Wywiady

Łysa Góra

2017-09-20

Zespół Łysa Góra w wyjątkowy sposób łączy folkowe brzmienia z dźwiękami heavymetalowymi. Okazuje się jednak, że element folkowy stanowi kluczową część ich twórczości. Wiosną ukazała się druga płyta grupy, zatytułowana „Siadaj, nie gadaj”. O podejściu grupy do komponowania, inspiracjach i dalszych planach opowiedział mi basista zespołu, Paweł Piotrowicz.

Rozmowa z: Paweł Piotrowicz

MM: Wiem, że „Siadaj Nie Gadaj” powstawała etapami. Mieliście sporo materiału. Rozumiem, że nie wszystko weszło na płytę?

PP: Rzeczywiście trochę to wszystko trwało i był to proces raczej złożony. W którymś momencie stało się jasne, że nie unikniemy wydania nowego albumu. Po prostu materiału opracowywanego na próbach było zbyt wiele i za bardzo się nam podobał, żeby poprzestać na koncertowych prezentacjach. Takimi wnioskami zakończył się pierwszy etap, z którego wynikało, że trzeba określić plany i zacząć konkretną pracę. Potem oczywiście sporo roboty aranżacyjnej oraz poszukiwanie kolejnych inspiracji. W międzyczasie trzeba było popracować nad środkami. Chcieliśmy, żeby album był bardzo dobrze zrealizowany a to zwyczajnie kosztuje. Wpadliśmy na pomysł przeprowadzenia kampanii crowdfundingowej na platformie odpalprojekt.pl. Przy tym również dużo się działo. Skorzystam z okazji, żeby jeszcze raz podziękować naszym Fanom za wsparcie. Dzięki temu mogliśmy pozwolić sobie na rejestrację materiału u Pawła Janosa w JNS Studio. Tak naprawdę jeszcze w studiu przychodziły nam do głowy nowe pomysły i wyjaśniały się ostatnie kwestie aranżacyjne. W przypadku niektórych utworów była to pierwsza okazja, żeby usłyszeć pewne współbrzmienia – mowa tu zwłaszcza o ludowych instrumentach, których spektrum troszkę się poszerzyło od wydania pierwszego albumu „To i Hola”.

MM: Śpiewacie tradycyjne teksty słowiańskie – przypuszczam, że możecie wśród nich przebierać. Gdzie najczęściej ich szukacie?

PP: Poszukiwanie inspiracji mamy już troszkę wytrenowane. Sporo pomysłów czerpiemy z udziału w różnego rodzaju warsztatach i spotkaniach o tematyce ludowej, związanej ze śpiewem białym. Bardzo „płodna” w tej materii okazała się „Fundacja OVO”. To zapaleńcy, jeśli chodzi o folklor krajowy i wschodni. Szukamy też w oczywistych źródłach, takich jak np. zbiory Oskara Kolberga, ale świetnie sprawdzają się również stare podręczniki do muzyki – pomysł genialny w swojej prostocie. Trzeba cofnąć się do programu nauczania sprzed paru dekad i „kopalnia” ludowych melodii staje przed nami otworem.

MM: Zastanawia mnie warstwa metalowa w waszej muzyce, bo wydaje mi się ona dość prosta. Nie myśleliście, by ją nieco bardziej urozmaicić?

