Wywiady

Nanga

2020-11-11

Wiadomość o zawieszeniu działalności przez grupę Lao Che zaskoczyła pewnie niejednego słuchacza. Tymczasem klawiszowiec Filip „Wieża” Różański i perkusista Maciek „Trocki” Dzierżanowski postanowili stworzyć nowy projekt. Zapraszając od współpracy wokalistkę i autorkę tekstów Magdę Dubrowską, nagrali materiał pod szyldem Nanga. Album „Cisza w bloku” to niespokojna, przepełniona duchem elektronicznym opowieść, która świetnie pasuje do bieżącego czasu. O kulisach powstania grupy, procesie tworzenia materiału oraz kilku jego niuansach cała trójka opowiedziała mi osobiście.

Rozmowa z: Nanga

MM: Czy materiał muzyczny, który podpisaliście szyldem Nanga powstał jeszcze  przed ogłoszeniem informacji o zawieszeniu działalności przez Lao Che?

MD: Myślę, że powstawał mniej więcej w tym samym czasie. Wiedzieliśmy oczywiście dużo wcześniej o tym, że Lao Che zawiesi swoją działalność i niewątpliwie była to sytuacja, która zmobilizowała nas do działań, które finalnie doprowadziły nas do powstania nowego zespołu oraz nagrania płyty "Cisza w bloku" Sam  pomysł robienia muzyki z Filipem kiełkował w nas już dużo wcześniej, czego dowodem jest utwór "Szakira", który powstał kilka lat temu.

FW: Materiał z pewnością powstał zanim informacja o zawieszeniu działalności poszła w świat. Z Maćkiem od lat działamy muzycznie i pewne było dla mnie, że zaowocuje to finalnie wspólną płytą.

MM: Mówicie, że pierwsza była "Szakira". Czy to był jednocześnie pierwszy utwór, który zaproponowaliście Magdzie?

FW: Pierwszym utworem, który zaproponowaliśmy Magdzie był singlowy  "Profet".

MD: Kiedy z Filipem mieliśmy już kilka zaaranżowanych piosenek wymyśliliśmy, że zrobimy ep-kę i wydamy tylko cztery utwory, do których zaprosimy różnych wokalistów i wokalistki. Wśród tych pierwszych czterech utworów był min. utwór roboczo nazwany przez Filipa "Profet ". Charakter i brzmienie tego numeru jest dosyć specyficzne i szukając  odpowiedniego głosu, przypomniałem sobie o wokalistce Gangu Śródmiescie, a wczesniej Utraty Skład. Dla mnie od samego początku głos Magdy pasował tam idealnie. Nigdy wcześniej się nie poznaliśmy, więc napisałem do niej, przedstawiłem nasze oczekiwania i po chwili miałem odpowiedź, że wchodzi w to. Magda miała pełną dowolność z naszej strony, jeżeli chodzi o tekst i interpretację muzyki. Co ciekawe, to ten roboczy tytuł "Profet" chyba ją w pewien sposób naprowadził na tekst całego utworu, chociaż oczywiście nie było to przez nas zamierzone. Po jakimś czasie Magda odesłała nam demo wokalu. Usiadło nam i umówiliśmy się na finalne nagranie u Filipa w Wieża Studio. Tam się poznaliśmy.

MM: No właśnie, te teksty kapitalnie uzupełniają się z muzyką. Magda, teksty pisałaś po usłyszeniu podkładów muzycznych od chłopaków, czy sama proponowałaś im liryki, a oni tworzyli pod to aranże?

MD: Wszystkie teksty pisałam do gotowych utworów. To był taki muzyczny ping pong, dostawałam muzykę od Maćka i Filipa i to mnie w jakiś sposób inspirowało i naprowadzało na treść oraz klimat tekstu. Punktem wyjścia był wspomniany "Profet ", bo on też wyznaczył tekstowy pejzaż całego albumu w postaci takiej osiedlowej, blokowej dystopii, podszytej jednak sporą dozą absurdu i groteski.

MM: Mam wrażenie, że dotykają one znacznie szerszego kontekstu. Nie tylko takiego 'blokowego'  ale i tożsamościowego ("Dziki Zachód"), nostalgią za dawnymi czasami ("Smutne lato", "Parawanizm"), czy współczesności ("Ludzie rowery", "Jak dinozaury")

MD: Tak, oczywiście, te bloki to tylko taki kontekst, krajobraz, a jeśli chodzi o konkretne utwory, to opowiadają one bardzo różne historie. Głównie czerpałam z rzeczywistości, która mnie otacza w realu, ale też z tej wyobrażonej. W ten sposób z jednej strony mamy w tych tekstach coś z życia wziętego i aktualnego, jak np. w przypadku „Szakiry”, która jest wręcz reportażem z nie cieszącej się w Warszawie dobrą sławą dzielnicy Wrzeciono, „Dzikiego Zachodu ”, gdzie dałam upust swojej niezgodzie na traktowanie kobiet, osób LGBTQ i wszelkich innych mniejszościowych grup w tym kraju, czy utworu „Jak dinozaury” , w którym z kolei poruszam temat katastrofy klimatycznej. Z drugiej strony - to wszystko jest przefiltrowane przez warstwę symboli, postaci i zjawisk z popkultury czy literatury, tego imaginarium, które jest mi bliskie.

MM: I to wszystko zebraliście pod tytułem "Cisza w bloku", który zdaje się nawiązuje do znanego utworu Deutera?

