Wywiady

Ptakova

2020-11-27

Natalia Ptak czyli Ptakova wydała debiutancki album tuż przed "trzydziestką". W wywiadzie z nami opowiedziała między innymi o powstaniu płyty "Suma Wszystkich Dźwięków".

Rozmowa z: Ptakova

- Pierwsza rzecz, na którą zwróciłem uwagę na tej płycie to intrygująca okładka, której znaczenia lub przesłania nie potrafię jednak rozgryźć. Możesz pomóc w rozwikłaniu tej zagadki?

- Bardzo ważna jest dla mnie łączność z naturą. Odgrywała ona znaczącą rolę przy powstawaniu tej płyty i pomagała odetchnąć, gdy głowa pełna była zbędnych myśli. Zależało mi, aby zawrzeć to w oprawie graficznej Sumy wszystkich dźwięków. Stąd właśnie księżyc, kamienie, mech czy światło dzienne. Zresztą, album w warstwie muzycznej zawiera sporo inspiracji etnicznymi brzmieniami, dźwiękami natury, afrykańskimi plemionami, a do tego – w trosce o naszą planetę – został wydany w ekologicznym opakowaniu. Działam w zgodzie ze sobą i chciałam, żeby odbiorcy mogli zobaczyć tę moją naturalną, codzienną odsłonę. Cieszę się również ogromnie, że osoby, z którymi pracowałam nad zdjęciami do tej płyty, od razu zrozumiały mój tok myślenia i pomogły w ukazaniu światu mojego wnętrza. Mam tu na myśli Wiktora Franko, który zrobił zdjęcia, Karolinę Wojciechowską odpowiedzialną za grafikę, Jakuba Solę z GreenBells, bez którego nie byłoby całej tej zieleni oraz Dominika Szatkowskiego, dobrze znającego moje naturalne upodobania makijażowe. Ta okładka to po prostu ja, w całej okazałości i codzienności.

- Jak należy rozszyfrować tytuł płyty „Suma Wszystkich Dźwięków”?

- To mój pamiętnik, zbiór przeżyć i najróżniejszych doświadczeń. Przez ostatnie kilka lat skrupulatnie zbierałam – czy to w głowie, czy to w notatniku i dyktafonie – swoje obserwacje, refleksje i emocje. Wszystko to doprowadziło do stworzenia kilkunastu historii zawartych na płycie. Potrzebowałam jedynie odpowiedniego miejsca, czasu i ludzi, którzy pomogliby mi przenieść głowę i serce na krążek.

- Gdy rozmawialiśmy na początku 2019 roku, miałaś nadzieję, że album powstanie do końca tamtego roku. Płytę dostaliśmy dopiero po ponad 1,5 roku od tej deklaracji. Biorę poprawkę na COVID-19, ale czy nie masz wrażenia, że cały ten proces powstawania i wydawania trwał za długo?

- Być może. Z drugiej strony wiem, że gdyby nastąpiło to wcześniej, ta płyta mogłaby brzmieć i wyglądać kompletnie inaczej. Nie wiem czy lepiej, czy gorzej, ale ja nie wierzę w przypadki. Wielokrotnie czułam w sobie potężną presję, aby skończyć ten proces szybciej i wreszcie zadebiutować długogrającym krążkiem. Teraz wiem, że wcześniej nie byłabym na takie rzeczy gotowa. Dopiero końcówka zeszłego roku uświadomiła mi, którą drogę chcę obrać i w jaki sposób nią podążać. Mogłabym przeprosić Was wszystkich za tak długie wyczekiwanie na ten album, ale czuję się z tym pogodzona i spokojna, że dzięki tak długiej pracy zrobiłam to tak, jak chciałam.

- Pomimo tego, że czas powstawania tej płyty był tak wydłużony, brzmi ona zaskakująco spójnie. Jak wyglądał proces tworzenia tego materiału? Czy te piosenki były sukcesywnie komponowane i nagrywane czy też najpierw zebraliście pomysły na muzykę, a później weszliście do studia i nagraliście te utwory hurtowo?

- Proces przebiegał bardzo naturalnie. Wpadałam do studia Marka Dziedzica i tworzyliśmy, nagrywaliśmy utwory na bieżąco. Czasem coś powstawało na miejscu, czasem pracowaliśmy zdalnie, a czasem musieliśmy zjeść zupę i pomyśleć, czy wcześniejsze kilka godzin pracy nad jednym szkicem w ogóle ma sens. Nie planowaliśmy w szczególny sposób tych działań. Zdarzało się, że jednego dnia Marek wysłał mi pomysł na jakiś numer, a następnego biegłam do niego w podskokach, by jak najszybciej to zarejestrować. Bywało też tak, że podchodziliśmy do piosenki kilkanaście razy, a i tak ostatecznie całkiem z niej zrezygnowaliśmy, bo nie podobały nam się żadne refreny, które do niej stworzyliśmy. Myślę, że obojgu nam wiele rzeczy wychodziło spontanicznie i pod wpływem krążącej energii. Praca nad płytą to bardzo ciekawy i trudny miejscami proces. Nie jest to już jednorazowa przygoda z singlem, a złożony i długi tryb aktywności. Trzeba być uważnym, wnikliwym, wcielać się w różne postaci i do tego uczyć się asertywności oraz kompromisów jednocześnie.


