Wywiady

Piotr Pawłowski (Made In Poland, Dance Like Dynamite, Neverending Delays)

2018-12-05

Klasycy polskiej zimnej fali Made In Poland wydali album "Kult", na którym znalazły się studyjne wersje kompozycji znanych z koncertowego repertuaru z lat osiemdziesiątych. Z tej okazji nasz wysłannik Jakub Oślak porozmawiał z basistą oraz współzałożycielem Made In Poland Piotrem Pawłowskim. Nie zabrakło również nawiązań do innych projektów muzycznych, w które jest zaangażowany ten muzyk: Dance Like Dynamite, The Shipyard oraz Neverending Delays.

Rozmowa z: Piotr Pawłowski

Jakub Oślak: Zacznijmy od "Kultu". To co mnie najbardziej intryguje już na wstępie – i wybacz jeśli już tysiąc osób zadało Tobie to pytanie...

Piotr Pawłowski: Tysiąc pięćset.

JO: ...no właśnie, to skąd to zestawienie – Made in Poland "Kult"? Czy miał to być przytyk do Kazika Staszewskiego, czy jest to interpretacja dopowiedziana?

PP: Było tak: dowiedziałem się, że zespół Kult, a wcześniej zespół Coma którego nie cierpię, wydali płyty Made in Poland. A płyta Made in Poland pod tytułem Coma nie brzmiałaby rewelacyjnie. Natomiast od zawsze lubiłem słowo „kult”, ale bynajmniej nie ze względu na zespół Kult, którego fanem nigdy nie byłem.  To słowo po prostu brzmi bardzo dobrze - krótko, mocno i konkretnie...

JO: ...i na temat!

PP: I na temat, który jest jak najbardziej aktualny. Były przymiarki do innych tytułów, ale ta właśnie koincydencja sprawiła, że wybraliśmy Kult. Trochę sobie jednak tym sami utrudniliśmy życie, gdyż wpisując tą nazwę i ten tytuł w wyszukiwarkę niekoniecznie trafimy na naszą płytę! Mnie to jednak nie przeraża, gdyż zespół Made in Poland jest zespołem głęboko niszowym, który gra dla trzystu osób w Polsce i mniej więcej tylu samo na świecie. Więc, kto ma znaleźć – to znajdzie.

JO: Wcześniej ten materiał funkcjonował jako "Martwy Kabaret"?

PP: To jest zupełnie nowy materiał, w sensie nagrania. Wybraliśmy do niego utwory Made in Poland z lat 80, które nigdy nie miały wersji studyjnej. I to był jedyny klucz doboru tych kompozycji - nagrajmy wszystkie piosenki, które do tej pory nie miały tego szczęścia. Niektóre z tych utworów były grywane dwa-trzy razy na koncertach, ale nigdy nie w ten sposób. Ktoś, kto jakimś cudem to pamięta, natychmiast wyczuje różnicę. Tylko ja gram na basie tak samo. Cała reszta brzmi zupełnie inaczej.

JO: Domniemuję, że ten materiał ukazuje się właśnie teraz nieprzypadkowo, biorąc pod uwagę sytuacje polityczne i społeczne? Czy może nosiłeś się z tym już wcześniej, ale nigdy nie było na to „dobrych” okoliczności?

PP: Oczywiście. Poprzednia dłuższa reaktywacja Made in Poland miała miejsce w roku 2007, a ta obecna w bardzo podobnym, tylko jeszcze bardziej radykalnym okresie. Pomimo, że te utwory nie komentują sytuacji politycznej w Polsce i na świecie, to wszyscy je tak odbierają. One zawsze będą pasowały w każdym czasie i w każdym państwie, które przechodzi przez rządy populistów bądź innych niebezpiecznych dla demokracji ugrupowań. Dlatego też ta płyta ma wersję polską i angielską – bo może komuś te piosenki zrobią dobrze w Brazylii, Turcji, Węgrzech, Stanach Zjednoczonych, a w każdym z tych krajów można mówić o tym samym problemie. My Polacy mamy to do siebie, że nie do końca tak en masse przejmujemy się tym, co się dzieje na świecie. Jesteśmy dość egoistycznie nastawieni do świata i zamiast przejmować się tym, że za kilkanaście lat Morze Bałtyckie może zaczynać się w Kielcach, a okolice Łodzi będą pustynią, to my nadal jaramy się tym, że mamy polski węgiel, który spalamy na potęgę, zabijamy zwierzęta, jemy je, i tak dalej... ja nie jestem oszołomem – opieram się na faktach naukowych.

