Wywiady

undertheskin

2019-09-23

Nasz wysłannik Jakub Oślak spotkał się z Mariuszem "Voidem" Łuniewskim - liderem undertheskin czyli największej polskiej gwiazdy nurtu post-punk. Okazją do przeprowadzenia wywiadu było wydanie drugiego albumu undertheskin "N E G A T I V E", który ukazał się tuż przed tegorocznymi wakacjami i zebrał entuzjastyczne recenzje.

Rozmowa z: Mariusz "Void" Łuniewski

Jakub Oślak: Twoja nowa płyta, czyli N E G A T I V E, jest konsekwencją pewnego ciągu wydawniczego. To nie tylko udany sequel debiutanckiego krążka, ale też krok naprzód w ewolucji pewnego brzmienia, które wypracowałeś zarówno jako undertheskin, jak i Deathcamp Project.

Mariusz Łuniewski: Okoliczności jej powstania oraz koncepcja są prawie identyczne, co pierwszej płyty: tworze muzykę szybko, spontanicznie, jedna doba – jeden numer (a przynajmniej szkic, nad którym pracuję później). Ten krok naprzód polega na tym, że przy okazji drugiej płyty pozbyłem się ograniczeń jakie sobie poniekąd narzuciłem przy nagrywaniu pierwszej. Gdy powstawał undertheskin zależało mi na anonimowości i uniknięciu wszelkich nawiązań do Deathcamp Project, w którym było dużo melodii, refrenów, harmonii; w undertheskin starałem się zrobić wszystko mroczniej - wręcz odpychająco i chropowato – bez warstw, bez dogrywek ekstra wokali czy melodii; to była trochę anty-muzyka. Gdy zaczęliśmy grać koncerty, te utwory rozwinęły się, zaczęły żyć własnym życiem, pojawiły się w nich nowe elementy: dodatkowe gitary, drugi wokal. I w taki właśnie naturalny sposób przy drugiej płycie popuściłem cugle i pozwoliłem sobie na więcej muzyki. Nie było umyślnego psucia dźwięku przesterami czy obcinaniem wokali. Myślę, że klimat znany z pierwszego krążka został zachowany, ale jest więcej dźwięków i swobody.

JO: Nowa płyta to nie tylko progres twórczy, ale także technologiczny – nawet laik słuchający tego materiału zauważy, że wszystko słychać jest na niej wyraźniej, mocniej, głębiej i lepiej. 

MŁ: Nowa płyta powstała w nowym, zdecydowanie lepiej wyposażonym domowym studio, na sprzęcie dającym znacznie więcej możliwości brzmieniowe. Zmieniłem także studio masteringowe. Przy pierwszej płycie za miks i mastering odpowiadał Kamil Łazikowski (Cool Kids of Death), natomiast teraz mastering powstał osobno w Niemczech, gdzie kolejny artysta w swoim fachu dołożył kolejną warstwę kunsztu.

JO: Przy pierwszej płycie odniosłem wrażenie, że jest to dzieło osamotnionej jednostki, zamkniętej w pokoju przez cały czas, od nagrywania po miks. Ale drugi album  - chociażby na „Burn”, który jest hitem - ma w sobie tyle radości, że trudno sobie wyobrazić, że taki samotny proces nadal ma miejsce.

MŁ: To jest bardzo dobra impresja. Zdecydowanie wpuściłem więcej światła do tej muzyki, chociażby w końcowym utworze Done, z którym gryzłem się do samego końca – czy nie jest zbyt radosny, skoczny, czy pasuje do reszty itd. W tym momencie jest to mój ulubiony numer na płycie. To jest wyraz mojego otwarcia się na inne dźwięki. Taką mam naturę, że kocham muzykę i nie lubię rzeczy „generycznych”. Gdy robiliśmy rock gotycki w Deathcampie, to Betrayal (Maciej Żolinas) był tą siłą mechaniczno-motoryczną, a ja czerpałem inspiracje do gitar czy wokali z zupełnie nieoczywistych rzeczy, np. Radiohead czy Arcade Fire. Słucham mnóstwo muzyki, najczęściej spoza kręgów brzmień, którymi się zajmuję; staram się pojmować ją jako całość. Słuchanie tylko post-punka czy np. black metalu musi być strasznie nużące – nie ma tej przygody, która sprawia, że słuchacz coraz bardziej się otwiera.

