Wywiady

Sonar

2018-03-19

W najbliższy piątek 23 marca ukaże się druga długo oczekiwana płyta warszawskiego kolektywu Sonar zatytułowana "Torino". Skąd taki tytuł? Jak powstawała płyta? Kto wziął gościnny udział w jej powstawaniu? Jaki jest związek między architekturą modernistyczną a tworzeniem muzyki? Na te pytania znajdziecie odpowiedzi w naszym wywiadzie z liderem Sonar Łukaszem Stachurko.

Rozmowa z: Łukasz Stachurko

- Album „Torino”, w porównaniu do Waszej debiutanckiej płyty, jest bardziej przebojowy i taneczny. Czy była to naturalna ewolucja brzmienia ?

- ŁS: To był naturalny proces. W przypadku pierwszej płyty było więcej „rozkminki” jak ma brzmieć ten materiał. Nagrywając „Pętle” od razu sobie założyliśmy, że będzie to muzyka trip-hopowa, o filmowym klimacie, z elementami akustycznego grania. Natomiast w przypadku „Torino” zapakowałem studio do auta, zabrałem Lenę i pojechaliśmy na miesiąc do mojego przyjaciela do Turynu. Tam to studio zamontowaliśmy i pracowaliśmy nad nowym materiałem przy akompaniamencie gór, słońca i pysznego jedzenia. Podczas tego pobytu we Włoszech powstało większość szkiców piosenek, które finalnie trafiły na nowy album. Także nie robiliśmy żadnych założeń, a wszystko działo się naturalnie naturalnie. Dodam jeszcze, że trzy utwory powstały również na wyjeździe - latem ubiegłego roku na działce pod Warszawą.

W ogóle po Rysach mam skręt w stronę muzyki tanecznej. Lubię kiedy mimo swej abstrakcyjnej formy muzyka ma określona funkcję i właśnie w stronę „muzyki do tańczenia” chciałbym iść z moimi kolejnymi projektami.

- Na „Pętlach” teksty piosenek były jedynie w języku polskim, natomiast na „Torino” pojawia się również język angielski. Skąd ta decyzja?

- ŁS: Gdy pracowaliśmy nad nowymi kompozycjami Lena szukała pomysłów śpiewając „po norwesku” w takim wyimaginowanym angielskim, który umożliwiał zbudowanie linii melodycznej i sugerował ilość sylab. Okazało się, że znalazły się tam zalążki treści tych utworów. Lenie pozostało jedynie rozwinąć je w pełne teksty. Stąd wzięło się kilka tekstów angielskich.

Jeśli chodzi o pozostałe teksty piosenek, to na liście autorów mamy Mateusza Holaka, Rasa i Wandę Berger (aka Maciek Polak – maniak syntezatorów). U niego na Pomorzu nagrywaliśmy vocodery. Jest także dwóch gości zza oceanu, którzy sami napisali sobie teksty.

- Czy Ty jako lider Sonara zostawiałeś tym gościnnym tekściarzom wolną rękę w doborze tematów czy też sugerowałeś im o czym mają być teksty?

- ŁS: Mam taką zasadę, że staram się zainspirować ludzi, z którymi współpracuję ale nie chcę ich ograniczać, a wręcz przeciwnie, chcę dać im się wyżyć artystycznie. Uważam, że to przynosi najlepsze efekty. Na przykład w przypadku utworu „Lżej”, który został nagrany w sielskiej atmosferze wspomnianej już działki niedaleko Warszawy, padło hasło, aby tekst autorstwa Rasa miał hippisowski nastrój. Bez sugerowania jakie słowa mają być użyte, zasugerowałem tylko o jaką atmosferę i nastrój tekstu mi chodzi.

- Na „Torino”, tak jak na pierwszej płycie, pojawiają się goście. Dokładnie trzech. Pierwszy z nich to Miles Bonny. Jak się poznaliście?

- ŁS: Z utworem „Face The Sun” nagrany z Bonnym łączy się bardzo ciekawa historia. Otóż kompozycja ta powstała na samym końcu, gdy mieliśmy właściwie już tę płytę zamkniętą.  Podkład do tej piosenki powstał na potrzeby jakiegoś innego projektu, ale stwierdziliśmy, że idealnie nam pasuje do nowej albumu. Miles Bonny ma polskie korzenie i często tutaj przyjeżdża. Szczególnie dobrze żyje z artystami U Know Me Records (wytwórnia grupy Sonar – przyp.GS). Podczas ostatniego pobytu w Polsce, usłyszał szkic „Face The Sun”, który bardzo mu się spodobał. W Lublinie, w którym wtedy przebywał, zorganizował sobie mikrofon i dograł swoją zwrotkę.