JO: To jest problem nas, narodu – poza własnym podwórkiem nie widzimy niczego.

PP: Stanisław Wyspiański już to opisał w „Weselu”. Czasami jest tak, że lektury szkolne, a może raczej sposób pracy nauczycieli z nimi  zniechęcają do ich czytania i zrozumienia przesłania. Czasami jest tak, że na liście lektur są wybitne pozycje, ale skąd młodzi ludzie z których i tak 60% zostanie w dorosłym życiu funkcjonalnymi analfabetami ma to wiedzieć?

JO: Obecna inkarnacja Made in Poland to w większości muzycy The Shipyard...

PP:  Aby zespół mógł się nazywać Made in Poland w składzie musi być dwóch muzyków oryginalnego składu, więc Artur Hajdasz i ja spełniamy ten warunek. A reszta na przestrzeni lat to byli zawsze dobrzy i ważni dla nas muzycy, z którymi łączyły nas dobre lub czasami mniej dobre relacje. I to przyczyniło się do tego, że mogliśmy nagrywać takie albumy jak Future Time czy Kult. Ta pierwsza na pewno brzmiałaby zupełnie inaczej, gdyby na gitarze grał ktoś inny niż Sławek Leniart – i tak samo Kult brzmiałaby zupełnie inaczej, gdyby nie kreacje moich kolegów z The Shipyard. Zauważ, że poza unią personalną, Made in Poland i The Shipyard to dwa zupełnie odmienne zespoły, grające różną muzykę. Pomimo tego, że ja w obu gram podobnie na basie.

JO: Intrygują mnie jednak okoliczności powierzenia tego zadania jakim jest Made in Poland akurat tym muzykom?

PP: Gdyby nie propozycja z Off Festivalu abyśmy zagrali Martwy Kabaret, to by się nie wydarzyło. Najpierw zacząłem zastanawiać się – ale jak my to zrobimy? Artur tych utworów nie zaśpiewa, bo to nie jest jego stylistyka wokalna – ale z przyjemnością zagra je znowu po latach na perkusji. To w takim razie, kto na wokalu? Rafał Jurewicz od razu wydał mi się idealnym kandydatem, bo sądziłem, że on w te teksty wejdzie jak w swoje – i tak się stało. Nie bardzo sobie wyobrażałem, że Sławek Leniart i Bodek Pezda przyjadą na miesiąc prób do Trójmiasta. Ja sobie też nie mogłem pozwolić na przyjazd na miesiąc do Warszawy, więc pozostawała logistyczna konieczność, aby zrobić to z kolegami z The Shipyard z którymi mam bardzo dobre porozumienie muzyczne. Później musieliśmy wymyślić sobie jak by to mogło zabrzmieć, jak poprzydzielać role w tym teatrze, a następnie – i to jest zawsze trudna sprawa – przekonać Artura, że to wyjdzie, który przez cały czas pozostawał lekko sceptyczny wobec tego projektu. Uczyliśmy się grać te utwory wspólnie przez dwa miesiące, a Artur przyjechał dopiero na dziesięć dni przed Offem; pamiętam jego roześmianą twarz, gdy usłyszał jak Goran (Michał Miegoń) gra „To tylko kobieta”.


JO: Gdy słucham "Kultu" odnoszę wrażenie, że zarówno w warstwie tematycznej jak i przede wszystkim brzmieniowej nie mamy do czynienia z czymś znalezionym w archiwum i odkurzonym – tylko czymś kompletnie nowym i świeżym, współczesnym, o korzeniach sięgających dużo dalej.

PP: Ja sam oceniam sztukę, bo sam jestem też jej odbiorcą, poprzez twórców. Mam coś takiego, że wciąż „żyję” w latach 80., w pewnym sensie, a jednocześnie asymiluję trendy które cały czas się na świecie pojawiają, co było słychać chociażby na Future Time. Płyta Kult przez swój kontekst, brzmienie i przestrzeń równie dobrze mogła wyjść w 1984, ale gdyby publiczność nie wiedziała, że są to utwory stare pomyślałaby, że są one aktualne, napisane teraz i nagrane przez wkurwiony zespół.