JO: Z nieoczywistych inspiracji mamy jeszcze cytat z Larsa Von Triera w utworze „Nothere”.

MŁ: Ten cytat przyszedł jak grom z jasnego nieba, w kinie podczas seansu Dom, który Zbudował Jack; właśnie w tym czasie kończyłem utwór NOTHERE i wciąż mi czegoś brakowało, była w nim luka, którą nie do końca wiedziałem czym wypełnić. I nagle – to jest to! Jestem wielkim fanem Von Triera. Nie pierwszy raz go cytuję – na płycie Deathcampu Painthings jest numer Scars Remain, gdzie pada cała fraza z Antychrysta. Tam zresztą jest więcej odniesień do filmów, chociażby do Niezniszczalnych z Mickeym Rourke, czy Lśnienia

JO: Czy Deathcamp Project to zamknięty temat, czy na razie odłożony na półkę?

MŁ: Faktycznie dosyć długo był odłożony na półkę, a w tym momencie coś drgnęło. Zaczęliśmy wymieniać się z Maćkiem utworami i pomysłami na Deathcamp, których mamy sporo i coś powoli powstaje. Mimo iż formuła muzyczna rocka gotyckiego jest trochę skostniała to wciąż ją lubię i chcielibyśmy z Maćkiem zrobić taką rasową goth rockową płytę. Myślę też, że obaj mamy za punkt honoru nagranie trzeciej płyty Deathcamp Project. Gdy słucham dwóch poprzednich to słyszę dużo rzeczy które mi się nie podobają i które mogliśmy zrobić lepiej. Chęci są, problem jak zawsze z czasem i logistyką. Ciekawostka na marginesie - fani Deathcamp Project z reguły nie słuchają undertheskin. Prowadzę osobiście oba fanpage i wiem ze statystyk, że pokrywa się może 3% słuchaczy. Także wbrew pozorom nie są to naczynia połączone, a dwa odrębne żyjące swoim życiem projekty, co w sumie poczytuję za sukces.

JO: Team work czy praca samodzielna? Masz bieżące porównanie obu tych metod twórczych.

MŁ: Z undertheskin wszystko poszło mi trzy razy sprawniej i skuteczniej, m.in. dlatego że działałem sam. W tradycyjnym zespole jest to stosunek dosyć szarpany i o najdrobniejsze rzeczy potrafią być zgrzyty i tona maili, na samą myśl o których dostaję gęsiej skórki. Ja bardzo lubię team work – ale w undertheskin zastrzegam sobie prawo do bezdyskusyjnego veta. Duże spory potrafią rodzić się z najmniejszych rzeczy, chociażby Burn o którym wspominałeś – powstawał od samego początku jako rzecz zespołowa, do której każdy coś przyniósł – bas, syntezator, drugi syntezator, itd. Na etapie miksu coś tam przyciąłem, bo mi nie grało – i siłą rzeczy pojawił się problem i zgrzyt. Muzykę tworzą ludzie, osobowości, indywidualności i nie zawsze jest pomiędzy nimi wspólna wizja. Ja staram się stawiać dobro muzyki jako priorytet, przed którym musi ustępować ego, co nie zawsze się udaje. Kłótnie, niepotrzebne spory i niekończące się tony korespondencji potrafią zabić radość tworzenia, a przecież nie o to w tym chodzi. Myślę, że mam ucho do muzyki i intuicję, której ufam i jeśli wiem, że coś jest dobre – będę o to walczył. Poza tym undertheskin pozostaje moim projektem solowym i choć otwartym na współprace z innymi muzykami to jednak wciąż bardzo osobistym, w którym chciałbym mieć nad wszystkim kontrolę.


JO: Czy undertheskin powstało jako próba ucieczki z szufladki jaką jest tzw gotyk?

MŁ: Niekoniecznie, chociaż faktem jest, że zamknięta formuła goth rocka coraz bardziej  mnie uwierała. Gdy Deathcamp był na fali wznoszącej dało się zauważyć na koncertach pewną zmianę pokoleniową i oznaki końca tej muzyki. Dzieciaki stały się starą gwardią, wydały na świat własne dzieciaki, a one już się naszą muzyką nie interesowały. Wtedy pojawił się, a w zasadzie powrócił, post-punk – a goth rock wycofał się do głębokiego undergroundu. Po kilku falach nadszedł czas odpływu - czuję jednak, że ta estetyka jeszcze powróci – ludzie, którzy teraz słuchają post-punka odkryją na nowo Eldritcha i być może wrócą sceniczne make’upy itd. Wracając do undertheskin - bardzo lubię w post-punku to, że nie ma aż tak sztywnych ram i pozwala na dużo większą swobodę twórczą  - wpuszczanie odrobiny światła i świeżego powietrza. To alternatywna muzyka, ale flirtująca z wielkimi festiwalami i potrafiącą dotrzeć do ludzi, którzy lubią znaleźć w muzyce „coś swojego”.