- Kolejny gość to Squair Blaq w piosence „Simple”…

- ŁS: Jest to MC, z którym już współpracowałem przy okazji projektu Sonar Soul. Nagraliśmy bodajże cztery czy pięć utworów. Co jakiś czas podsyłam mu propozycje i jeśli coś mu się podoba, to rezerwuje sobie dany utwór i z czasem dogrywa wokale.

- I listę gości zamyka Holak…

- ŁS: Holak był naturalnym wyborem, nawiązaniem do pierwszej płyty. Ale tym razem chcieliśmy, by nie rapował, tylko, żeby zaśpiewał. Tym samym pokazał swoje inne oblicze.


 

- Uważasz Sonar za pełnoprawny zespół czy swój solowy projekt?

- ŁS: Jak najbardziej jest to zespół. Ja ten zespół prowadzę i konceptualnie spinam, ale na etapie produkcji daję przestrzeń muzykom, dużo wspólnie eksperymentujemy z dźwiękiem, próbujemy różnych rozwiązań. Mamy w składzie znakomitego pianistę jazzowego Artura Bogusławskiego, z którym współpracuje od lat i który doskonale wie jak wpasować się w moją estetykę zachowując przy tym swoją osobowość. Jest też świetny perkusista Rafa Dutkiewicz, który nadaje produkcją Sonara akustyczny charakter i jazzowy sznyt. Na pewno warto sprawdzić nasz skład na żywo bo to doskonali instrumentaliści, którzy wynoszą te kompozycje na zupełnie inny poziom.

- Po opublikowaniu „Pętli” wydałeś postscriptum w postaci płyty z remixami utworów z tamtego krążka. Czy planujesz zastosować ten sam zabieg w przypadku „Torino”?

- ŁS: Myślę, że moja twórczość bardzo się nadaje do miksowania i nie wykluczam, że takie wydawnictwo się ukaże. Nie wiem, czy to będzie aż taka duża produkcja jak to było w przypadku „Pętli Zremiksowanych”, ale na pewno coś będziemy remiksować. Dostawałem informacje od fanów po opublikowaniu „Pętli Zremiksowanych”, że mieli dużą przyjemność słuchając tamtej płyty. Bardzo wysoko oceniam remiksy jako formę artystycznego wyrazu. Nie uważam, że to jest coś gorszego od normalnych utworów, a wręcz twierdzę, że zrobić dobry remiks jest trudniej niż stworzyć utwór od zera. Niestety w Polsce ludzie jeszcze nie rozumieją, o co chodzi z remiksami. Wielu osobom się wydaje, że aby zrobić remiks wystarczy dodać „stopkę” i gotowe. Gdy robię nową wersję piosenki, to z podkładu biorę tylko wokal i staram się w ogóle nie słuchać oryginału.

- Dwa lata temu, przy okazji koncertu Rys w warszawskim Niebie, przeczytałem w info prasowym, że Twój styl ukształtowały „fascynacja architekturą modernizmu oraz losowość ludzkiej natury”. Mógłbyś to rozwinąć?

- ŁS: Architektura modernistyczna pojawiła się w moim muzycznym życiorysie już jakiś czas temu. Był taki moment, w którym zarzuciłem granie muzyki, bo trochę się pogubiłem i nie wiedziałem w którym kierunku zmierzam. W tym czasie sam zaprojektowałem i wyremontowałem moje mieszkanie i wtedy właśnie zacząłem zajmować się wystrojem wnętrz. Zacząłem dużo czytać o modernizmie i zaczął mnie fascynować jego rygor funkcjonalności. Odkryłem, że w muzyce też mogę iść tym tropem, w sensie, że muzyka jest abstrakcyjnym tworem i nie ma żadnych założeń „na wejściu”, ale można je sobie stworzyć. To bardzo pomaga, bo dobrze jest wiedzieć, po co się coś robi. I pod znakiem tego modernistycznego myślenia powstały wszystkie moje projekty po 2011 roku czyli Sonar, Sonar Soul i Rysy. Te twórcze ograniczenia bardzo mi pomagają i zmieniły moje podejście do tworzenia muzyki.

Jeśli zaś chodzi o losowość, to bardzo stawiam w życiu na przypadek. Cała moja metoda polega na tym, że nie wiem, co się wydarzy. Stwarzam sobie jakieś warunki, środowisko i eksperymentuję dopóki nie usłyszę, że to co się dzieje mi odpowiada i chcę przy tym zostać. Czyli w mojej działalności muzycznej mam do czynienia z elementem logicznym oraz z chaosem. Na jednym etapie eksperymentuję, a na drugim to już logicznie układam i zastanawiam się co to znaczy. To połączenie gwarantuje mi nieustającą frajdę z tworzenia.

- Dziękuję za rozmowę. 

Foto: Karolina Zajączkowska


Rozmawiał: Grzegorz Szklarek