JO: Zostawiając na boku Made in Poland, byłeś zaangażowany w Heart&Soul, jesteś zaangażowany w Dance Like Dynamite, Neverending Delays, prowadzisz odrębne życie zawodowe, które godzisz z muzyką. Cały czas zdajesz się znajdować na to inspirację i czas. Czy przy Twoim stażu artystycznym jest to już pewna rutyna, czy nadal jesteś skazany na łaskę i niełaskę muz?

PP: Było parę takich lat, że się muzyką nie zajmowałem, bo praca mnie tak pochłaniała – ale to nie znaczy, że nie miałem czasu na muzykę w ogóle. Po prostu wieczorami siadałem nagrywałem swoje pomysły na różnych instrumentach, które potem wykorzystałem chociażby w The Shipyard. Pamiętam gdy rozmawiałem z ówczesnym perkusistą Rykardy Parasol, który jak okazało się, pracuje w Wal-Marcie jako kasjer. Gdy przychodzi czas, po prostu kończy pracę i jedzie w trasę. I później bez żadnego problemu jest ponownie zatrudniany, ponieważ amerykański rynek pracy jest zdecydowanie bardziej elastyczny od polskiego, o czym obaj wiemy. Kiedy dowiedział się, że jestem dyrektorem HR w dużej korporacji to był szczerze zdziwiony, że mam czas na muzykę. Powiem tak, jak się jest dobrze zorganizowanym i planuje się pewne działania z wyprzedzeniem, to pomimo rock’n’rollowej duszy twoich współpracowników z zespołu da się to pogodzić.

JO: Przejdźmy teraz do Neverending Delays "Muzak for the Masses", co jest zupełnie przeciwnym biegunem do Made in Poland i całej reszty. Zastanawiam się, jak takie coś powstaje? W jaki sposób muzycy grający na codzień muzykę rockową zabierają się do tworzenia takiego ambientu?

PP: Ja nie byłem basistą punk-rockowym, który nagle odkrył zimną falę. Zanim doszedłem do takiej muzyki, moją największą fascynacją był jazz-rock, a moimi idolami takie zespoły jak Weather Report czy Laboratorium; zresztą, nadal nimi są. Przyniosłem kiedyś taki utwór na próbę, Artur go ze mną zagrał, fajnie żarło, po czym powiedział: „A to Piotruś, to jest dobry materiał na twoją solową płytę.” Po latach namówiłem Gorana, żeby we dwójkę przygotować materiał w takiej stylistyce, zagraliśmy trzy próby, koncert – wyszło bardzo dobrze. Postanowiliśmy to nagrać, i tak mamy tą płytę. Graliśmy już kilka razy na żywo, w tym na dosyć wymagającym artystycznie Ambient Festivalu w Gorlicach, gdzie wystąpiliśmy przed Józefem Skrzekiem i zespołem Cluster, który dawno temu stworzył podwaliny pod krautrocka.

JO: ...co na pewno ucieszyło Twojego syna Michała. Jesteś zadowolony z takiego obrotu spraw, że syn poszedł w ślady ojca i też zaczął zajmować się muzyką, już nie tylko jako pasjonat, ale i twórca?

PP: To jest całkowicie niezależne ode mnie. Michał coś tam dłubie, staramy się go w tym wspierać, nagrywa dosyć szalone dźwięki – i moim zdaniem Merzbow może się już zwijać!

JO: Słuchając "Muzak...", szczególnie pierwszej kompozycji, mam skojarzenia z muzyką ilustrującą różne procesy technologiczne, taśmociągi produkcyjne etc., które w latach 80. na porządku dziennym można było oglądać w telewizji, w programach edukacyjnych – coś co dziś jest raczej nie do pomyślenia.

PP: Ona się nieprzypadkowo nazywa „Path of Pat”. To jest taki nieśmiały gest sugerujący, że chciałbym czasem popełnić muzykę w stylu Pata Metheny, szczególnie z czasu płyty Offramp.

JO: Czy te kompozycje powstawały niezależnie, z myślą o płycie, czy była to raczej pochodna procesu twórczego Made in Poland lub innego zespołu?