- Producentem i autorem muzyki na tej płycie jest Marek Dziedzic. Jak wyglądała Wasza współpraca na polu kompozytorsko-produkcyjnym i jaki był Twój udział w powstawaniu muzyki?

- Jak wspomniałam już wyżej – pracowaliśmy wspólnie, na zasadzie wymiany energii i pomysłów. Czasami Marek wysyłał mi swoje muzyczne szkice na maila, a ja siadałam w domu do tekstów i linii melodycznych; czasami ja miałam jakąś propozycję i próbowaliśmy przełożyć ją na dźwięki. Panna Cotta na przykład powstała w wyniku wspólnego jamowania z gitarą akustyczną, a w A gdybym Marek rozłożył mnie na łopatki, praktycznie w całości tworząc muzę i linię melodyczną.

- Wśród 13 kompozycji, które trafiły na „Sumę Wszystkich Dźwięków” nie ma trzech singli „Wiatr”, „Czar” i „Ratunku”. Dlaczego?

- Myślę, że przede wszystkim dlatego, że te trzy single stworzyły dla mnie – jak już teraz wiem i czuję – doskonałą bazę poszukiwawczą. Długo zastanawiałam się nad własnym kierunkiem muzycznym. Każdy z wymienionych przez Ciebie utworów był krokiem prowadzącym mnie do Sumy wszystkich dźwięków i każdemu zawdzięczam piękną lekcję oraz nowe doświadczenia. Gdy stworzyliśmy z Markiem Dziedzicem pierwszy wspólny utwór Kastaniety wiedziałam, że to jest moja droga do debiutanckiego albumu.

- W dotychczasowym dorobku masz na koncie kilka ‘featuringów’ - z Mioushem i Pioną. Tym bardziej jestem zdziwiony, że na tej płycie nie słyszymy żadnego gościa ‘wokalnego’….

- Może właśnie dlatego, że mam na swoim koncie wiele featuringów, z których jestem szerzej znana i kojarzona, pragnęłam zrobić album, który będzie tylko mój i pokaże to, co gra w duszy Ptakovej, a nie innym artystom.

- Ważnym elementem tego albumu są świetne teksty piosenek. W naszej rozmowie z lutego 2019 roku stwierdziłaś, że chciałabyś w przyszłości „poeksperymentować z różnymi autorami tekstów piosenek”. Jak się ten eksperyment skończył? Na tej płycie jesteś autorką lub współautorką wszystkich tekstów….

- No i poeksperymentowałam! Jest przecież niesamowity Jacek Szymkiewicz, z którym pracowałam nad prawie wszystkimi utworami. Prawie, bo Bez nas, które znajduje się na płycie pod numerem trzynastym, wyprodukował Kuba Karaś, a tekst napisała zdolna Kasia Lins.

- Jaka była rola Jacka Szymkiewicza czyli Budynia z Pogodna w pisaniu tekstów na tę płytę? Widnieje on jako autor tekstów, a jednocześnie w info prasowym można przeczytać, że teksty napisałaś „pod jego czujnym okiem”.

- W pewnym momencie, gdy mieliśmy już praktycznie gotowy materiał na płytę, uznaliśmy zgodnie z Markiem i wytwórnią, że tekstom, które napisałam brakuje nieco wyrazistości i kolorytu. A i ja sama czułam jakiś wewnętrzny niedosyt. Zaprosiliśmy więc do współpracy Jacka Szymkiewicza, aby pomógł mi okiełznać tę liryczną przestrzeń. Współpraca z nim przypominała trochę najlepszej rangi warsztaty songwriterskie. Wiele się nauczyłam, dostałam mnóstwo wskazówek i takiej ludzkiej dobroci, wsparcia oraz ciepła. To niesamowite, ale naprawdę proces twórczy nad tą płytą był dla mnie jedną z najwspanialszych przygód i lekcji, w dodatku z tak cudownymi ludźmi. Jestem za to bardzo wdzięczna.

- Płyta się ukazała, możliwości promocyjne w postaci koncertów są na razie zerowe. Może jest to czas na zbieranie kolejnej „sumy dźwięków”?

- Coś w tym jest, bo czuję już, jak spływa ze mnie cała fala emocji po premierze i mogę powoli oddychać nową energią. Może to dobry znak, by zacząć rozmyślać o nowym albumie? Nie poprzestając przy tym oczywiście na działaniach promujących Sumę i nie odpuszczając przygotowań do koncertów – co to to nie!

- Dziękuję za wywiad. 


Rozmawiał: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load