Wywiady

Phantogram

2017-08-30

Amerykański duet Phantogram przyjechał na koncert do warszawskiego klubu Proxima w ramach krótkiej, letniej trasy po Europie promującej wydany w 2016 roku album "Three". Przed występem spotkałem się z wokalistką Sarą Barthel i instrumentalistą Joshem Carterem w garderobie Proximy. Oto zapis naszej rozmowy.

Rozmowa z: Sarah Barthel / Josh Carter

- Album „Three” ukazał się blisko rok temu. Czy macie już plany na nowe nagrania?

- J: Tak, mamy już trochę pomysłów na nowe kompozycje. Chcemy je opublikować w niedalekiej przyszłości, na przykład w formie ep-ki.

- Gdy słuchacie „Three” po tych kilkunastu miesiącach od ukończenia nagrań, to byście coś zmienili na tym albumie? A może jest on dla Was dziełem idealnym?

- J: Wiesz, pewnie, że coś moglibyśmy zmienić: dodać, zabrać, może inaczej zmiksować. Ale to, co znajduje się na „Three” to zapis tego, co chcieliśmy przedstawić naszym fanom w konkretnym momencie. Poza tym jesteśmy z tego albumu bardzo zadowoleni.

- „Three” jest albumem bardziej zbliżonym do mainstreamu niż dwie poprzednie płyty Phantogram. Czy była to naturalna ewolucja w brzmieniu zespołu czy też zaplanowaliście to?

- J: Zmiany w naszym brzmieniu to naturalny proces. Nie chcemy nagrywać piosenek, które będą brzmiały tak samo na każdej płycie. Rzeczywiście, brzmienie utworów na „Three” jest bardziej wygładzone niż na poprzednich dwóch wydawnictwach, ale kto wie, może na kolejnej płycie kompozycje będą brzmiały jakby były nagrane na najprostszym „czterośladzie” w jakimś garażu? (śmiech)


- Jak zazwyczaj tworzycie nowe utwory?

- S: Za każdym razem inaczej. Niektóre piosenki mają swój początek w beacie, który dostarcza Josh. Do tego beatu dodajemy aranżacje i partie wokalne. Z kolei cześć kompozycji powstaje na bazie dźwięków nagranych za pomocą gitary lub pianina. Każde z nas do pewnego momentu pracuje oddzielnie i gdy już mamy przygotowane pierwotne wersje nowych piosenek, to spotykamy się w studiu nagraniowym i zaczynamy je wzbogacać o dodatkowe aranżacje.

- Nadal pracujecie w należącym do Was studiu nagraniowym Harmony Lodge w stanie Nowy Jork?

- J: „Three” było ostatnią płytą Phantogram, która powstała w tym studiu. Obecnie jesteśmy na etapie organizowania własnego domowego studia nagraniowego w Los Angeles. Przenosimy się tam, aby mieć możliwość nie tylko nagrywania muzyki, ale także urządzania prób z towarzyszącymi nam muzykami i organizowania „jam sessions”.

- Jakie są według Was plusy posiadania własnego studia nagraniowego?

- J: Dla mnie podstawową zaletą pracy we własnym studiu nagraniowym jest brak ograniczeń czasowych. Jeśli mamy taką ochotę, możemy siedzieć w studiu nawet 24 godziny. Poza tym to my ustalamy nasze własne reguły pracy i nikt nie mówi nam co mamy robić i jak nagrywać. Cenimy sobie pełną swobodę działania. 

- Jak doszło do Waszej współpracy z Big Boiem z duetu Outkast? Najpierw pojawiliście się na jego płycie, a potem stworzyliście projekt Big Grams.

- S: W 2010 roku Big Boi usłyszał jeden z naszych utworów i zamieścił go na swojej stronie internetowej z adnotacją „Jam of the Week”. Napisałam do niego maila z podziękowaniami i pozdrowieniami, coś w rodzaju: „Hej, dzięki za pomoc, kochamy cię” i wysłałam mu winyla z naszą pierwszą płytą. W kolejnych miesiącach byliśmy w kontakcie, zagraliśmy również na kilku tych samych festiwalach, więc mieliśmy okazję spotkać się, porozmawiać i rozpocząć współpracę. Najpierw wzięliśmy gościnny udział w powstaniu trzech kompozycji na jego album „Vicious Lies & Dangerous Rumours”, a w związku z tym, że wspólna praca w studiu nagraniowym dała nam dużo obopólnej radości i przyjemności, postanowiliśmy kontynuować naszą współpracę i nagrać coś wspólnie. Tak powstał projekt Big Grams, który zarejestrował ep-kę zatytułowaną „Big Grams”. Muzyka z tego wydawnictwa brzmi bardziej jakby nagrał ją Big Boi, a nie Phanogram. Josh stworzył dla jej określenia etykietę „psyched out hip-hop”.