PP: Dwa z tych utworów zostały przyniesione, „You Will Never Know the Next Chord” to była nasza wspólna improwizacja – powiedziałem Goranowi, abyśmy wyobrazili sobie, że jesteśmy w Nowym Jorku i nagrywamy podkłady dla Milesa Davisa. Do tego stopnia byłem bezczelny, że na klawiszach ukręciłem trąbę a’la Davis, ale Goran ją jednak wyciął w miksie. A z kolei ostatni, najdłuższy utwór „Waiting for Delay” to już jest dzieło producenckie Gorana.

JO: Sądzisz że nastąpi kontynuacja tematu, czy było to jednorazowe posunięcie?

PP: Sądzę, że jeszcze coś machniemy; Goran wydaje przynajmniej trzy płyty rocznie, więc jeśli wpisze mu się to do grafiku na rok 2023 – bo absolutnie każdy chce nagrywać z nim płyty, od jazzmanów, przez turbo-rockowców, po artystów pop – to może się zdarzyć!

JO: Jeszcze inną historią jest płyta "This Funeral is Sold Out" zespołu Dance Like Dynamite. Jak ten projekt powstał, skąd się wziął?

PP: Ten zespół został założony przez kleszcza, który spowodował boreliozę u lidera zespołu, czyli Sado (Krzysztof Mikołaj Sadowski). Sado był wokalistą Vulgar, punkowej załogi z Sopotu – dobrze wyglądającej i sprawnie grającej, ale bez licznej grupy fanów. I Sado, który okazał się mieć zaskakująco zbieżny gust muzyczny ze mną, będąc już naprawdę poważnie chorym, zapytał mnie z pewną nieśmiałością, czy byśmy razem czegoś nie nagrali. Taką samą rozmowę odbył z wziętym producentem Mariuszem Noskowiakiem, swego czasu członkiem grupy Blenders, no i tak zaczęliśmy w trójkę pracować nad tą płytą. Każdy z nas przyniósł swoje pomysły i zaczęliśmy je zgrywać do kupy. Zapowiadało się, że będzie to projekt wyłącznie studyjny, natomiast powiem tak – Dance Like Dynamite uratował życie Sado. Dziś jest w znakomitej formie i pełen energii przed naszym pierwszym koncertem, który będzie miał miejsce 13 grudnia w sobockim Spatifie. Oczywiście skład koncertowy różni się od tego na płycie, ale jego trzon to nadal nas dwóch, Tomasz „Snake” Kamiński i Karol Skrzyński. Snake na codzień występuje z Dodą i jest fantastycznym muzykiem, z którym mamy doskonałe porozumienie. Natomiast Karol jest perkusistą zespołu Golden Life, kiedyś grał też w metalowym Chassis.


JO: Każdy utwór wydaje się być z innej bajki, a mimo to jest tu to magiczne spoiwo, które robi z tego naprawdę ciekawą i spójną płytę. Może chodzi o głos – chociaż głosów też jest tu wiele, a może Twój bas – ale jest tu odrobinkę z Ultravox, jest odrobinkę z Underworld...

PP: ...jest też odrobinkę z Bauhausu, którego kompozycję tam nagraliśmy. Jest trochę z Tears For Fears, ale też trochę z Queens of the Stone Age, The Cult, no i trochę rocka z pustyni teksańskiej. Pomimo zupełnie różnych stylistyk, nasze pomysły okazały się zadziwiająco spójne – jest ostry, zimnofalowy bas, są heavy-metalowe gitary, są jazzowe bębny, saksofon, jest elektronika – a wszystko trzyma się kupy. Spaja ją głos Sado, a jeszcze bardziej te przeraźliwie smutne teksty.

JO: Sam Sado z tyłu okładki wygląda jak Duff MacKagan, wypisz wymaluj!

PP: Wszyscy go z nim mylą!

JO: Jesteś zaangażowany w tyle zespołów i projektów, ale wszystkie je spaja ten Twój charakterystyczny bas, którego nie sposób nie odnieść do stylu gry Petera Hooka. Ty sam byłeś kiedyś nazwany polskim Hookiem i nie mówimy tu tylko o stylu gry, ale też ilości projektów muzycznych.