PP: Metal w aranżach Łysej Góry nie jest czymś oczywistym i pierwszorzędnym. Naszym zamysłem nie było granie metalu z elementami folkloru. Priorytetem jest muzyka tradycyjna, ubrana w ciężkie, dosadne brzmienie. To nie zawsze musi być metal, choć rzeczywiście sporo go u nas można usłyszeć. Nie ten gatunek jednak dyktuje warunki w trakcie aranżowania tematów. Chcemy przede wszystkim poszanować tradycyjne utwory i oddać w muzyce odpowiednie dla nich emocje, wypływające z tego, o czym opowiadają ich słowa oraz z charakteru oryginalnej melodii. Nie możemy więc przeładować wszystkiego jak najgęstszym, sekcyjnym łomotem, bo zabraknie miejsca na główną, ludową myśl. Nie byłoby już gdzie zmieścić partii sazu, fideli płockiej, skrzypiec, nie mówiąc już o drumli, czy innych perkusjonaliach oraz oczywiście białym wielogłosie. Jeśli już ktoś chce oceniać poziom skomplikowania, trzeba spojrzeć kompleksowo. Sekcja również jest zaplanowana przez pryzmat tego, co dzieje się na pozostałych planach, a że dzieje się tam niemało, musi subtelnie na tę „ludowiznę” odpowiadać. Moim zdaniem jest dzięki temu logiczna i pomysłowa, choć trzeba jej słuchać w kontekście pozostałych warstw aranżu, żeby tego doświadczyć.


MM: Łysa Góra akustycznie – pozbawiona elektrycznych instrumentów, tylko np. z pudłami. Czy to możliwe?

PP: Możliwe i nawet pewne. Niedawno, bo w czerwcu, w norweskim Borre, miał miejsce premierowy występ akustycznej wersji Łysej Góry. Zagraliśmy na Midgard Viking Festival 2017. Jeśli chodzi o wspomniane przez Ciebie „pudła”, skład był następujący: saz, skrzypce, fidel płocka, bęben sznurowy oraz śmieszna, trzystrunowa basetla (zrobiona ze starej szuflady) i oczywiście nasze głosy. Efekty można podziwiać na naszym fanpage’.
Akustyczna Łysa Góra cały czas się zmienia i nabiera rozpędu. Pracujemy zarówno nad repertuarem, jak i nad poszerzaniem instrumentarium i przyznam, że robi się coraz ciekawiej. Jeszcze do niedawna nie zdawaliśmy sobie sprawy z istnienia niektórych instrumentów, które już teraz zaczęły pojawiać się na naszych próbach.

MM: Przy tej konfiguracji osobowej, muzycznej myślę, że jesteście w stanie z płyty na płytę poszerzać spectrum waszej muzyki – nie tylko folkowej

PP: Główny nurt z pewnością pozostanie ludowy, ale nie boimy się innych tematyk. Już wcześniej pojawiły się małe odskocznie w postaci utworów „Idzie żołnierz”, „Bogurodzica” lub „Unda”. Ciekawym eksperymentem jest też „Cepem po ryju” – kompozycja własna od A do Z, ale wystylizowana na tradycyjną melodię, przearanżowaną „po łysogórsku”. Myślę, że nie był to ostatni raz i w przyszłości można będzie się po nas spodziewać więcej autorskiego, stylizowanego heavy-folku.

MM: A czy myśleliście aby stworzyć muzykę do filmu. Albo nawet zagrać ją do wyświetlanego obrazu?

PP: Wspomniany wcześniej „Idzie żołnierz” był już wykorzystany przy okazji realizacji filmu „Ułani – dzieje 2 pułku”. Chętnie damy się namówić na kolejne formy podobnej współpracy. Wydaje nam się, że muzyka Łysej Góry ma wartość ilustracyjną, którą można wykorzystać przy okazji filmowej produkcji.

MM: Wiem, że ruszacie na trasę. Myślicie już o kolejnej płycie?

PP: U nas tak to już jest we wrześniu. Dzieci do szkoły, Łysa Góra w trasę. Zapraszamy do śledzenia grafiku naszych występów na łysogórskim fb. Jeśli chodzi o kolejną płytę, w planach jest – uwaga – album akustyczny. Będzie jeszcze bardziej folkowo, ale raczej nietendencyjnie. Pojawi się sporo nowych instrumentów a repertuar powtórzy się tylko po części. W przygotowaniu są bowiem tytuły, których w wykonaniu naszej formacji nikt jeszcze nie słyszał. Jak tylko spadnie trochę śniegu, bierzemy się do dzieła!

MM: Dziękuję za rozmowę.


Rozmawiał: Maciej Majewski