JO: Czy dawniej ścisły podział na mainstream i alternatywę ma w dzisiejszych czasach jeszcze rację bytu? Kiedyś byliśmy karmieni muzyką za pomocą lejka o nazwie MTV. Dziś każdy może sobie wybrać czego chce słuchać i ma taki sam dostęp do undertheskin co Ariany Grande.

MŁ: Dotykasz tu szerszego problemu zmiany konsumpcji muzyki, w którym olbrzymią rolę nadal odgrywają podpowiedzi – tzn. kiedyś MTV podpowiadało czego słuchać, a dziś robi to YouTube czy Spotify. Wszystko dziś działa na zasadzie „hajpu”, szybkich zajawek, błysku fleszy, a underground potrafi być wyniesiony na wyższy poziom w mgnieniu oka. Sztuką jest jednak tam się utrzymać. Poza tym stara zasada chęci bycia „na czasie” przez słuchaczy wciąż obowiązuje, którzy jak coś jest lubiane to chcą do tego dołączyć. Każdy chce być na bieżąco z nowościami i dostawać co chwila świeży bodziec. Wbrew wszelkim pozorom, słuchacz ma teraz bardzo trudno – sam bywam pytany przez znajomych: słuchaj, podeślij mi coś, a ja kompletnie nie wiem czego posłuchać -  często mam ten problem problem – odpalam Spotify, a tu kompletna zaćma. Ludzie chyba trochę też wrócili dziś do słuchania pojedynczych utworów po 20 razy, jak kiedyś na singlach czy składankach, zamiast całych albumów na które być może nie wystarcza czasu czy też uwagi.

JO: Czy to dlatego oba albumy undertheskin trwają po pół godziny? Czy chciałeś, aby słuchacz dał radę wysłuchać ich za jednym posiedzeniem bez bycia rozkojarzonym, o co dziś niezmiernie łatwo?

MŁ: Poniekąd tak, ale jest to sumą pewnych czynników. Pierwsza płyta miała być i jest bardzo intensywna emocjonalnie i brzmieniowo - skondensowana - nazwałem to na własne potrzeby post-punk double espresso. Miała trzymać poziom i napięcie od początku do końca, cios po ciosie. Zastosowałem tę samą konwencje przy tworzeniu N E G A T I V E - jest to muzyka intensywna i uważam, że 30 minutowa dawka takich dźwięków jest na prawdę optymalna. Myślałem oczywiście o tym, aby zrobić „normalną” płytę np. z dziesięcioma utworami – ale gdy ją złożyłem, traciła swój impet - mimo iż poszczególne utwory trzymały poziom to w całości stawało się to nieco nużące. Nie lubię zapychaczy, a więc pół godziny uważam za optymalny czas trwania płyty undertheskin. Zresztą przy okazji pierwszej płyty na pytanie o czas trwania albumu zwykłem odpowiadać żartobliwie, że trwa dokładnie tyle ile zajmuje mi dojazd do pracy.

JO: Czy muzyka undertheskin padła na podatny grunt ze względu na ogólną retromanię? Czy pomaga temu fakt, że syntezatory znowu słychać wszędzie, a bieżąca dekada jest bardziej ejtisowa niż ejtisy?