MD: Ten refren z "profeta", który przyjęliśmy jako tytuł całej płyty najlepiej oddawał klimat albumu. Wyobraziłam sobie taki świat, gdzie już nie słychać tych kłótni za ścianą, tego "charczenia i spluwania i szurania", o których śpiewał nieodżałowany Paweł Kelner Rozwadowski i wyszedł mi z tego taki trochę świat po apokalipsie. Miała być niby idylla, ale jak już to napisałam, to sama się przeraziłam i pomyślałam, że może jednak ten blokowy rejwach, te remonty i wiertarki, to jest coś potrzebnego nam do życia.


MM: I mimowolnie można ten tytuł zdaje się potraktować jako hołd dla Pawła, który niedawno odszedł?

MD: No niestety, bardzo smutno się złożyło. Hołd oczywiście! Punks not dead!

MM: Utwory są dość zróżnicowane. Pojawia się nawet puls reggae w "Smutnym lecie", czy IDM przechodzący wręcz w disco w "Steinwayu". Skąd taki rozstrzał?

FW: Jeśli miałbym to najprościej wytłumaczyć to wynika to z tego co wynieśliśmy z grania w poprzednich składach, a dokładnie, że granie jednego gatunku muzyki na dłuższą metę jest zwyczajnie nudne. Przynajmniej z mojej perspektywy tak to wygląda. A po co się nudzić, skoro można tworzyć bardzo różne stylistycznie utwory,  jednocześnie dobrze się przy tym bawiąc?

MM: Magda, skąd pomysł, by przywołać postać Jadwigi Smosarskiej w "Parawaniźmie"?

MD: Lubię przedwojenne kino. Trochę się na nim wychowałam, bo kiedyś, kiedy w telewizji były dwa kanały, leciał program "W starym kinie" i do dziś mam w głowie tę czołówkę z animowanym facecikiem w cylindrze i z melodią Władysława Szpilmana do piosenki "W małym kinie" Fogga. Wciąż lubię sobie czasem obejrzeć te filmy z międzywojnia, bardzo mnie to wzrusza. Było wiele diw i amantów przedwojennego kina, Smosarska poniekąd symbolizuje ich wszystkich. Bo los tych aktorów i aktorek był zwykle tragiczny. Byli u szczytu kariery i popularności, kiedy wybuchła II wojna światowa i w większości albo nie dożyli jej końca, zginęli w obozach albo w powstaniu, a w najlepszym wypadku wyemigrowali i po wojnie byli już całkiem zapomniani.

MM: Jakiś czas temu rozmawiałem z Rafałem z grupy  TABU, który powiedział mi, że nie ma nowej, młodej publiczności reggae i że brakuje nowych wykonawców w tym gatunku w Polsce. W "Smutnym lecie" śpiewasz, że "dziś nikt już nie słucha reggae". Rzeczywiście tak jest?

MD: Tak mi się wydaje, chociaż nie jestem żadną ekspertką w dziedzinie reggae. Ale rozmawiałam raz z moim kolegą wielkim zapaleńcem, koneserem reggae i dub, a także kolekcjonerem płyt i selekcjonerem - Łukaszem „Junglemanem” Włostowskim, który mówił mi mniej więcej to samo. Czyli że nie ma już dla kogo grać. Chyba w ogóle jest tak w dziejach muzyki, że niektóre gatunki w niektórych momentach są bardziej nośne, potem przestają kręcić, a potem znowu wracają. Więc może reggae za chwilę znów będzie święcić triumfy.

MM: W "To nic" zaśpiewała Basia Wrońska?

MD: Tak jest. Jak już wspomniałem wcześniej początkowo mieliśmy z Filipem pomysł, aby wydać mało w Polsce popularną formę wydawniczą, a mianowicie ep-kę z czterema utworami. Jedną z piosenek utrzymaną w spokojnym, transowym klimacie zainteresowaliśmy Barbarę Wrońską, która zgodziła się napisać tekst oraz zaśpiewać.

FW: Tak, w sumie od samego początku, kiedy to powstała muzyka do tego utworu mieliśmy w głowie głos Basi, który bardzo nam się z Maćkiem podobał. Bardzo ucieszyliśmy się kiedy przystała na współpracę, a radość była jeszcze większa, kiedy usłyszeliśmy napisaną przez nią piosenkę.

MM: A w których utworach pojawili się Karol Gola i Michał Sobolewski?

MD: Karol Gola miał bardzo duży wkład w ten materiał. Pojawia się w każdym utworze. Oprócz wszystkich instrumentów dętych, nagrał również kilka klawiszy. Jego zaangażowanie było bardzo pomocne i inspirujące zarazem. Michał Sobolewski nagrał dla nas gitary, które wykorzystaliśmy w większości utworów. Niesamowity muzyk. W trakcie jednej kilkugodzinnej sesji, nie znając wcześniej utworów, nagrał znakomite partie.

MM: Poza tym, zdaje się, że wszyscy we trójkę obsługiwaliście na płycie samplery?

MD: Takie trio samplerzystów (śmiech).

MM: No właśnie - zmierzam do kwestii ewentualnych koncertów, bo myślę że z takim materiałem spokojnie moglibyście wystąpić zarówno na Openerze, Audioriverze lub Nowej Muzyce, jak i na Soundedit.

MD: Myślę, że ten materiał ma duży potencjał, żeby w sposób interesujący zaprezentować go na żywo. Dużo pracy przed nami, wiec zaraz po premierze zabieramy się do tego. Mimo dzisiejszych obostrzeń i praktycznie braku grania koncertów, postaramy się jak najlepiej przygotować ten materiał do zaprezentowania na scenie, kiedy to będzie możliwe.

MM:  Poza tym ten materiał świetnie nadaje się także do remiksowania

FW: Bardzo nas to cieszy!

MM: Jest klip do "Profetu", który jednocześnie wprowadza odbiorcę do Waszego świata i twórczości. A będą kolejne?

MD: Wkrótce będzie można zobaczyć lyric video do kolejnego singla.


Rozmawiał: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load