Wywiady

Krzysia Górniak

2020-05-19

„Memories” naszej flagowej gitarzystki jazzowej Krzysi Górniak, to muzyczna opowieść o tęsknocie, o kruchości ludzkiego losu, ale i uniwersalna coda do czasów minionych. O szczegółach tego wydawnictwa artystka opowiedziała nam osobiście.

Rozmowa z: Krzysia Górniak

MM: Mam wrażenie, że na "Memories" nie tylko wspominasz tych, którzy odeszli, ale także wyrażasz tęsknotę za czasami, które już minęły?

KG:  „Memories” to bardzo tęskniąca płyta, ale tylko o tyle, o ile życie każdego z nas jest tęsknotą za marzeniami. Emocje w niej uchwycone zawierają piękne wspomnienia tych wydarzeń, które na zawsze warto nosić w sobie. To także bardzo filozoficzne podejście do sensu i celów życia. Odwieczne pytanie o egzystencję, po co i dlaczego jesteśmy tu i teraz, co to jest czas, gdzie się zaczyna i kończy? Jako istoty jesteśmy tutaj tyko na chwilę i stajemy się sumą naszych wrażeń. Proces twórczy to bycie w teraźniejszości, ale jednocześnie sięganie do wspomnień. Inspiracja dla kompozycji to zawsze lawirowanie pomiędzy tym, co jest teraz, a tym co było. Na ile jest to tęsknota za tym co już minęło? Myślę, że tęsknota pojawia się wtedy, gdy nie możemy już wrócić do chwili, która się w nas odcisnęła i pozostaje już tylko marzeniem. Myślę, że „Memories” dotyka tych tematów.

MM: To czuć w kolejnych kompozycjach na płycie. Wiem, że mocno przeżyłaś odejście Grzegorza Grzyba. Grał w Twoim zespole. Dla niego napisałaś "Touch Of Your Soul" prawda?

KG: Tak, odejście Grzegorza Grzyba, mojego przyjaciela i perkusisty, z którym grałam na ostatniej płycie „Moments”, było takim momentem przewartościowania dla mnie wielu muzycznych spraw. Zmieniłam skład zespołu, na kilka miesięcy zawiesiłam pracę nad nową płytą. Plany były na wrzesień, październik 2018, a realnie nad „Memories” zaczęłam pracę na wiosnę 2019. „Touch Of Your Soul” napisałam w sierpniu 2018 po pogrzebie Grzesia Grzyba w Stargardzie. Był to dla mnie emocjonalny szok i pewnego rodzaju zatrzymanie. Uświadomienie sobie kruchości losu. Graliśmy tam w duecie z Łukaszem Makowskim w amfiteatrze w parku koncert i gdy wybrzmiewał utwór „Meditation”, zaczęły bić dzwony w katedrze, w tej samej tonacji co kompozycja - d-moll. To było coś niezwykłego. Zawsze, gdy stajemy w obliczu takich niezwykłych zbiegów okoliczności, mamy do czynienia z rodzajem katharsis. Potem napisałam „Touch Of Your Soul” z dedykacją ku pamięci Grzesia Grzyba.

MM: Na płycie dałaś dużo miejsca do gry pianistom - Michałowi Wróblewskiemu i Piotrowi Wrombelowi. Z czego to wynika?

KG: Bardzo lubię grać w kwartecie w klasycznym składzie: gitara, fortepian, kontrabas i perkusja. Przy czym ten fortepian to czasem rhodes, czy syntezator, a kontrabas staje się gitarą basową. Brzmienie gitary i sposób grania jaki preferuję, potrzebuje harmonicznego dopełnienia. Moje kompozycje opierają się na ciekawych strukturach melodyczno-harmonicznych i lubię, gdy następuje współgranie między pianistą, a instrumentem solowym. Swoista igraszka, wymiana motywów, improwizacja, to są rzeczy, które preferuję. Fortepian też dzięki swojej niepowtarzalnej strukturze i możliwościom akompaniującym, a także menzurze jest instrumentem, który kolorystycznie preferuję. Pianiści, z którymi grywam, to wybitne indywidualności, choć każdy z nich jest inny. Cieszy mnie ta różnorodność.


MM: Dzięki temu, że kompozycje są dość długie - średnio 7 minut. „Sweet Almonds” ma nawet ponad 9. Wszyscy mieli okazję się wykazać. To też było założeniem, czy wyszło raczej samoistnie?