MŁ: Ciężko mi to ocenić - z pewnością w przemyśle syntezatorowym nastąpił taki postęp, zarówno pod kątem technologicznym jak i cenowym, że muzycy po prostu zaczęli to eksplorować. Ich brzmienie było wspaniałe wtedy, ale dziś jest chyba jeszcze lepsze, a słuchacz niezwykle podatny, sentymentalny.  To wszystko bagaż lat 80, który gdzieś tam w naszym pokoleniu nadal drzemie, a który dziś wychodzi przy każdej okazji. Brzmienia tych syntezatorów nie da się podrobić żadnym softwarem i wtyczkami, ono do nas po prostu przemawia i dlatego ludzie go poszukują, tak jak kiedyś Kraftwerk, a później synth-pop. To był szok technologiczny, odejście od gitar na rzecz tego syntetycznego, kosmicznego brzmienia. Mam duży sentyment do tych czasów w muzyce i tych muzyków, bo to przecież cała ta baza instrumentalistów była niesamowita. Gdy dziś słucham wielu melodii „z dzieciństwa” to słychać jakie to jest poskładane, ile tam jest warstw – a przecież wtedy to była dla mnie pop papka. Wtedy wyrabiał się nasz gust – i często do tych rzeczy trzeba było dorosnąć. To co się z tym dzieje dziś to jest jakieś tam abstrakcyjne płótno popkultury – ale je ocenimy zapewne najwcześniej za dziesięć lat.

JO: Ostatnie pytanie. undertheskin, chociaż daje dużo energii, jest muzyką ponurą, duszną, pesymistyczną. Gdy rozmawiam z tobą, widzę jej zupełnie przeciwieństwo. Czy to tylko maska? Czym dla ciebie osobiście jest ten projekt?

MŁ: Odpowiedź jest bardzo prosta: to mój sposób na radzenie sobie z problemami, moja terapia. Ta muzyka zaczyna się z bardzo głębokiego dołu i idzie coraz wyżej, w kierunku wystrzału w kosmos. To wszystko słychać w Done – ten utwór jest jakimś ocaleniem od złego; pytanie tylko, w jaki sposób? Bo to może być definitywny koniec, nawet życia. Nie do końca optymistycznie, ale na pewno następuje jakiś oddech. Wszystko co się dzieje na tych płytach jest prawdziwe - to są być może najciemniejsze momenty w życiu, ale przecież każdy je ma. Mówią, że depresja ma szeroki uśmiech. Najpierw robimy sobie selfiaczka na wakacjach, a potem znajdują nas martwych w pokoju hotelowym. Dlaczego? Nikt nie wie. Praca, dom, rodzina, wszystko się niby zgadza. A jednak coś się nie zgadzało.

Zawsze staram się być w swojej twórczości w stu procentach szczery. Poza tym wierzę w ludzi i wiem że słuchacze potrafią wyczuć - podskórnie - kiedy ktoś im wciska kit. Ta muzyka to nie jest maska, tylko jedna z odsłon. Jakbym na co dzień wyglądał tak jak te albumy, to już bym chyba nie wyglądał. Dlatego wpuszczam tu światło jeśli tylko mogę. Muzyka to była zawsze ucieczka, wentyl bezpieczeństwa, ujście dla skumulowanych emocji. Dzięki muzyce nie czujemy się osamotnieni w swoich emocjach, wiemy że jest ktoś obok kto czuje się podobnie i w pewnym sensie wspólnie to z nami przeżywa.

JO: Dziękuję bardzo za rozmowę.

Foto: Liudmiła Radyk

 


Rozmawiał: Jakub Oślak


Cochise

2019-11-19

Ukazał się nowy szósty już album grupy Cochise zatytułowany "Exit: A Good Day To Die". Z tej okazji porozmawialiśmy z wokalistą Pawłem Małaszyńskim i gitarzystą Wojtkiem Naporą.

Czytaj więcej...

White Lies

2019-11-17

W tym roku minęło 10 lat od wydania debiutanckiego albumu grupy White Lies zatytułowanego "To Lose My Life". Z tej okazji ukazała się reedycja tego albumu, a zespół wyruszył na jubileuszową trasę koncertową podczas której gra cały materiał z debiutu. Ale to nie koniec niespodzianek: zespół opublikował także dwie premierowe kompozycje, które są wyjątkowe w dorobku zespołu. O tym wszystkim porozmawialiśmy z perkusistą Jackiem Lawrence-Brownem.

Czytaj więcej...

Blitzkrieg

2019-11-15

Łódzka grupa Blitzkrieg reaktywowała się w ubiegłym roku po 26 latach przerwy. Zespół wydał odnowioną wersję debiutanckiego albumu "Holy War", w październiku tego roku opublikował nowe wydawnictwo "Good Times" i szykuje się do wydania nowej płyty studyjnej. Z tej okazji wywiadu udzieliło nam dwóch muzyków zespołu: wokalista, gitarzysta i klawiszowiec Peter Guellard oraz basista Paweł Bulski.

Czytaj więcej...

