Wywiady

Rosalie.

2018-01-17

19 stycznia do sprzedaży trafi debiutancki album wokalistki Rosalie. zatytułowany "Flashback". Udział w nagraniu płyty wzięło aż 10 polskich topowych producentów. Rosalie. spotkała się z nami w jednym z warszawskich klubów i opowiedziała nam o powstawaniu "Flashback".

Rozmowa z: Rosalie.

- Dlaczego nazwałaś nową płytę „Flashback”?

- Chcę zabrać Was, słuchaczy, w podróż w moją przeszłość. Każda z tych piosenek opowiada o tym, co się u mnie działo jeszcze przed debiutancką ep-ką „Enuff”. Ostatnia piosenka na „Flashback” nosi tytuł „Enuff”, gdyż na ep-ce nie było takiego utworu. Chciałam tą kompozycją pokazać pewien bunt, gdyż cała płyta „Flashback” jest dość spokojna, a dopiero pod jej koniec pojawia się ten bunt, który był na moim debiutanckim wydawnictwie. Jestem osobą, która bardzo dużo wspomina i wraca do tego, co już było. Dlatego uznałam, że tytuł „Flashback” będzie idealny.

- Na „Flashback” doliczyłem się aż dziesięciu producentów. Według jakiego klucza ich dobrałaś?

- Mój menadżer zaprosił mnie do swojego pokoju, zamknął drzwi, położył mi przed nosem kartkę i powiedział: „Teraz masz czas, aby napisać mi 20 producentów, z którymi chciałabyś współpracować”. Pomyślałam sobie: „Boże Drogi, no trochę ich jest, ale nie wiem z kim bym mogła” (śmiech). Nie wiedziałam, na ile mogę sobie pozwolić po „Enuff”. Jak się okazało, moje możliwości były całkiem spore, gdyż na płycie znalazło się aż dziesięciu producentów i są to osoby z najwyższej półki.

- A nie bałaś się, że ta ilość producentów i ich różnorodność gatunkowa sprawi, że „Flashback” może się „rozjechać” stylistycznie?

- Moim zdaniem było, aby swoim wokalem ujednolicić te kompozycje. Uważam, że udało mi się to zrobić i pomimo, że jest tu dziesięciu producentów, to płyta jest spójna. Porównując „Enuff” i „Flashback” czuję, że na nowym albumie jestem zdecydowanie bardziej świadoma tego, co robię. Na „Enuff” szukałam siebie, nagrywając „Flashback” dokładnie wiedziałam, co chcę zrobić i jak ta płyta ma brzmieć.

- Jak wyglądało powstawanie piosenek na „Flashback”?

- Zazwyczaj wyglądało to tak, że dostawałam beat od producenta i nagrywałam swoją „prevkę”. Następnie pytałam producenta czy jest to materiał, który mu odpowiada. Gdy słyszałam odpowiedź „tak” to dalej działałam tak, jak miałam na to ochotę. Gdy nagrywałam partie wokalne to producent zaczynał analizować czy to jest już to, czy też można coś zrobić jeszcze lepiej. Wszystkie decyzje były podejmowane wspólnie przez nas oboje. Muszę tu dodać, że bardzo duży wpływ na brzmienie płyty miał Envee u którego nagrywałam partie wokalne i który miksował oraz robił „master”. Gdyby nie on, to „Flashback” mógłby brzmieć zupełnie inaczej. Tak bardzo się zakolegowaliśmy i złapaliśmy dobry „vibe”, że miałam ochotę cały czas dobrze się bawić podczas tego nagrywania. Envee idealnie mną kierował podczas tych sesji nagraniowych. W odpowiednim momencie mówił mi, że mam już przestać albo tutaj mogę wyciągnąć ze swojego wokalu jeszcze więcej. Była taka sytuacja, że zachorowałam. Dramat. Terminy gonią. Envee zapytał: „Słyszysz jak dobrze brzmi Twój wokal?”. Odpowiedziałam, że tak. A on na to: „To wyobraź sobie, jak brzmiałby zajebiście gdybyś była zdrowa” (śmiech). No więc poszłam do domu się kurować.


- Nie jest tajemnicą, że inspiruje Cię życie w mieście. Czy gdybyś na dłuższy czas trafiła na przykład na Mazury – Twoje twórczość brzmiałaby inaczej?