KG: Podczas komponowania nie skupiam się zupełnie na czasie kompozycji, tylko na jej strukturze, a także na tych emocjach, które chcę przekazać. Moja muzyka jest w dużej mierze ilustracyjna, przepełniona wrażeniami.  Płyty z muzyką improwizowaną rządzą się innymi prawami, niż te z muzyką pop. Tutaj nie ma limitów czasowych. Jest tylko to, co będzie dobrze brzmiało, to co wynika z założeń aranżacyjnych danej kompozycji. Melodia jest najważniejsza i pokazywana na początku, choć może poprzedzać ją wstęp jak w „Cardamom Coffee”. Potem improwizujemy i całość zamykamy końcowym tematem, czasem jest też coda. Nie zakładamy czasu, lecz ilość chorusów do improwizacji, czasami gitara gra kilka chorusów improwizacji, bo to płyta gitarowa i często ma trochę dłuższe partie do improwizacji niż inne instrumenty. Natomiast wersje singlowe są już skracane do około 3 min 30 sekund, to tzw. wersje radiowe.

MM: Produkcją zajęli się Jeremiasz Hendzel i nieodżałowany Winicjusz Chróst. Te 3 utwory to jego ostatnie produkcje?

KG: Nagrania do płyty „Memories” odbyły się w dwóch sesjach: pierwsza w końcu czerwca w Quality Studio w Warszawie, realizowana przez Jeremiasza Hendzla i druga na początku października w Studio Chróst w Sulejówku,realizowana przez Winnicjusza Chrósta. Winiek miksował cala płytę, natomiast masterował Jeremiasz. Znamienne jest to, że „Memories” to ostatnia płyta, przy której pracował Winicjusz Chróst, który odszedł po ciężkiej chorobie na pięć dni przed premierą. Zrealizowałam z nim lub przy jego współpracy moich ostatnich 7 płyt. Dlatego „Memories” to dla mnie zamknięcie pewnego etapu w życiu. Z Winkiem rozumieliśmy się bez słów. Wiedział jakiego brzmienia gitary oczekuję, jak w miksie ma być wszystko zrealizowane. Znał mój smak i gust muzyczny. We wspomnieniach pozostaną dla mnie długie godziny spędzone obok Winka podczas miksów, wielokrotne odsłuchiwanie, porównywanie nagrań do innych współczesnych płyt, żeby znaleźć ten właściwy sound. No i rozmowy o sensie i celach życia, twórczości i duchowości.

MM: Myślisz, że w przyszłości spotkasz jeszcze takiego producenta, który równie dobrze będzie rozumiał Ciebie i Twoją muzykę?

KG: Mam taką nadzieję, to bardzo ważne z kim się współpracuje. Każdy jest niepowtarzalną jednostką, trudno jest znaleźć równie dobrze dobrane duety, jeśli z kimś się współpracuje latami, ale ja jestem otwarta na nowe doświadczenia i ciekawa tego, co przyniesie przyszłość. Być może będę musiała przewartościować brzmieniowo swoje oczekiwania. Zobaczymy.

MM: Mając tak pokaźny dorobek artystyczny, jak udaje Ci się rozwijać swoją muzykę, gdzie szukasz inspiracji?

KG: Gdy rozpoczynałam przygodę z twórczością i komponowaniem, nie miałam żadnych założeń. Po prostu robiłam to, co wypływało z mojego serca. Inspiracją dla mnie zawsze jest po prostu życie i suma doświadczeń, jakich doznaję. Przyroda i podróże także są bardzo ważne. Myślę, że twórczość jest autentyczna, gdy czerpiemy z pokładów własnego wnętrza. Odbiorcy zawsze to czują. Tam, gdzie zawarta jest radość, szczęście, pewne marzycielskie wizje, lub smutek żal, ból i rozpacz po stracie najbliższych, to wszystko dla mnie są inspiracje, które zapisuję w muzyce. Dzięki temu, że muzyka ma tak szerokie możliwości interpretacji, każdy odbiorca może w mojej muzyce odnaleźć część siebie, swoich własnych marzeń, emocji i uczuć, to czyni ją ponadczasową.

MM: Pewnie chciałbyś ją teraz pograć na żywo. Koncerty online wchodzą w ogóle w rachubę w Twoim przypadku?

KG: Gram codziennie, ćwiczę i pozostaję w formie. Choć szczerze powiem - zastanawiam się, kto będzie tego słuchał. Mam nadzieję, że niedługo sytuacja wróci do normy, oczywiście brakuje mi grania na żywo. To określa artystę improwizatora, że pozostaje w kontakcie ze zgromadzoną publicznością. To jest esencja jazzu, gdy twórca i odbiorca grają w tej niezwykłej grze wymiany energii na koncercie. Muzyka w sieci jest tego pozbawiona. Jakby okrojona z tej ważnej cechy, tej autentyczności bycia w procesie gry. W koncertach online, których teraz wiele się zaczęło pojawiać, brakuje mi czegoś i nie wiem jeszcze, czy się na taki koncert zdecyduję. Na pewno musielibyśmy być razem z zespołem, lub w duecie czy trio, żeby stworzyć coś razem, wykreować jakość na żywo.


Rozmawiał: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load