Wywiady

Marek Kościkiewicz (De Mono)

2017-11-30

Grupa De Mono wydała pierwszy od 16 lat album studyjny zatytułowany "Enter". Z tej okazji spotkaliśmy się z jej liderem, autorem tekstów i kompozytorem większości utworów Markiem Kościkiewiczem.

Rozmowa z: Marek Kościkiewicz

- Dlaczego aż 16 lat musieliśmy czekać na nową płytę De Mono?

- Złożyło się na to kilka czynników. Jeden z nich to burzliwa historia zespołu w ostatnich kilkunastu latach czyli rozłam w De Mono. Andrzej Krzywy zdecydował, że chce kontynuować działalność pod szyldem De Mono z udziałem innych muzyków. Prawdopodobnie wpływ na to miały względy finansowe, a także zły wpływ menadżera. Po tym, jak Andrzej odwrócił się od nas, wysłałem mu kilka zaproszeń, aby się spotkać i wyjaśnić sytuację, jednak on chyba opacznie te zaproszenia odebrał i nigdy do takiego spotkania nie doszło. Najnowsze wiadomości są takie, że byliśmy w sądzie koleżeńskim w ZAIKS-ie i wtedy Andrzej chyba zrozumiał, że proces, który mi wytoczył o odebranie praw do nazwy De Mono jest bezsensowny. Może to jeszcze trwać latami, ze szkodą dla obu stron. Będą apelacje, odwołania. Gdyby Krzywy trochę pomyślał to zrozumiałby, że budowanie zespołu, a potem utrzymywanie go na powierzchni wymaga dużej kreatywności i ciężkiej pracy. Charakter zespołu tworzy jego skład. Fajny czy niefajny. Zawsze można wymienić muzyków na lepszych lub takich, którzy będą odgrywali już istniejące dźwięki. Bo tak to teraz wygląda, że repertuar, który Andrzej prezentuje, to repertuar stary, skomponowany przeze mnie lub moich kolegów z De Mono. A jakiejś ciekawej propozycji z jego strony tam nie widzę. Dziwi mnie to, że jest z ich strony próba działalności pod szyldem De Mono, a nie ma pomysłu co dalej.

Przez te 16 lat próbowaliśmy dwa czy trzy razy wydać coś nowego, ale te starania były blokowane prawnie przez drugą stronę. Na tyle skutecznie, że media nie chciały mieć problemów. To samo dotyczyło organizatorów koncertów i do tej pory są nieporozumienia w kwestii występów na żywo, gdyż ludzie po prostu nie wiedzą, które De Mono ma wystąpić. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, na ile ta walka ma sens i czy w ogóle ma sens. Ale z dwóch powodów ją podjąłem. Po pierwsze: dlatego, że poczułem, że praca, którą wykonałem przez te wszystkie lata zaczęła iść na marne i zespół zaczął tracić pozycję, jaką sobie zdobył. A po drugie: w składzie De Mono są moi koledzy, dla których ta grupa to po prostu miejsce pracy. Kilku z nich nie odnalazłoby się w tym wieku w żadnym innym zespole. To jest dla mnie bardzo ważne, gdyż pomimo tego, że to na moich barkach zawsze był ciężar prowadzenia De Mono, to oni także mieli i mają duży wkład w istnienie tego zespołu. I tak straciłem kilka lat na walkę z Andrzejem, potem jeszcze przez 2-3 lata miałem na głowie swoje sprawy rodzinne, gdyż rozstawałem się z żoną i tak długo to wszystko trwało.

- Pamiętam Wasz świetny koncert w warszawskim Remoncie na początku 2014 roku. Co prawda w nieco innym składzie niż teraz, ale słychać i widać było, że jesteście naładowani pozytywną energią. Co było takim ostatecznym impulsem, który zadecydował o nagraniu „Enter”?

- Już kilka lat temu nagraliśmy singla z Rafałem Brzozowskim na wokalu i pracowaliśmy nad kolejnymi nagraniami, ale poszedł sygnał do Radia Zet od prawników reprezentujących wytwórnię Sony z żądaniem, by ten singel zdjąć z anteny. Radio to zrobiło, choć wcale nie musiało i dało jasny sygnał pod tytułem: „Panowie, dogadajcie się między sobą”. Rafał odszedł od nas i wziął dla siebie kilka piosenek, w tym „Tak Blisko”, która trafiła na jego płytę. Potem przez chwilę był z nami Antek Smykiewicz, który wystąpił na dwóch koncertach. Jemu podarowałem kompozycję „Pomimo Burz”, która była przygotowywana dla nas. O ile wiem, to utwór ten w jego wykonaniu ma na Youtubie już kilkadziesiąt milionów odsłon. Po Antku doszedł do nas Michał Karpacki, z którym także zrobiliśmy kilka numerów. Następnie dołączył do De Mono nasz obecny frontman Tomasz Korpanty. Od pewnego momentu zacząłem bardzo mocno naciskać na kolegów z zespołu, aby stworzyć nową płytę, która zbuduje nam możliwość promocji zespołu, odświeży grupę oraz zbuduje nam nową propozycję koncertową. Mamy około 20 utworów, które są w większości znane, gdyż są grane przez rozgłośnie. Ale dla mnie jest to trochę jak odcinanie kuponów i chciałem dać trochę energii nowymi utworami. I chyba dlatego najbardziej w zespole wiedziałem, że trzeba się w końcu wziąć za pracę i ten materiał zarejestrować oraz wydać. Płyta się ukazała i dostajemy bardzo pozytywne recenzje. Jesteśmy mocno „nakręceni” na tworzenie nowych rzeczy i w przyszłym roku najpewniej zaczniemy tworzyć materiał na kolejny album.