PP: Grywam partie basu w stylu Petera Hooka, bo lubię, ale nigdy nie był on moim ulubionym basistą. Mnie jako basistę bardziej ukształtowali Krzysztof Ścierański (Laboratorium) czy Marian Pawlik z zespołu Dżamble, a ze świata najbliższy był mi nieżyjący już Marcus Bell z The Opposition, którego nie da się podrobić.

JO: Pytanie uniwersalne do każdego artysty-muzyka: co sądzisz o współczesnych trendach w muzyce mainstreamowej, jeżeli taka jeszcze istnieje, oraz o nowoczesnych metodach dystrybucji muzyki?

PP: Gdybym miał 20 lat to byłbym zachwycony faktem, że mam wszystko w zasięgu ręki i w zasadzie słucham muzyki jakiej chce – nie muszę chodzić na żadne koncerty! Ani kupować płyt! Natomiast byłem ostatnio na zajebistym koncercie zespołu Bielizna, którego średnia wieku jest już dość mocno zaawansowana. Fantastyczny koncert! Było bardzo miło zobaczyć zespół we wciąż znakomitej formie i po raz kolejny przekonać się, jaką siłę stanowi zwłaszcza pierwsza płyta Bielizny. Tylko co z tego, skoro na koncercie było może 50 osób o porównywalnej średniej wieku i byli to w większości znajomi. I uprzedzając Twoje pytanie – kiedy koncerty Made in Poland? – odpowiem tak: to nie ma sensu. To jest bardzo miłe, bardzo lubię grać koncerty i naszą wierną publiczność, ale jesteśmy już z tym chodzeniem na koncerty reliktem czasów, które odchodzą. Na przykład Paweł Domagała ma wiele milionów odtworzeń na YouTubie. Śpiewa jakąś piosenkę z przeslaniem że nie warto się angażować, że życie jest zawsze  fajne. No to jakim cudem ten świat ma ocaleć?!

JO: Mocne, ale prawdziwe.

PP: Rozmawiałem ze znajomą, która co roku jeździ na Przystanek Woodstock. Przyznaję, w powszechnym odbiorze jest to fantastyczna impreza, muzycznie za wiele się tam dobrego niestety nie dzieje. Ale też muzyka interesująca takiego tłumu jaki tam przyjeżdża by nie przyciągnęła. No więc, wiedząc że ona tam była pytam się jej, jak Gojira? Okazało się, że nie była – na jedynym istotnym koncercie tego festiwalu – bo nie zna tego zespołu. Natomiast co jej się podobało? Nocny Kochanek. Ten świat umiera, Jakubie! (artysta śmieje się, red.)

JO: Jadę rano taksówką do pracy, słucham mimowolnie radia RMFMaxxx i słyszę w nim piosenkę, która znalazła się tam jak mniemam nieprzypadkowo, a która odpowiada oczekiwaniom słuchaczy tej stacji – prawdę mówiąc, brzmiała nie lepiej niż to, co często leci z głośników w barach z kebabem.

PP: Uwaga, wygłoszę teraz mowę do Adama Czerwińskiego, dyrektora muzycznego radia RMF FM, który mam nadzieję, że to przeczyta. Drogi Panie Adamie, otóż informuję Pana, że te badania focusowe, które robi Wasza stacja, są o kant dupy. Co Wam z tego, że puszczacie coś, co się podoba Waszej domniemanej publiczności? To nie przyciąga reklamodawców, ludzi którzy decydują o budżetach reklamowych, bo to oni mają dostęp do pieniędzy wielkich korporacji. Gdyby puszczał Pan bardziej wyrafinowaną muzykę, to na przykład moja firma być może coś by u Pana zakupiła. Dziękuję bardzo.

JO: A taka Greta Van Fleet – uwielbiona globalnie przez młodzież?

PP: Słyszałem kilka piosenek. Umieją grać, umieją śpiewać, wyglądają do tego bardzo adekwatnie. Tylko co z tego, skoro to jednak jest kiszka?

JO: Jesteś ekspertem w dziedzinie muzyki, szczególnie rodzimej. Czy we współczesnym polskim rynku muzycznym, który często jest określany śmiechem przez łzy, jest coś, co określiłbyś jako postęp, rzecz pozytywną i optymistycznie nastrajającą na przyszłość?

