Wywiady

Eskaubei & Tomasz Nowak Quartet

2017-11-24

Minął rok od wydania „Tego Chciałem” – drugiej płyty Eskaubei i Tomasz Nowak Quartet. Zespół mieszający rap z jazzem w bardzo energetyczny sposób nieustannie koncertuje. Udało mi się nakłonić główne postacie projektu na rozmowę. Bartek „Eskaubei” Skubisz oraz trębacz Tomasz Nowak opowiedzieli mi o specyfice swojej muzyki i podejściu do jej komponowania, inspiracjach i planach na przyszłość.

Rozmowa z: Bartek „Eskaubei” Skubisz / Tomasz Nowak

MM: Mam wrażenie, że „Tego Chciałem” jest trochę kontynuacją „Będzie Dobrze”, a jednocześnie jego rozwinięciem. Jaki był wasz pomysł na ten krążek?

TN: Cieszymy się, że tak to oceniłeś, bo to znaczy, że mamy już swój styl, swój język muzyczny. Pisząc muzykę, nie zawsze wiemy, jaki będzie efekt końcowy. Nie tworzyliśmy tego materiału, mając z góry ustalony plan. Cześć materiału jest mojego autorstwa, a kilka utworów jest Kuby (Płużka, pianisty – przyp. MM). Oczywiście była też praca kolektywna.

MM: Na płycie padają słowa, w których mówicie, że inspirujecie się Tomaszem Stańko, Michałem Urbaniakiem i ich projektami, a mnie się wasze granie kojarzy z innym polskim zespołem, który grał takie rzeczy – grupą Lari Fari.

BS: Pamiętam ten zespół. To ekipa z Częstochowy. Mieli numer z Pezetem („Miłość w moim mieście” – przyp. MM). Bardzo podobał mi się ten skład. Szkoda, że tak szybko zakończyli działalność. Mnie zawsze takie rzeczy inspirowały. Podobnie było z Dizkretem i jego współpraca z grupą The Headnods, nie mówiąc o płycie, którą zrobił z Praktikiem („IQ” z 2002 roku – przyp. MM). Cenię też płyty Afro Kolektywu. „Płyta Pilśniowa” była bardzo organiczna z jazzowymi wpływami. Natomiast myślę, że to, co nas wyróżnia, to fakt, że materiał na obie płyty był rejestrowany na „setkę” oraz że pojawia się duża ilość improwizacji.

MM: A jak wygląda w waszym zależność słów od dźwięków?

BS: Staram się nie przerapować tych numerów. Zazwyczaj mam dwie zwrotki. Po prostu traktuję ten rap jako jeden z instrumentów, a jednocześnie chcę, żeby było dużo muzyki stricte instrumentalnej. Odbiór naszej twórczości wskazuje, że był to dobry kierunek, bo jesteśmy odbierani szerzej i lepiej w środowisku jazzowym. Dla mnie te proporcje są idealne.

TN: Myślimy o tym, by było to odpowiednio wyrażone. To część procesu aranżacji tych utworów. Piszę jakieś części, Bartek przynosi tekst i staramy się to odpowiednio dopasować, żeby był balans i żeby zaciekawiło to odbiorcę.

MM: Słychać to mnóstwo sampli m.in. z A Tribe Called Quest, ale też wyczuwam tu klimat pierwszych płyt Jamiroquai.

TN: To było to, na czym się wychowaliśmy. Jamiroquai to rasowy funk, który siedzi w nas podświadomie.

BS: Jeśli jesteś osłuchany w muzyce, to możesz u nas usłyszeć różne wpływy. To suma tego wszystkiego, czego przez lata słuchaliśmy oraz przede wszystkim pomysł Tomka na to, co i jak mamy grać. Zależało nam na tym, żeby ta muzyka była rytmiczna i komunikatywna. Nie chcieliśmy też, żeby to było bardzo przekombinowane. Ze względu na skład naszego zespołu bardzo ważny jest element jazzowy. Koledzy są rasowymi muzykami jazzowymi, stąd ich skłonności do wspomnianej improwizacji. Wszystko na szczęście wychodzi nam naturalnie.


MM: Zastanawiam się, w jakim kierunku będzie rozwijać ten zespół w przyszłości?

BS: Dziś jadąc na koncert i dyskutowaliśmy o tym akurat. Żartowaliśmy, że musimy używać więcej cowbella (śmiech). Dochodzą do nas głosy, że ta formuła się wyczerpuje. Zapewniam Cię jednak, że mamy już nowe pomysły. Chcemy połączyć tradycję z nowoczesnością.

TN: Nie ma spiny póki co. Nigdy nie wychodzimy od założeń, tylko od muzyki. A to jest tak szerokie spectrum, że jeszcze zaskoczymy naszych słuchaczy i przyszłych słuchaczy. Nie będziemy się spieszyć – chcemy stworzyć coś, do czego wszyscy będziemy mieli przekonanie.

MM: Bartku, będziesz śpiewał?

BS: Nie, ale coraz bliżej mi do tzw. spoken word. Recytowanie pewnych tekstów, niekoniecznie w rytmie jest czymś, co coraz bardziej mnie kręci. Próbowałem już tego przy kilku innych przedsięwzięciach i wyszło nieźle. Chcę się też pobawić tempami.

MM: Tomku, nie myślisz o zamkniętej formule kwartetu bez wokalu?

TN: Już się nagrałem w takiej formie (śmiech). Będę jeszcze myślał o muzyce czysto instrumentalnej, ale niekoniecznie w formie kwartetu. Mam też w głowie projekt z członkami grupy Amy Lives, składającego się z byłych muzyków Amy Winehouse.

MM: Myślę, że dobrym pomysłem byłoby wydawnictwo koncertowe, może nawet DVD, które podsumowywałoby ten okres, kiedy gracie materiał z obu płyt.

BS: Jest to ciekawa propozycja. Myślę, żegdyby nadarzyła się okazja, by wystąpić w jakimś fajnym anturażu i zaproszonymi gośćmi, to jak najbardziej. Poza tym na żywo te numery nabierają nowego wymiaru. Największym ograniczeniem są jednak w tym wypadku koszty.

MM: Dziękuję za rozmowę.

Foto: Patryk Kaflowski


Rozmawiał: Maciej Majewski