- A czy nie jest tak, że album „Enter” jest dla Ciebie, jako twórcy tekstów na tej płycie i kompozytora znakomitej większości piosenek, swego rodzaju początkiem nowego etapu w artystycznym życiu? W tekście otwierającej płytę kompozycji tytułowej możemy napisałeś między innymi: „Weź głęboki oddech, tlen do płuc, wymaż swój bank wspomnień, nowy włóż”.

- Tak, w pewnym sensie tak to chciałbym traktować. Jeżeli by tego nowego otwarcia nie było, gdyby nie było nowych pomysłów, to ta pamięć o zespole by się zatarła. Jak już powiedziałem wcześniej, można się opierać na samych sentymentach, ale bez tej nowej energii zespół wewnątrz zastyga. To jest ciekawe, że pisząc teksty piosenek, także na „Enter”, traktowałem je jako opowieści uniwersalne, ale po jakimś czasie okazywało się, że traktują one o mnie.


- Czy album „Enter” możemy traktować jako pewną zamkniętą całość? Piosenka tytułowa otwiera to wydawnictwo, zaś zamyka je kompozycja „Return”, która jest niemal lustrzanym odbiciem „Enter”.

- Takie było moje zamierzenie. Kiedyś oczywiste było to, że albumy stanowiły pewną całość. Byśmy uczyli się słuchać piosenek w pewnej logicznej kolejności. Pamiętam, że gdy słuchałem płyt na przykład Pink Floyd, to słuchając jednej kompozycji, wiedziałem już, jaka będzie kolejna z nich. W dzisiejszych czasach słucha się muzyki w nieco inny sposób. Wielu artystów ze starszego pokolenia, bo nie jesteśmy przecież odosobnionym przypadkiem, nie traktuje swoich albumów jako składanek z przypadkowo ułożonymi kompozycjami, ale buduje je jako przemyślany dramaturgicznie układ. Także sam zamysł tak zwanych „concept albumów” jest bardzo fajny, a z tym wiąże się także wielki powrót płyt winylowych, co pokazuje, że jest zapotrzebowanie prawdziwą muzykę, a nie tylko to, co jest prezentowane w komercyjnych stacjach radiowych.

- Planujesz wydać „Enter” na winylu?

- Tak. Płyta została zmasterowana w amerykańskim studio Euphonicmasters przez Brada Blackwooda. Facet ma kilkanaście nominacji do nagród Grammy, robił mastering płyt między innymi Roberta Planta i Maroon 5. Po zrobieniu masteringu „Enter” Brad powiedział mi: „Dopłacisz 200 dolarów i zrobię ci dodatkowo mastering do winyla”. Wstyd nie skorzystać z takiej okazji i pewnie wydamy tego winyla jakoś na początku przyszłego roku.

- Płytę wydałeś niezależnie pod szyldem Banditon, bez wsparcia dużej wytwórni. Dlaczego?

- Znowu zadecydowało o tym kilka czynników. Jeden z nich to ten konflikt, z którym wytwórnie nie chciały mieć nic wspólnego. Po drugie: labele są chętne by wydawać starsze zespoły, ale liczą chyba na to, że większość działań związanych na przykład z promocją my sami zrobimy. Doszedłem więc do wniosku, że skoro przez wiele lat prowadziłem wytwórnię Zic-Zac, to może jest to właśnie moment, w którym narodzi się jakiś mały label? Poza tym potrafię dość sprawnie poruszać się w tych wszystkich obszarach związanych z tłoczeniem, wydaniem i promocją płyty. A do tego moja córka Maja stworzyła stronę graficzną płyty. Taki family business (śmiech).