PP: Oczywiście. Na przykład rock progresywny, lub też mimowolny rock progresywny, ale także rzeczy instrumentalne, zespoły takie jak Lonker See, które są niszowe, grają trudną, mało przyswajalną muzykę, a które mimo to są modne. Można postawić tezę, że te zespoły nie śpiewają piosenek, bo nie za bardzo chcą albo nie wiedzą o czym, więc uciekają w warstwę instrumentalną, chociaż to pewnie duże uproszczenie. Dostrzegam znacznie wyższą potrzebę słuchania muzyki improwizowanej i uczestnictwa w takich koncertach; mimo to, tak jak z płytami z muzyką filmową, to jest wciąż mniejszość. I zawsze będzie. Zauważam też takie zespoły jak Kapela ze Wsi Warszawa czy Hańba!, które grając muzykę o zdecydowanie polskich korzeniach zyskały rozpoznawalność poza Polską. I pomimo tego, że Hańba! śpiewa tylko po polsku i ma instrumentarium takie a nie inne, to ma taki sam odbiór w Stanach, jak i w Polsce.

JO: A jak oceniasz międzynarodowy sukces takich instytucji jak Riverside, Tides From Nebula czy Decapitated? Czy ma to wg Ciebie związek z tym, ze obcokrajowcy nie słyszą w nich języka sobie obcego?

PP: Bardzo się z nich cieszę. To jest dowód na to, że ktoś potrafi – i trzymam za nich bardzo mocno kciuki. Przy naszej ciągle jeszcze niewystarczającej znajomości języka angielskiego, który wciąż jest póki co najważniejszym językiem międzynarodowym na świecie, jest u nas w kraju ważne, aby śpiewać po polsku. Natomiast jeśli się myśli o międzynarodowej karierze to trzeba mieć muzykę zupełnie uniwersalną, jak np Sigur Ros, i wtedy nie trzeba rozumieć języka, żeby móc zrozumieć emocje. Dam jeszcze jeden przykład polskiego zespołu, o którym nie sądzę aby odniósł sukces komercyjny – Evorevo, złożony z dwóch znakomitych producentów, Igora Pudło i Tomasza „Magiery” Janiszewskiego oraz wokalisty Macieja Kurowickiego. Obaj byli członkami zespołu Hurt, na którego czele był i nadal jest Maciej. Maćka wszyscy kojarzą z  nieśmiertelnych piosenek takich jak „Serki dietetyczne” czy „Załoga G”. A tu nagle, Maciek napisał dziesięć absolutnie znakomitych tekstów, bardzo dojrzałych, opisujących współczesną Polskę i problemy w relacjach pomiędzy ludźmi. Wszystko podlane bardzo dobrym elektronicznym sosem, który jest z jednej strony mocno osadzony w latach 80., ale z drugiej bardzo współczesny. Ale to jest wszystko jest za dobre jak na Polskę. Polak nie lubi być zmuszany do refleksji. Polak woli The Dumplings i Kamp!, bo śpiewają po angielsku – czyli większość nie wie o czym. Maciek śpiewa po polsku, ale ta muzyka jest jakaś taka... niepolska. I tu koło się zamyka.

JO: To chyba wszystko. Dziękuję bardzo za rozmowę.

Foto: Blanka Natalia Bykowska


Rozmawiał: Jakub Oślak


dEUS

2019-04-22

Istniejąca od 30 lat belgijska grupa dEUS jest u progu wiosennej europejskiej trasy koncertowej, w ramach której 2 maja wystąpi w gdańskim klubie B90. Z tej okazji porozmawialiśmy z liderem, wokalistą, autorem tekstów i reżyserem Tomem Barmanem.

Czytaj więcej...

Non Violent Communication

2019-04-16

Non Violent Communication, w skrócie NVC, to projekt muzyków, wywodzących się z grup So Slow i Merkabah. Ktokolwiek zna twórczość owych formacji, nie powinien być zbytnio zaskoczony. Grupa na swoim debiutanckim krążku „Obserwacje” zabiera nas w kosmiczną podróż przepełnioną transem, improwizacją, jazzem i… wolnością. O wielorakiej złożoności otwartej formy, jaką prezentuje NVC, opowiedział mi jeden z jego założycieli – perkusista Arek Lerch.

Czytaj więcej...

