Wywiady

Siksa

2017-08-24

Działalność zespołu Siksa, czyli Alex Freiheit i Piotra Buratyńskiego od kilku miesięcy wywołuje mnóstwo skrajnych komentarzy zarówno wśród osób, które miały do czynienia z występami grupy, jak i tych, którzy nie mieli okazji widzieć zespołu na żywo. Istotnie trudno Siksę jednoznacznie zaszufladkować. Zespół wystąpił na tegorocznym Off-Festivalu i krótko po występie zgodził się na chwilę rozmowy. Poniżej jej zapis.

Rozmowa z: Alex Freiheit / Piotr Buratyński

MM: Słuchając dziś waszego performance’u, zastanawiałem się, czy zrobiłaś generalny przegląd medialny wszystkich programów, w których biorą udział kobiety, o których krzyczysz?

AF: To, co jest w życiu na co dzień, jest po prostu przenoszone do danego programu, a przy tym jest często mocno wykrzywiane, jak np. w „Projekt Lady”, gdzie z kobiet próbuje się zrobić (z zakłamaną modą na coaching) tzw. „prawdziwe kobiety”. Jedna z bohaterek tego programu przyznała, że poszła do niego, ponieważ chciała się poczuć kobieco przy swojej urodzie chłopczycy. W związku z tym w pierwszej kolejności zaczęto ją ubierać w sukienki, w których wygląda pokracznie. Autorzy programu nie pielęgnują tego, co ta dziewczyna ma w sobie (a jest świetna i ma fajną energię), tylko przebierają ją w te różne rzeczy, które do niej nie pasują.I tak - lubię takie tematy. Oglądam te wszystkie rzeczy typu właśnie „Projekt Lady”, czy „Królowe Życia”. Ciekawi mnie to. Z jednej strony to rozrywka, a z drugiej jest to tak okrutnie przerysowane i traktujące wizerunek kobiety i mężczyzny z przekłamaniem. On ma być głową rodziny, macho, samcem alfa, przewodnikiem stada, a ona ma być perfekcyjną panią domu jak Małgorzata Rozenek. To wciskanie ludzi w pewne klisze, o które nikt się nie oburza! Chciałam przy tym zaznaczyć, że nie jestem tylko przeciw mężczyznom, bo kobiety też bywają straszne. Wchodzę w pewną rolę – kobiety, którą winię za to, że mówi, że nie jest, nie będzie i nie była feministką. To nie są moje słowa, po prostu odgrywam czyjś tekst. Oczywiście sama jestem feministką i uważam, że każda kobieta w obecnym świecie powinna nią być. Dzięki feministkom możemy się chociażby kształcić.To właśnie kobiety robią w tym kraju rewolucję.

MM: Zaczęłaś koncert od słów: „Jestem Siksą, jest nas milion”. Wydaje mi się, że nawet więcej.

AF: Pewnie, że tak. To była parafraza z „Dziadów” Mickiewicza: „A Imię jego 44”. Pasowało mi to tutaj. Oczywiście, że jest nas więcej. Siksa występuje w różnych miejscach. Czasami w przychylnych, a czasami w mniej przychylnych. Natomiast usłyszeliśmy ostatnio, że dobrze, że jest Siksa, bo od dawna nie było tak zażartej dyskusji o żadnym zespole. Słyszeliśmy też, że robimy reportaż. Chciałam podkreślić, że nie zajmuję się tylko tym przerysowanym światem, ale mówię też o swoich uczuciach i o tym, co sama przeszłam. Cieszę się, że nabrałam tyle śmiałości, by wejść na scenę i to wszystko wykrzyczeć. Na nasze występy przychodzi sporo ojców młodych dziewczyn. Zwracam też uwagę na relację ojca z córką. To niezwykle ważne. Uważam, że każda dziewczyna na świecie powinna mieć ojca, w którym będzie miała wsparcie i zrozumienie oraz żeby ojcowie zwracali uwagę, jak się odnoszą do swoich córek i jak traktują inne kobiety.


MM: Piotrze, czy oprócz tego, że grasz na basie, masz tam jeszcze jakieś dodatkowe efekty typu loopy?

PB: W życiu! Mam najtańszy przester i to wszystko. Kiedyś używałem przesteru gitarowego, który ścinał doły. Natomiast teraz nie ma w tym żadnej filozofii. Nie gram na żadnym customowym sprzęcie. To chiński Fender (śmiech). Nawet ostatnio rozmawialiśmy o tym między sobą. I w Siksie jest tak jak w kinie lat 60. Wtedy pojawiły się kamery szesnastomilimetrowe, więc każdy mógł je wziąć i zrobić film dokumentalny, czy reportaż. Paradoksalnie dzięki ograniczeniu środków, otworzyło się wiele bram dla nowych gatunków filmowych i artystów. U nas z tym jednym basem i jednym przesterem jesteśmy w stanie pojawić się wszędzie. Możemy występować w małych miasteczkach i w dużych ośrodkach. Chcemy po prostu docierać do ludzi. Muzyka jest tu tylko środkiem do celu.

MM:No właśnie – muzyka zdaje się u was być jedynie platformą dla przekazywanych treści. To, do czego można się przyczepić, to artykulacja. Czasem twoje słowa zdają się ginąć w krzyku.

PB: Wiesz, my nie jesteśmy raperami, ani aktorami. Robimy tak jak potrafimy i tak jak chcemy. To jest intuicyjne. Czasami wychodzi to lepiej, a czasami gorzej. Chcę mieć prawo do tego, żeby się pomylić.

AF: U mnie jest podobnie. Mnie nikt ekspresji wokalnej nie uczył. To nie jest warsztatowe. Robię to na totalnego ‘czuja’.

MM: Tylko, że jeśli w przyszłości będziecie chcieli tak przekazywać swoje treści, to może dojść do sytuacji, że ludzie zderzą się głównie z hałasem i ta treść w nim zginie.

PB: To jest punk rock!

MM: A muzycznie będzie rozwijali formułę Siksy?

PB: Zwróć uwagę na zespół Sleaford Mods. Oni wyszli właśnie od loopów i sampli, a teraz tylko bas i automat perkusyjny. Ich ostatni album jest absolutnie genialny. I co będzie następne? A capella? (śmiech).

MM: Zdarza Ci się improwizować teksty na żywo?

AF: Mamy pewien set, który ćwiczymy na próbach. Niektóre teksty są przygotowane wcześniej, a niektóre z nich powstały z improwizacji. Akurat dziś zagraliśmy ostatni raz ten set, który gram właściwie w niezmienionej formie od stycznia tego roku. Teraz idziemy dalej.

MM: Będzie płyta?

PB: Płyta już jest nagrana. Teraz jest na etapie miksowania.

MM: Dzięki za rozmowę.

Foto: oficjalny profil FB Siksy. 


Rozmawiał: Maciej Majewski