- Planujecie takie kolaboracje w przyszłości?

- J: Jak najbardziej. Nie wiem, czy jeszcze ukaże się jakaś muzyka pod szyldem Big Grams, ale jesteśmy otwarci na współpracę z innymi muzykami czy zespołami. Takie kolaboracje dają dużą frajdę i pozwalają nam otworzyć nasze umysły na inne dźwięki, inne pomysły muzyczne. Nie chcemy ograniczać się do jednego czy dwóch gatunków muzycznych. Bardziej bierzemy pod uwagę to, czy są pozytywne fluidy między nami a drugą stroną. Ale i tak na koniec dnia jesteśmy duetem Phantogram. To nasz priorytet!

- A nawiązalibyście współpracę z grupą Three Days Grace? (Ten amerykański zespół nagrał cover kompozycji „You Don’t Get Me High Anymore” Phantogram – GS)

- J: Może, ale szczerze mówiąc: wątpię (śmiech)

- Jak podoba się Wam ich cover Waszej piosenki?

- J: Jesteśmy zaszczyceni, że nagrali ten utwór. 


- Wasze utwory ukazały się na wielu ścieżkach dźwiękowych do filmów i gier komputerowych. A jaki byłby Wasz idealny film z muzyką Phantogram?

- J: Hmm…Może coś w stylu filmów Terry’ego Gilliama i Davida Lyncha? Może nie thriller psychologiczny, ale mam na myśli film dziwny, mroczny…

- A ja myślałem na przykład o „Trainspotting” – pierwszej lub drugiej części, która ukazała się w tym roku…

S: Tak, „Trainspotting”! Nawet nie wiedziałam, że ukazała się druga część.

J: Tak, kilka miesięcy temu. Mało kto wie o tym, że fanem Phantogram jest reżyser „Trainspotting”. Zaraz, jak on się nazywa?

- Danny Boyle.

- J: O właśnie. Jeden z naszych znajomych z branży filmowej usłyszał kiedyś od Boyle’a, że bardzo lubi on naszą muzykę. Więc kto wie? Może kiedyś będziemy z nim współpracować przy jakimś soundtracku?

- W tym roku minęło 10 lat od powstania Phantogram. Jak wygląda bilans zysków i strat?

- S: Zdecydowanie korzystnie. Wiesz, gdy zaczynaliśmy Phantogram, niczego sobie nie zakładaliśmy i niczego nie planowaliśmy. Wszystko co się działo z nami od 2007 roku było naturalnym „przyrostem” i każdy sukces, każda wydana płyta, zagrany koncert – to nasz zysk.

- J: Zaczynaliśmy od niczego i wszystko do tej pory osiągnęliśmy dzięki ciężkiej pracy i wielu wyrzeczeniom. I w przeciwieństwie do wielu wykonawców, którzy po 10 latach działalności są wypaleni, my jesteśmy głodni kolejnych wyzwań.

- Jesteście teraz na krótkiej trasie po Europie, a potem wracacie do USA i będziecie grali kolejne koncerty. Czy planujecie wydać koncertowe DVD?

- J: Tak, rozważamy wydanie DVD. Na pewno nie w najbliższej przyszłości, ale poważnie o tym myślimy. Musielibyśmy mieć dużo sprzętu do nagrania takiego koncertu, o wiele większy budżet i przede wszystkim rejestracja musiałaby się odbyć w jakiejś dużej sali koncertowej, aby uczynić nasz show jeszcze bardziej spektakularnym. Nie jesteśmy na to gotowi teraz, ale na pewno to kiedyś zrobimy.

- Dziękuję za rozmowę. 


Rozmawiał: Grzegorz Szklarek