Red Box

2019-04-07

W tym roku ukaże się czwarty album brytyjskiej grupy Red Box, który będzie zatytułowany "Chase The Setting Sun". Będzie to jednocześnie pierwsze od 9 lat długogrające wydawnictwo tego zespołu cieszącego się kultową popularnością w Polsce. Z tej okazji nasz wysłannik Jakub Oślak przeprowadził wywiad z liderem Red Box Simonem Toulsonem-Clarkem.

Czytaj więcej...

Agressiva 69

2019-04-01

25 lat po ukazaniu się debiutu grupy Agressiva 69 na kasecie, wytwórnia Requiem Records wznowiła krążek „Deus Ex Machina” na winylu i płycie kompaktowej. Materiał zremasterowano i dodano kilka nowych nagrań. O szczegółach tego przedsięwzięcia opowiedzieli mi członkowie grupy, wokalista Tomasz Grochola i gitarzysta Jacek Tokarczyk.

Czytaj więcej...

MoMo

2019-03-20

Po pięciu latach przerwy projekt MoMo powrócił z nową płytą „Rożowy/Niebieski”. W składzie zaszły zmiany, które miały spory wpływ na zawartość muzyczną nowego krążka. O jej elementach i procesie powstawania opowiedzieli mi główni autorzy – Anna Ołdak i Igor Spolski.

Czytaj więcej...

Perfect Son

2019-03-14

Tobiasz Biliński (ex-Coldair) nagrał album "Cast" pod nowym szyldem Perfect Son i stał się pierwszym polskim wykonawcą, który podpisał kontrakt płytowy z legendarną wytwórnią Sub Pop. Z tej okazji Artysta udzielił nam wywiadu, w którym opowiedział nam m.in. o przemianie artystycznej, kulisach podpisania kontraktu płytowego oraz dalszych losach Coldair.

Czytaj więcej...

List Otwarty

2019-03-08

Szczecińska grupa List Otwarty poszła za ciosem i po wydanej przed dwoma laty płycie „Bałagan” niedawno wydała album „Hologramy”. O zmianach stylistycznych, jakie zaszły w muzyce grupy, warstwie tekstowej oraz dalszych krokach opowiedzieli mi wokalista Bartłomiej Mieżyński, basista Aleksander Więcław oraz perkusista Bartłomiej Przyborowski.

Czytaj więcej...

Stanisław Soyka

2019-02-25

Stanisław Soyka po latach nagrał wreszcie w pełni autorską płytę. „Muzyka i słowa” to album refleksyjny, osobisty, ale i zachęcający do wspólnej celebracji muzyki. Na dwóch krążkach znajdziemy materiał premierowy oraz zapis fragmentu koncertu z tym materiałem, jaki artysta zagrał z okazji z 60-lecia Telewizyjnego Kuriera Warszawskiego. Zaś w poniższej rozmowie Stanisław Soyka opowiedział nam o procesie powstawania płyty „Muzyka i słowa” i o zawartych na niej przemyśleniach. Zwierzył nam się także m.in. z tego, o czym dziś marzy.

Czytaj więcej...

Tabu

2019-02-25

Formacja Tabu istnieje już od ponad 15 lat. Słoneczne reggae, które zawsze było domeną zespołu powoli ustępuje wielogatunkowości, czego najlepszym przykładem jest najnowsza płyta grupy, zatytułowana „Sambal”. O jej kulisach, zawartości, a także sytuacji na polskiej scenie reggae opowiedział mi wokalista zespołu, Rafał Karwot.

Czytaj więcej...

Misia Furtak

2019-02-13

Pod koniec stycznia ukazała się pierwsza pełnowymiarowa solowa płyta Misii Furtak. Wokalistka i kompozytorka, znana z działalności w grupie très.b, czy w kooperacji z Piotrem Kalińskim pod szyldem Ffrancis, przygotowała intymną, przestrzenną i wrażliwą płytę „Co przyjdzie?”, która wciąga słuchacza w niezwykły świat dźwięków niepokojących, głębokich, ale jednocześnie niezwykle ujmujących. O szczegółach tego wydawnictwa Misia opowiedziała nam w poniższej rozmowie.

Czytaj więcej...

