Wywiady

Michał Urbaniak

2018-02-09

Michał Urbaniak przywrócił do życia Urbanatora. Płyta „Urbanator Days” przynosi nowe spojrzenie na kompozycje już znane, ale zawiera także zupełnie premierowy materiał. O tym, jak płyta powstawała i jak funkcjonuje obecnie idea Urbanator Days opowiedział sam jej inicjator, a zarazem żywa legenda jazzu.

Rozmowa z: Michał Urbaniak

MM: Jaki był pomysł na „Urbanator Days”, bo wydaje mi się, że centralną postacią oprócz Pana jest tutaj Marek Pędziwiatr?

MU: Marek Pędziwiatr jest tutaj bardzo ważną postacią i to niesamowity talent! Dlatego też został współproducentem tego albumu. Miałem prosty pomysł na płytę: Urbanator sampluje Urbaniaka. Na początek  poznałem młodego człowieka, który zaaranżował parę moich piosenek dla Patrycji Zarychty i kiedy usłyszałem aranże, zapytałem po prostu: Kto robił te aranże? Reszta to historia. Marek to wspaniały talent i jest tutaj ważnym gościem. Takim „featuringiem”. Poczułem w jego przypadku tak jak zwykle – młody człowiek z talentem, więc działamy.

MM: Jak to wyglądało – Pan sugerował numery, a Marek aranżował resztę?

MU: Nie tylko. Zaczęło się od sampli. W pewnym momencie życia doszedłem do wniosku, że skoro mnie tyle ludzi samplowało, to czemu ja nie miałbym samplować sam siebie? Zresztą większość utworów, które znalazły się na płycie, zaczynałem od tworzenia na komputerze. Dopiero potem pojawiali się żywi muzycy. Taka była zresztą idea Urbanator Days przez 12 lat, by dać dojść do głosu młodym, utalentowanym muzykom. I przez ten czas oni wyrośli na dorosłych artystów. Dzisiaj to właściwie społeczeństwo. Myśmy ich niczego nie uczyli. Nazywałem to nawet antyszkoleniem. Tam się grało i rozpoznawało talenty. Najlepsi dostawali nagrody i to się sprawdzało. Marek też brał w tym udział. I początkowo miała to być kolejna płyta Urbanatora, ale idea UrbanatorDays wzięła górę! Stwierdziłem zatem, ze stworzymy płytę z ludźmi, którzy przez te wszystkie lata rozwijali swoje talenty. Poza tym to także promocja dla działalności Urbanator Days, która od dwóch lat nie dostaje dotacji.

MM: No właśnie - od ostatniej płyty Urbanatora minęło 12 lat. Znalazła się na niej kompozycja „J.A.Z.Z.”, którą nagraliście z O.S.T.R.-ym. Dlaczego więc na „Urbanator Days” jest nowa wersja tego utworu?

MU: Ponieważ tamta płyta przepadła i jest kompletnie nieosiągalna. Myślę nad jej reedycją, ponieważ posiadam mastery. Natomiast tutaj numer jest nie tyle przearanżowany, tylko brzmi współcześnie.

MM: Z kolei dubowy “High Horse” to utwór, który nagrał Pan z Czesławem Niemenem w 1985 roku. Tu wypada jeszcze cieplej.

MU: Tak, ponieważ tutaj cały zespół Urbanatora gra to na żywo z wokalem i rapem.  

MM: A skoro mowa o rapie – na płycie pojawiają się Andy Ninvalle i Anthony Mills. Pierwszy jest dość znaną postacią, a skąd wziął się Anthony?

MU: Okazało się, że jest taki człowiek, który mieszka w Sztokholmie, ale jest stuprocentowym nowojorczykiem. A poznałem go przez Marka Pędziwiatra, który pracował z nim już wcześniej i zasugerował, bym go posłuchał. Nawiązaliśmy współpracę. Ostrzegałem go, żeby nie „zeszwedział” (śmiech). To mu jednak nie grozi, bo ma silne korzenie z Bronxu.  

MM: A Grubson?

MU: Grubson pojawił się z sugestii wydawcy, czyli „Agory”, która pytała, czy na płycie będzie coś po polsku. Stąd za polski rap na płycie odpowiadają O.S.T.R. i Grubson. To zresztą było też poniekąd powodem opóźnienia jej wydania - pojawiali się kolejni raperzy i programerzy/producenci, a ja zacząłem ich słuchać. Było to czasochłonne, ale podoba mi się współpraca z młodymi, inteligentnymi ludźmi. Dzięki temu nagrałem okolicznościową „Serenadę Świąteczną” z moim samplem i udziałem DonGuralesko, która ukazała się niedawno. Będzie tego więcej!


MM: To kiedy płyta miała wyjść pierwotnie?

MU: 7 lipca ubiegłego roku. Wówczas była wersja w całości po angielsku. Te polskie elementy doszły później.

MM: Na płycie pojawia się lyricon. Zastanawiam się, czy jest polski odpowiednik tego instrumentu?

MU: Nie ma.Szczerze mówiąc, tego instrumentu też już praktycznie nie ma. Sam miałem jeden. Zostawiłem go kiedyś w taksówce nowojorskiej. To była największa strata mojego życia. Potem japończycy z Yamahy ukradli patent i zrobili swój tani instrument, na którym grali Kenny G. czy Michael Brecker.

MM: Czy to znaczy, że połowa kompozycji na „Urbanator Days” zupełnie nowa, a połowa już wcześniej gdzieś się pojawiła?

MU: Nie do końca.Miałem kilka lat przerwy w muzyce. Brałem się za różne projekty, których nigdy nie kończyłem z różnych powodów. Problemem z „Urbanator Days” było to, że materiału jest na trzy, nawet cztery płyty, tylko trzeba je było dokończyć i na coś zdecydować. Padło ostatecznie właśnie na tych młodych muzyków, czyli na Marka i ekipę z P.Unity. Z czasem pojawiła się też sugestia, by zrobić serię płyt „Urbaniak presents”, ale z tym musimy poczekać.

MM: Zauważyłem, że tylko w części utworów jest bas. To była Pana sugestia?

MU: Tak, nie było potrzeby, by w każdym kawałku był bas. Moim zdaniem w wielu hiphopowych podkładach żywy bas nie zawsze jest potrzebny, ale to tylko kwestia estetyki danego utworu.

MM: Będą możliwe koncerty z tym składem?

MU: Z tym, który jest na płycie – być może, ale w ogóle będą koncerty promujące „Urbanator Days” i tę całą idee . To zależy od wielu czynników.

MM: Dziękuję za rozmowę. 

Foto: Katarzyna Rainka

 


Rozmawiał: Maciej Majewski