Wywiady

Georgia

2020-02-12

Po 5 latach przerwy Georgia Barnes powróciła z nowym albumem. „Seeking Thrills” prezentuje odmienione oblicze artystki – pogodniejsze, bardziej taneczne, a nawet popowe oblicze. W pochmurne wczesne popołudnie odbyłem krotką rozmowę telefoniczną z Georgią, która opowiedziała mi o bieżącym podejściu do swojej twórczości, o tym czym obecnie jest dla niej taniec oraz o wpływach ze strony znanego ojca. Już 23 lutego Georgia wystąpi w warszawskiej Hydrozagadce.

Rozmowa z: Georgia Barnes

MM: Minęło 5 lat od wydania Twojej debiutanckiego albumu „Georgia”. Dla osoby stawiającej pierwsze kroki w branży, to dość długo. Nie czułaś presji,  by nagrać kolejny album?

Georgia: Nie nazwałabym tego presją. Po wydaniu „Georgia” promowałam ją koncertami, zastanawiałam się też nad kolejnymi krokami. Materiał na „Seeking Thrills” nie powstał od razu, bo też pozwoliłam sobie na oddech i poszukanie takich kierunków muzycznych, które mnie interesują. Zanim zabrałam się za pisanie nowego materiału, spędziłam pół roku na zgłębianiu muzyki elektronicznej z lat 80., w niemalże wszystkich jej odmianach. To pozwoliło mi lepiej zrozumieć moje późniejsze młodzieńcze fascynacje, rzeczy z południowego Londynu, czy Detroit, których słuchałam, będąc dzieckiem. I to też zainspirowało „Seeking Thrills”

MM: A czy wpływ Twojego ojca, Neila Barnesa, członka grupy Leftfield, też w jakiś sposób odczuwałaś?

Georgia: Mój ojciec nie ma nic wspólnego z muzyką, którą tworzę. Nie pytam go o rady, nie szukam w nim inspiracji. Wszyscy myślą, że skoro jestem jego córką, to on nieustannie wywiera na mnie jakiś wpływ. Nic z tych rzeczy! Jedyne, co miałam wspólnego z muzyką ojca, to fakt, że „Leftism” (debiut Leftfield, wydany w 1995 roku - przyp. MM) powstał w mojej sypialni! Tam bowiem mój ojciec urządził studio i rejestrował wszystkie pomysły. Natomiast na co dzień niespecjalnie jest zaangażowany w to, co robię muzycznie.

MM: Przechodząc do zawartości płyty: otwierający ”Started Out” uderza pogodnym, bardzo chwytliwym klimatem i pulsem. Zaskoczył mnie.

Georgia: Cieszę się (śmiech).Ten utwór to trochę nowe otwarcie. Chciałam, żeby był odzwierciedleniem mojej radości i po prostu dawał tę radość także słuchaczom. Jeśli tak go odebrałeś, to chyba się udało (śmiech).

MM: Wiem, że Twoja babcia tańczyła. „About Work The Dancefloor” nosi znamiona muzyki z lat 80., o której wspomniałaś. Mnie kojarzy się z dokonaniami Pet Shop Boys. Nie znalazłem nigdzie tej informacji, więc spytam wprost: lubisz tańczyć?

Georgia: Uwielbiam! Rzeczywiście moja babcia również uwielbiała tańczyć, natomiast nigdy nie było mi dane zobaczyć jej w akcji. To dość dziwne… Dziś taniec traktuje nieco inaczej, ponieważ nie baluje już tak jak kiedyś do upadłego. A jeszcze niedawno potrafiłam nie schodzić z parkietu przez większość nocy… Te czasy minęły. Dziś taniec ma dla mnie wymiar relaksacyjny i czerpię z niego dużo przyjemności.


MM: Do wspomnianych „Started Out” i „About Work The Dancefloor” powstało kilka remiksów. Podobnie zresztą jak do „Never Let You Go”. To była Twoja inicjatywa, by dać je innym do przerobienia, czy też twórcy sami się do Ciebie zgłaszali?

Georgia: Różnie. Locum to mój kumpel, więc z przyjemnością dałam mu „Never Let You Go” do zremiksowania. Tuff City Kids sami poprosili o możliwość wzięcia na warsztat „Started Out”. Kręci mnie to, jak inni artyści postrzegają moją muzykę. A wszyscy Ci, którzy się za nią zabrali, zrobili niesamowite rzeczy, więc z przyjemnością udostępniłam ich wersje.

MM: Na płycie wspierają Cię Shygirl w kawałku „Mellow” i Maurice w „The Thrill”. To także stało się z Twojej inicjatywy?

Georgia: Tak. Uwielbiam Shygirl. Kiedy napisałam „Mellow”, pomyślałam, że ona wspaniale będzie tam pasować.  Pamiętasz nagrania z wytwórni Dance Mania? Oni wypuszczali mnóstwo świetnego house'u w latach 80. Nie było mnie wtedy na świecie, ale gdy dotarłam do tych płyt, wywróciły moje muzyczne inspiracje do góry nogami. To miało wpływ na powstanie „Mellow”, a Shygirl świetnie się w tym odnalazła. Natomiast Maurice, to… moje alter ego, więc postanowiłam trochę zażartować (śmiech).

MM: Rozumiem, że jako wytrawna perkusistka wszystkie partie na „Seeking Thrills” sama zagrałaś i zarejestrowałaś?

Georgia: Z tą wytrawnością to bym tak nie przesadzała (śmiech). Ale tak, wiem jak powinny brzmieć bębny. I jakie bity do nich pasują. Teraz zresztą wiem znacznie więcej, niż przy okazji debiutu, bo zaczęłam się tym bardziej interesować produkcją i techniką nagrywania. To zaprocentowało na „Seeking Thrills”.

MM: Widziałem Cię na Kraków Live Festival 5 lat temu i pamiętam, że skojarzyłaś mi się z Björk. Niesamowicie mieszałaś też wówczas triphop z grimem. 23 lutego wystąpisz w warszawskiej „Hydrozagadce”. Rozumiem, że możemy się spodziewać czegoś nieco innego?

Georgia: Tak (śmiech). Nie gram już tak jak wtedy, gdy mnie widziałeś.Teraz moje koncerty są dużo bardziej taneczne, wciągające do zabawy. Chcę żeby ludzie się na nich świetnie na nich bawili. Także jeżeli przyjdziesz na koncert, to sam się przekonasz. Zapraszam!

MM: Dziękuję za rozmowę. 

Foto: Joseph Connor


Rozmawiał: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load