Balthazar

2019-02-11

Belgijska grupa Balthazar powróciła po trzyletniej przerwie z nowym albumem zatytułowanym "Fever". Podczas niedawnej wizyty promocyjnej w Warszawie dwaj liderzy zespołu czyli Maarten Devoldere i Jinte Deprez udzieli nam wywiadu, ktory możecie przeczytać poniżej. A już 1 marca zespół pojawi się na jedynym koncercie w naszym kraju, który odbędzie się w warszawskim klubie Proxima.

Czytaj więcej...

White Lies

2019-02-05

Ukazał się piąty album brytyjskiej grupy White Lies zatytułowany "Five". Z tej okazji wywiadu udzielił nam basista, współkompozytor i autor tekstów Charles Cave. A już 5 i 6 marca grupa przyjedzie na koncerty do Warszawy oraz Poznania.

Czytaj więcej...

Ptakova

2019-02-04

Rezydująca w Katowicach Ptakova nadal pracuje nad debiutanckim albumem, którego zapowiedzią są single: "Ratunku", "Czar" i "Wiatr". Spotkaliśmy się z Artystką, która opowiedziała nam między innymi o artystycznych metamorfozach, pracy nad nowym albumem i powstawaniu teledysków.

Czytaj więcej...

Novika

2019-01-21

Na nową płytę Noviki zatytułowaną "Bez Cukru" czekaliśmy ponad pięć lat. Album od 3 dni jest już w sprzedaży. Z tej okazji porozmawialiśmy z Artystką między innymi o nowym wydawnictwie, jej współpracy z córką Niną, polskich tekstach oraz supergrupie Futro.

Czytaj więcej...

Cloud Nothings

2019-01-18

9 lutego w warszawskim klubie Pogłos odbędzie się jedyny polski koncert amerykańskiej grupy Cloud Nothings. Z tej okazji jej lider Dylan Baldi porozmawiał z naszym wysłannikiem Jakubem Oślakiem.

Czytaj więcej...

Fraktale

2019-01-11

Krakowski ensemble Fraktale bardzo intensywnie działa od ponad dwóch lat. Kwartet ma już na swoim koncie 3 płyty. Ostatnia zatytułowana „II” ukazała się w listopadzie 2018. Na tę okoliczność przepytałem gitarzystę Filipa Franczaka, pianistę Rafała Rataja i perkusistę Michała Naróga, którzy opowiedzieli mi o swoim podejściu do tworzenia i dalszych planach artystycznych.

Czytaj więcej...

Marta Zalewska

2019-01-02

Multiinstrumentalistka, kompozytorka, autorka tekstów i wokalistka Marta Zalewska wydała debiutancki album "Marta Zalewska". Płyta ukazała się dzięki zwycięstwu Artystki w zorganizowanym przez radiową Czwórkę konkursie "Będzie Głośno!". Z okazji premiery albumu Marta udzieliła nam wywiadu.

Czytaj więcej...

Artra

2018-12-24

Warszawska grupa Artra, łącząca w swojej twórczości m.in. jazz i muzykę awangardową, powstała w 1973 roku i istniała zaledwie przez "chwilę", co jednak pozwoliło jej zdobyć status kultowej. Cztery dekady później reaktywowała się i zarejestrowała debiutancki album "Kroniki Miejskie". Z tej okazji nasz wysłannik Jakub Oślak odbył długi i bardzo ciekawy wywiad ze współzałożycielem zespołu i zarazem jego trębaczem, malarzem Witoldem Popielem.

Czytaj więcej...

Ewa Szlachcic

2018-12-18

Wokalistka, aktorka i autorka tekstów Ewa Szlachcic wydała swój pierwszy od kilku lat album studyjny zatytułowany "D.N.A.". Wydawnictwo to jest dla tej artystki początkiem nowego etapu na artystycznej drodze. Z tej okazji spotkaliśmy się z piosenkarką, która udzieliła nam wywiadu.

Czytaj więcej...

Kwiat Jabłoni

2018-12-06

Duet Kwiat Jabłoni tworzy rodzeństwo Kasia i Jacek Sienkiewicz. Grupa istnieje od marca tego roku, a pomimo to zdobyła już ogromną popularność, co przekłada się na wyprzedane koncerty. Duet przygotowuje się do wydania debiutanckiej płyty i znalazł chwilę czasu by udzielić nam wywiadu.

Czytaj więcej...

End of content

No more pages to load