Fair Weather Friends

2019-11-03

Długogrający debiut Fair Weather Friends „Hurricane Days” ukazał się 5 lat temu. Od tego czasu grupa uraczyła słuchaczy zaledwie kilkoma nowymi kompozycjami. Okazuje się jednak, że ten okres był bardzo pracowity, a formacja szukała, myślała i wbrew pozorom – cały czas nagrywała nową muzykę. Dziś możemy już obcować z drugim albumem grupy „Carte Blanche”, który ukazał się kilka tygodni temu. O specyficznym procesie twórczym i tym, co działo się w zespole, opowiedzieli mi perkusista Maciej Bywalec i wokalista Michał Maślak.

Czytaj więcej...

Sabina

2019-10-28

"Lepidoptera" to debiutancka płyta Sabiny, która jest absolwentką wydziału aktorskiego łódzkiej PWSFTViT. Artystka ma na koncie między innymi rolę w musicalu "Chicago" i jest finalistką 36 Festiwalu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Podczas rozmowy z nami opowiedziała między innymi o kulisach powstania debiutanckiej płyty.

Czytaj więcej...

Adam Palma

2019-10-17

Najsłynniejszy polski gitarzysta akustyczny Adam Palma zmierzył się z nie lada wyzwaniem i nagrał album "Adam Palma Meets Chopin". Na płycie znalazły się utwory słynnego kompozytora zagrane jedynie na gitarze akustycznej. O tym projekcie porozmawialiśmy z Adamem Palmą.

Czytaj więcej...

Terrific Sunday

2019-10-14

Po udanym debiucie w barwach dużej wytwórni, poznański Terrific Sunday przez kilka lat szukał nowych środków wyrazu dla swojej muzyki. Efektem tego jest wydane już własnym sumptem drugie długogrające dzieło kwartetu, zatytułowane „Młodość”, przynoszące nowe elementy. O tym, co działo się w grupie pomiędzy wydaniem obu płyt oraz o tym, co zainspirowało stworzenie nowego krążka, wyczerpująco opowiedział mi wokalista i gitarzysta zespołu, Piotr Kołodyński

Czytaj więcej...

So Slow

2019-10-09

„W otwarte dłonie powietrze sypie gruz przedświtu – pod takim tytułem ukazała się czwarta płyta warszawskiego So Slow. Album to różnorodny, tajemniczy i dziwny – spowity transem, tytułowym gruzem i mrokiem. To sprawdzian dla zespołu, a jednocześnie – jak mówi jego perkusista Arek Lerch – moment przejściowy. O szczegółach wydawnictwa przeczytacie w poniższej rozmowie.

Czytaj więcej...

Kroki

2019-09-26

Trio Kroki ma na koncie drugi bardzo pozytywnie przyjęty album zatytułowany "Kontrolowany Chaos". Spotkaliśmy się z wokalistą i cenionym producentem Jakubem Goleniowskim, który opowiedział nam między innymi o procesie powstawania płyty, pisaniu tekstów po polsku i angielsku oraz zmaganiu się z syndromem "drugiej płyty".

Czytaj więcej...

Alma

2019-09-23

Spotkaliśmy się z młodą wschodzącą bułgarską gwiazdą popu Almą. Artystka ma na koncie dwa bardzo dobrze przyjęte single "Don't Know" i "Perfect". Podczas pierwszej wizyty w Polsce Alma wystąpiła między innymi na Top of the Pop Sopot Festival 2019.

Czytaj więcej...

undertheskin

2019-09-23

Nasz wysłannik Jakub Oślak spotkał się z Mariuszem "Voidem" Łuniewskim - liderem undertheskin czyli największej polskiej gwiazdy nurtu post-punk. Okazją do przeprowadzenia wywiadu było wydanie drugiego albumu undertheskin "N E G A T I V E", który ukazał się tuż przed tegorocznymi wakacjami i zebrał entuzjastyczne recenzje.

Czytaj więcej...

Atom String Quartet

2019-09-10

Atom String Quartet, czyli czołowi polscy klasycy jazzowi, wzięli na warsztat kompozycje Krzysztofa Pendereckiego, pochodzące z różnych okresów twórczości Mistrza. Materiał zawarty na płycie „Penderecki” przynosi ciekawą reprezentację jego dzieł, a jednocześnie pokazuje pomysłowość muzyków kwartetu w konfrontacji z jego repertuarem. O procesie doboru, strukturze całości i podejściu do materii muzycznej Pendereckiego opowiedzieli mi wiolonczelista Krzysztof Lenczowski oraz skrzypek Dawid Lubowicz.