- Na pewno miejsca w których tworzę mają na mnie duży wpływ. Nie jestem w stanie teraz odpowiedzieć Ci na pytanie, czy ta płyta brzmiałaby tak czy inaczej. Głównym napędem dla mnie jest to, co się dzieje wokół mnie i jakie temu towarzyszą emocje, z kim rozmawiam, z kim się kłócę, a z kim nie. Jeśli na Mazurach nadal bym się kłóciła z tymi samymi osobami, to ta kłótnia byłaby taka sama jak na przykład w Warszawie czy Poznaniu. Ale jednak ja potrzebuję znajomych wokół siebie. Muszę mieć odpoczynek od studia i możliwość robienia zwyczajnych, codziennych rzeczy takich jak: zaparzenie kawy czy zrobienie jajecznicy. Wydaje mi się, że chciałabym nagrać płytę gdzieś w zaciszu, mieć więcej luzu, czasu do namysłu. To byłoby zupełnie inne przeżycie niż do tej pory. Na pewno kiedyś spróbuję.

- Z jakiego powodu część tekstów na zarówno na „Enuff”, jak i na „Flashback” jest po polsku, a część po angielsku?

- Początkowo w ogóle nie chciałam pisać tekstów po polsku. Zawsze śpiewałam po angielsku. Dopiero po pewnym czasie, gdy już koncertowałam, zaczęły mnie dochodzić głosy, że warto byłoby, abym coś jednak nagrała w naszym języku. Wtedy stwierdziłam, że ok, ale nie jestem w stanie zrobić tego sama i potrzebuję wsparcia. Wtedy pojawił się Michał Wiraszko, który bardzo mi pomógł. Przez pół roku poznawaliśmy się, dużo rozmawialiśmy o tym co lubię, znaleźliśmy wspólny język. Przyjechał do mnie do Berlina i zaczęliśmy pracować nad kompozycją „Trudno”. Wtedy usłyszałam po raz pierwszy swój głos w języku polskim, we własnym utworze i wówczas stwierdziłam, że to jest coś co mi się bardzo podoba. A gdy jeszcze usłyszałam, jak ludzie reagują na język polski podczas koncertów, to już wiedziałam, że nie ma odwrotu (śmiech). Jednak nadal jestem wierna brzmieniu angielskojęzycznemu. R’n’b najlepiej jednak brzmi w języku angielskim i nie chcę od tego odchodzić.

- Jakie czynniki mogłyby sprawić, że Twoja twórczość mogłaby odnieść sukces na rynku amerykańskim, który jak wiadomo jest światowym centrum nurtu R’n’b?

- Nie tylko jest zagłębiem tego nurtu, ale także powstaje tam masę nowych rzeczy. Więc musiałabym mieć bardzo duże zaplecze w swoim kraju. I to właśnie chcę zrobić. Chcę zdobyć uznanie w Polsce, aby potem móc wyjść poza granice naszego kraju. To jest marzenie. W zeszłym roku dwukrotnie zagrałam koncerty poza Polską i widziałam, że tamtejszym fanom się to podobało. Trzeba więc rozgrzać się na własnym terenie, by móc potem wystartować gdzie indziej. Ludzie szukają nowej muzyki i nie ma znaczenia czy jesteś dziewczyną z Polski czy też chłopakiem z Litwy. Jeśli masz charakter, a Twoja muzyka dobrze brzmi, to czemu miałbyś nie zdobyć uznania fanów z innych krajów?

- Płyta jest już gotowa i czeka na wydanie. Które kompozycje na „Flashback” należą do Twoich ulubionych?

- Mogę Ci powiedzieć o dwóch ulubionych. Na pewno jest to piosenka „Holding Back”, którą nagrałam z jedyną kobietą na tej płycie czyli Chloe Martini. Ten utwór to totalne przeniesienie do lat dziewięćdziesiątych. Gdy po raz pierwszy słuchałam tego utworu po masteringu u Envee’go w studio to miałam uśmiech na twarzy od ucha do ucha (śmiech). A kolejnym numerem jest równie emocjonalny acz spokojniejszy „Po co” nagrany z Bitaminą. Jest to piosenka która od pierwszych sekund chwyta słuchacza za gardło. Gdy słuchałam tej piosenki u Envee’go to popłakałam się. Był to numer, którym zakończyłam pracę nad „Flashback”, ostatnia piosenka którą nagraliśmy. Wydaje mi się, że każdy będzie mógł się utożsamić z tą piosenką. Ale oczywiście chcę zaznaczyć, że uwielbiam każdy numer na nowej płycie (śmiech). Myślę jednak, że dopiero na żywo okaże się, które numery najlepiej mi się wykonuje na koncertach. Ale gdy jakiś czas temu graliśmy w warszawskiej Cafe Kulturalna, to „Holding Back” z Chloe Martini było wooooow! Ten bas na żywo (śmiech).

- Zapraszamy więc na Twoją trasę koncertową która zacznie się 23 lutego w Krakowie….

- Tak, a pełny rozkład jazdy możecie znaleźć na moim profilu Facebook: www.facebook.com/Rosalieofficial

- Dziękuję za rozmowę. 

Foto: Filip Popik


Rozmawiał: Grzegorz Szklarek