Wywiady

Kasia Pietrzko

2017-12-20

Jest jednym z najciekawszych debiutów ostatnich miesięcy w polskim jazzie. Znakomicie została przyjęta podczas tegorocznego Sopot Jazz Festival i na licznych koncertach w całym kraju. Płyta „Forthright Stories” ukazała się we wrześniu i zbiera same przychylne recenzje. Trudno się dziwić – na talencie Kasi Pietrzko i jej zespołu poznają się nie tylko koneserzy jazzu, ale i osoby nie mające wiele wspólnego z tą muzyką. Tymczasem skromna, ambitna i zdeterminowana liderka opowiedziała mi o procesie tworzenia płyty, doświadczeniach jakie przy jej okazji zdobyła i nadchodzących planach.

Rozmowa z: Kasia Pietrzko

MM: Co było początkiem, zaczynem muzycznym „Forthright Stories”?

KP: Początkiem było „Passaic Avenue”, które jest zarazem pierwszą kompozycją, jaka kiedykolwiek napisałam. Miało to miejsce po moim powrocie z Nowego Jorku i spotkaniu z Aaronem Parksem oraz różnych przygodach i doświadczeniach, jakie mnie tam spotkały. Z biegiem czasu zaczęło powstawać tych utworów coraz więcej. A ponieważ nie chciałam, by ta płyta była tylko ich zbiorem, wymyśliłam, że uczynię z nich opowieści z mojego życia. Każdy z nich jest muzycznym zapisem moich przeżyć.

MM: Nagrałaś płytę z Corcoranem Holtem na kontrabasie. „Episode II” jest jego kompozycją, natomiast zupełnie oddałaś w tym utworze pole jemu i perkusiście Piotrkowi Budniakowi. Dlaczego?

KP: Ponieważ chciałam, żeby to była nasza wspólna płyta. Celowo nie wszystkie kompozycje są moje, ponieważ mogłabym być źle zrozumiana. Jest to jednak na tyle otwarta forma, że nie mogłam sugerować chłopakom wprost, by improwizowali w taki, a nie inny sposób. Każdy rozumie inaczej. Poprosiłam więc chłopaków, żeby zagrali epizody, które będą ich wypowiedziami na płycie, dając im jednocześnie zupełnie wolną rękę.

MM: Skoro na płycie zagrał Corcoran Holt, to skąd wziął się Andrzej Święs w Twoim zespole?

KP: To jest bardzo trudne pytanie. Wydaje mi się, że wynikło to z naturalnej drogi tego zespołu, ponieważ jego skład się zmieniał. Rozeszły się nasze drogi muzyczne chociażby z poprzednim kontrabasistą. Obecny skład jest następnym etapem tego bandu. Andrzej jest kontrabasistą, który zawsze bardzo mi imponował. Poza tym jest starszym kolegą, który jest dla mnie przykładem. Spytałam go, czy do nas dołączy i ku mojemu zdziwieniu, zgodził się. Jest to dla mnie niesamowity zaszczyt. Nie wiem, czy dobrze wyszło, ale nasza współpraca układa się świetnie.

MM: Czyim pomysłem było zaproszenie Julii Kotarby w „Zielonych Oczach Grafitowych”?

KP: Całego mojego teamu. Julia jest moją przyjaciółką. Poznałyśmy się na Akademii podczas projektu, w którym wspólnie brałyśmy udział. Poza tym Julka jest znakomitą instrumentalistką. Kiedy pojawiła się w studiu i zaczęła grać, przeszły mnie ciarki.

MM: A nie myślałaś o tym, by zaprosić ją do zespołu na stałe, byście grali w kwartecie?

KP: Przyznaję, że chodzą mi takie myśli po głowie, ale najpierw trzeba napisać taki materiał, w którym wiolonczela nie będzie przeszkadzała, a jej brzmienie też się będzie wyróżniało.

MM: Dużo robiliście podejść do tych utwór podczas nagrywania?

KP: Tak. Nie tylko ja byłam zmęczona po pierwszym dniu nagrań, ale też Corcoran, który przyjechał do studia po miesięcznej trasie z Kennym Garretem. Mieliśmy jedną czterogodzinną próbę przed nagraniem. Następnego dnia zaczęliśmy rejestrację. W związku z tym zdaję sobie sprawę, że ten materiał nie jest idealnie nagrany. Zależało mi jednak na uchwyceniu tej świeżości oraz motywacji, jaką mieliśmy w studiu. To zapis spotkania, podczas którego staraliśmy się stworzyć coś wyjątkowego. To także nasza pamiątka, która została po naszych wspólnych muzycznych fascynacjach i wyprawie do Nowego Jorku. Staraliśmy się to wszystko zawrzeć na tej płycie.

MM: A nie patrzysz na tę płytę przez pryzmat tego zmęczenia i innych trudów związanych z jej realizacją?

KP: Ta płyta taka trochę jest, natomiast nie chcę się wdawać w szczegóły, których dokładnie momentów z mojego życia dotyka. Były to jednak chwile niezwykłe i przełomowe w moim życiu. Zawsze mam problem z tym, jak to ująć.

MM: Największy niedosyt mam po wysłuchaniu „During”, bowiem te interludium brzmi jak część większej całości.

KP: To jest wycinek sesji nagraniowej. Zainspirowałam się Aaronem Parksem. Na płycie „Invisible Cinema” (wydanej w 2008 roku – przyp. MM) jest taki fragment, kiedy oni grają sekcyjnie około minuty. Bardzo mi się to podoba. W związku z tym nie chciałam z „During” robić konkretnej kompozycji, tylko pozostawić właśnie taki żywioł, który byłby przejściem do następnego numeru. 

MM: Wiem o Twojej fascynacji Billem Evansem, ale na „Forthright Stories” słyszę sporo Komedy. Grasz też „Rosemary’s Baby”, więc zdaję sobie sprawę Komeda nie jest Ci obcy.

KP: A to jest akurat ciekawe, bo nigdy nie słuchałam sporo Komedy. Oczywiście znam jego klasyczne dzieła jak „Astigmatic”, czy właśnie ścieżkę dźwiękową do „Dziecka Rosemary”. To trochę impresjonistyczne granie, ale nie chcę tego kategoryzować. Zresztą w dużej przenośni, ale często słyszę, że sama gram impresjonistycznie. Tymczasem ja w ogóle tego nie kontroluję. Po prostu siadam i gram. Chcę jednak żeby ludzi czuli to co ja gram, bo po to jestem na scenie. A to chyba najistotniejsza rzecz, jeśli publika wie, po co jesteś w danym miejscu i Ty sam.

MM: Koncerty grasz praktycznie cały czas. Myślisz już o kolejnym projekcie?

KP: Ciągle pojawiają się jakieś nowe plany, na wiosnę zagramy trasę z Corcoranem w dniach 18-24 kwietnia. Zagram tez parę innych ciekawych koncertów, m.in. Z Bronkiem Suchankiem na Jazzie nad Odrą. Mam wiele pomysłów w głowie, mając nadzieję, ze uda się je wszystkie zrealizować na wysokim poziomie

MM: Dziękuję Ci bardzo za rozmowę.

Płyta do nabycia:

http://www.kasiapietrzko.com

www.facebook.com/kasiapietrzkomusic

http://allegro.pl/ShowItem2.php?item=6995392006

Foto: Kasia Kukiełka


Rozmawiał: Maciej Majewski