Czytaj więcej...

Sabaton

2019-08-01

Szwedzka grupa Sabaton wydała nowy album studyjny zatytułowany "Great War". Tym razem inspiracją dla zespołu była I Wojna Światowa. Z okazji premiery spotkaliśmy się z basistą Sabatonu Pärem Sundströmem.

Czytaj więcej...

Mick Harvey

2019-07-26

Mick Havey to słynny multiinstrumentalista, producent, kompozytor i współtwórca grupy Nick Cave & The Bad Seeds. 26 października przyjedzie do do łódzkiego klubu Wytwórnia i weźmie udział w festiwalu Soundedit. Harvey nie tylko wystąpi podczas imprezy, ale także zostanie uhonorowany statuetką Człowieka Ze Złotym Uchem. Z tej okazji Artysta po raz drugi udzielił wywiadu naszemu serwisowi.

Czytaj więcej...

Wilco

2019-07-18

15 września amerykańska alt-rockowa grupa Wilco zagra swój pierwszy klubowy koncert w Polsce, który odbędzie się w stołecznej „Progresji”. Grupa wraca do czynnej działalności nie tylko koncertowej, ale fonograficznej, bowiem lada moment wyda swoją nową, jedenastą już płytę. Zespół, którego korzenie sięgają formacji Uncle Tupelo, od 25 lat jest jednym z najciekawszych bandów na scenie alternatywnego rocka, głównie za sprawą interesujących muzycznie płyt oraz świetnych koncertów. O poszczególnych punktach historii zespołu, a także o działalności pobocznej opowiedział mi sympatyczny basista grupy, John Stirratt.

Czytaj więcej...

Sorry Boys

2019-07-09

„Miłość” to najbardziej spójna płyta w dorobku Sorry Boys. Czwarty album stołecznej grupy powstał w wyjątkowych okolicznościach, bowiem jego realizacja zbiegła się z narodzinami córki Beli Komoszyńskiej i Tomka Dąbrowskiego. Nad całością czuwał zaś stały współpracownik zespołu, Marek Dziedzic. Dumni artyści-rodzice opowiedzieli mi o procesie tworzenia płyty, niuansach jakie niosą ze sobą zawarte na niej kompozycje oraz m.in. o chęci podejścia do kompozycji w stylu bardziej ‘piosenkowym’.

Czytaj więcej...

Michał Kowalonek

2019-07-03

Michał Kowalonek (Snowman, ex-Myslovitz) nagrał pierwszą solową płytę, którą zainspirowała tematyka Powstania Wielkopolskiego. Z tej okazji Artysta udzielił nam wywiadu.

Czytaj więcej...

Natalia Sikora

2019-06-22

Natalia Sikora wydała pierwszą płytę z całkowicie premierowym autorskim materiałem od opublikowanego w 2014 roku albumu "BWB Experience". Przy powstawaniu płyty "Ailatan" wsparli Artystkę między innymi: producent Paco Sarr i gitarzysta Darek Kozakiewicz. Spotkaliśmy się z Natalią by porozmawiać o jej nowym wydawnictwie.

Czytaj więcej...

Amarok

2019-06-19

Projekt Amarok kierowany przez Michała Wojtasa stworzył muzykę do przedstawienia brytyjskiego teatru tańca współczesnego James Wilton Dance Company. Z tej okazji nasz wysłannik Jakub Oślak porozmawiał z liderem zespołu.

Czytaj więcej...

Kurt Vile

2019-06-17

Kurt Vile to artysta płodny, ambitny i nie specjalnie przejmujący się tym, co dzieje się w świecie najnowszych trendów muzycznych. Spokojnie penetruje swoją indie rockową przestrzeń, wzbogacając ją jednak o elementy z bliskich muzycznych bajek. Nie inaczej jest na wydanej w ubiegłym roku płycie „Bottle It In”, na której nie brakuje nawet odniesień m.in. do country, czy Toma Petty’ego. Podczas kwadransa rozmowy opowiedział nam o najważniejszych momentach tego albumu i artystach, którzy go inspirują. Wyjaśnił także, czym będzie się różnił jego koncert, który za parę dni da ze swoją grupą The Violators w warszawskiej „Proximie”, od poprzednich, które zagrał w naszym kraju.

Czytaj więcej...

End of content

No more pages to load