- Czyli wszystko trzymasz w swoich rękach…

- Tak, a pamiętajmy o tym, że chcemy też tę płytę sprzedawać na koncertach. Wydając „Enter” bez pośrednictwa wytwórni, nie będziemy musieli oddawać im części kasy. Dochodzi kwestia sprzedaży płyty drogą cyfrową. Wytwórnie płytowe potrafią obecnie osiągać dość duże przychody ze sprzedaży digitalu, w odróżnieniu od praw autorskich, które są niemal zerowe w sprzedaży cyfrowej. Obserwowanie tego, co się będzie działo ze sprzedażą cyfrową „Enter” będzie dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem. Poza tym z wytwórniami jest jeden problem. Mianowicie angażują się one mocno tylko w pierwszej fazie, a potem wszystko „siada”. Bywa też tak, że płyta po prostu nie znajduje odbiorców. Pojawiają się wzajemne pretensje na linii label-artysta. A wydając album na własną rękę wiemy, na co zwrócić uwagę, co poprawić, co zmienić, a więc mamy pełną kontrolę nad wszystkim. Jeżeli będziemy mieć o coś pretensje, to tylko do siebie, że coś mogliśmy zrobić lepiej, ale tego nie zrobiliśmy.

- Ty jesteś osobą która kieruje De Mono. Piszesz teksty, komponujesz większość muzyki. Jak wygląda praca nad piosenkami w De Mono? Ty podejmujesz wszystkie ostateczne decyzje czy prowadzicie dialog wewnątrz zespołu?

- Tak, współpracujemy ze sobą. Są oczywiście muzycy mniej lub bardziej aktywni. Dużo współpracuję z Wojtkiem Wójcickim, który gra na instrumentach klawiszowych oraz gitarze i jest autorem piosenki „Wszystko na sprzedaż”. Lubi on pracę kompozytorską i produkcyjną. Jesteśmy obaj pasjonatami technologii, szukamy mikrofonów, siedzimy nad kablami i wtyczkami (śmiech). Praca w studio nas kręci: stoły mikserskie, monitory. Poza tym dużo na „Enter” wniósł Tomek Korpanty, nasz nowy wokalista. Przede wszystkim na płaszczyźnie aranżacji partii wokalnych. Ale gdy uznałem, że ta płyta musi powstać, przygotowałem kilkanaście projektów nowych piosenek i zapytałem kolegów z zespołu, czy nie mają może jakiś swoich utworów bądź pomysłów, które mogliby wrzucić do wspólnego worka. Wojtek dostarczył dwa czy trzy pomysły, z których stworzyliśmy jedną piosenkę. On musiał w pewnym momencie wyjechać na dużą imprezę do Kędzierzyna-Koźla i zostałem sam na placu boju. Parłem wtedy bardzo mocno do przodu i gdy poukładałem sobie te wszystkie pomysły w pewną całość, pomyślałem, że fajnie by było, aby spojrzał na to ktoś z boku. Zadzwoniłem też do Michała Wojtasa znanego z grup Uniqplan i Amarok, z którym kiedyś grałem parę koncertów, a on z kolei występował w takim moim solowym projekcie Stereo Project. Bardzo podoba mi się jego muzyczne myślenie oraz umiejętności. Poprosiłem Michała, aby pobawił się tymi piosenkami i dorzucił mi więcej patentów aranżacyjnych. Dzięki niemu pojawiły się w paru numerach dodatkowe gitary oraz instrumenty klawiszowe. Na etapie miksu płyty wybrałem sobie poszczególne elementy aranżacyjne, z tych, które on zaproponował.

- W kompozycji „Z Doliny Snu” możemy usłyszeć basistę Bodka Kowalewskiego, którego pamiętamy z Maanamu…

- Bodek współpracuje z nami jako realizator dźwięku na koncertach. Był z nami w studio, gdy do tej piosenki powstawała oprawa aranżacyjna i coś zaczął sobie grać na basie. Wojtek przyniósł mi to nagranie i powiedział: „Posłuchaj, jak ten bas Bodka fajnie brzmi. Może byśmy go wykorzystali?”. Powiedziałem: „Jasne, czemu nie?”.

- Masz ulubione utwory na „Enter”?

- Bardzo lubię piosenkę tytułową, bo jest inna i bardzo energetyczna. Lubię „Drzewa”, „Ty jesteś jutrem” oraz balladę „Jeśli ją kochasz”. Ale ogólnie jestem z całej płyty bardzo z zadowolony. Wiesz, nadchodzi taki moment, że nagrywanie płyty trzeba zamknąć. Nawet jeśli coś nie do końca pasuje, to trzeba po prostu zrobić kolejny album i tyle. Piosenki nie można „zamęczyć”. Znam takich, którzy jeden utwór robią przez dwa lata. Tak nie można. Piosenka jest zapisem danego momentu naszego życia nie w postaci zdjęć lub prozy, lecz właśnie dźwięków.

- Dziękuję za rozmowę.


Rozmawiał: Grzegorz Szklarek