO: Ponieważ chciałam dać ogólnie, ale stwierdziłam, że jeśli teraz wydam 6 utworów, które potem znajdą się na płycie, to zdradzę za dużo. Miałam też wybór, by nie wydawać teraz epki i poczekać na longplay, ale chciałam dać coś ludziom, ponieważ dawno nic się nie pojawiło. 

MM: No właśnie – płyta ma się ukazać na koniec jesieni. Ile zatem będzie utworów?

MO: 15.

MM: Dziękuję za rozmowę.

Foto: Wiktor Franko


Rozmawiał: Maciej Majewski