Wywiady

Dezerter

2021-02-26

Klasycy rodzimego punk-rocka z grupy Dezerter wydali pierwszy od 7 lat nowy album studyjny "Kłamstwo To Nowa Prawda". Z tej okazji porozmawialiśmy z perkusistą i autorem tekstów Krzysztofem Grabowskim.

Rozmowa z: Krzysztof Grabowski

 - Dezerter nie jest zespołem wydającym płyty zbyt często. „Kłamstwo To Nowa Prawda” jest Waszym pierwszym długogrającym albumem od 7 lat. Wcześniejsze płyt ukazywały się co 4-6 lat. Czy jest tak, że nagrywacie nową muzykę wtedy, gdy macie coś ważnego do przekazania lub skomentowania?

- Wydaje mi się, że w pewnym stopniu – tak. Po trochu wynika to z tego, że nie chcemy sobie strzępić języka, że się tak kolokwialnie wyrażę i jak już coś robimy, to mamy naprawdę wielką potrzebę oraz pomysł na to. To jest jedna strona medalu, chyba ta najważniejsza. Zaś druga jest taka, że jesteśmy już starym zespołem, nagraliśmy sporo tych rzeczy. Zbyt częste nagrywanie nowych płyt chyba by nas trochę dobiło, bo jednak jest to bardzo kosztowne, a ludzie tych płyt później nie kupują aż tak wiele. Ale to jest sprawa drugorzędna, bo nigdy nie przeliczamy naszej muzyki na ilość sprzedanych albumów. Tak więc głównym powodem takiej a nie innej częstotliwości wydawanych płyt przez Dezertera jest potrzeba powiedzenia czegoś ważnego.

- W tym roku mija 40 lat od powstania Dezertera. Czy ta rocznica miała jakiś wpływ na tę nową płytę na zasadzie – z okazji tej rocznicy wydamy naprawdę coś extra?

- Nie, w ogóle nie braliśmy tej rocznicy pod uwagę. Pierwotnie ta płyta miała się ukazać jeszcze w ubiegłym roku, a powstała trochę z wymogu czasu. Najpierw mieliśmy pomysł, aby wydać cykl ep-ek, bo ta z 2019 roku pod tytułem „Nienawiść 100%” poszła nam bardzo fajnie. Jej nagrywanie nie zajęło nam dużo czasu, nie musieliśmy przerywać grania koncertów, krótko mówiąc – pasowało nam to z logistycznego punktu widzenia. Ale potem przyszła ta dziura koncertowa spowodowana pandemią i siłą rzeczy nie było sensu siedzieć na tyłku i patrzeć w ścianę tylko trzeba się było wziąć do roboty i tak też zrobiliśmy.

- Jak wygląda proces powstawania płyt Dezertera?

- Proces twórczy jest złożony i wygląda różnie. Raz zaczynamy od kompozycji, innym razem od tekstu. Natomiast jeśli chodzi ci o pracę w studiu to zawsze staramy się zachować sposób nagrywania muzyki i brzmienia płyty, by był jak najbardziej spójny z graniem na żywo. Nagrywamy wszystkie instrumenty na raz, ale w pierwszej fazie stawiamy na rejestrację bębnów. Gitary nagrywamy w „linię”, by nie „wchodziły” w mikrofony od perkusji. I następnie do tego, co już zostało zarejestrowane dodaje się gitary zagrane na piecach – na całej głośności, ale już bez bębnów. Wynika to ze specyfiki studia nagraniowego i naszych możliwości technicznych.

- Uwagę zwraca okładka nowej płyty, na której widać między innymi trzy małpki z instrumentami w dłoniach. Czy symbolizują muzyków Dezertera?

 - Ja jestem tylko pomysłodawca tej okładki. Wykonawcą jest Paweł Garwol. Zanim doszliśmy do porozumienia jak to ma wyglądać rozmawialiśmy, pokazywaliśmy sobie wstępne projekty i w końcu mamy efekt. Każdy może wymyślić sobie własną interpretację. Ja sobie pomyślałem, że jesteśmy trochę jak takie małpki wystawione na widok publiczny, które są otoczone całym ciężarem tego, co widzisz wokół nas, a więc betonowo-militarystyczno-politycznym światem. No i jest to mocna ironia, ale i troszeczkę ponury obraz rzeczywistości.


- Ale pomimo tego ponurego obrazu, na płycie pojawia się trochę nadziei, jak chociażby w przedostatniej na płycie kompozycji „Izolacja”…

- Absolutnie nie chcieliśmy dołować naszych fanów, chociaż powiem Ci, że gdy powstaje płyta Dezertera to nie ma planu, jak będą wyglądały teksty lub jak będą brzmiały piosenki. Powstają one na bieżąco. „Izolacja” była chyba przedostatnim utworem, do którego napisałem tekst. Trochę się nad nim męczyłem, bo dostałem od Roberta gotową linię wokalną, a pisanie tekstu do gotowej linii w języku polskim jest niezmiernie trudne. Język polski jest trudny i jeśli chce się w tekście piosenki zawrzeć jakąś istotną treść to trzeba się bardzo nagimnastykować, by to wszystko się „skleiło”. Tekst do tej piosenki jest straszną „kobyłą” w takim sensie, że jest tam dużo treści. Refren tej kompozycji powstał na samym końcu pracy nad tym tekstem. Pisząc zwrotki nie miałem pomysłu, jak z tego wybrnąć, jak odwrócić uwagę słuchacza od tego, że ludzie się sami zamykają w swoim świecie i izolują się na własne życzenie. Wydaje się im, że poza tym co widzą przed sobą nie istnieje dla nich inny świat. Z tego się biorą te wszystkie fobie i to całe wariactwo. No więc pomyślałem sobie, że dobrym rozwiązaniem będzie wystawienie głowy z tego swojego pudełka i rozejrzenie się po świecie, bo nie jest on wcale taki jednoznaczny jakby się nam mogło wydawać w tej tytułowej izolacji.

- Słuchając tej płyty miałem nieodparte wrażenie, że „Izolacja” byłaby idealnym optymistycznym zakończeniem tej płyty, zarówno tekstowo, jak i muzycznie. Jako ostatnia na albumie jest bowiem kompozycja „Brunatny”, w której Robert śpiewa o tym, że „brązowy to kolor g.wna”…

- „Brunatny” miał być miniaturką, lekkim żartem, ale wyszedł z tego pełnoprawny utwór za sprawą muzyki, którą dostarczył Robert. Najpierw bowiem powstał tekst mojego autorstwa i miałem początkowo inne wyobrażenie, jak można ten tekst ubrać w muzykę. Ale Robert ubrał go w ten sposób i spodobało się nam to, co zaproponował. Cały czas mieliśmy przekonanie, że to jest właśnie taka miniaturka, którą wstawimy gdzieś tam na końcu płyty. I potem rzeczywiście nie pomyśleliśmy o tym, o czym ty pomyślałeś, aby tę kolejność odwrócić, ale zostało jak zostało.

- W kompozycji „Punkt Bez Powrotu” możemy usłyszeć, że wkrótce ten punkt bez powrotu miniemy. Myślisz, że jest szansa, aby uniknąć przekroczenia tego punktu, czy już go minęliśmy?

- Całe życie mam nadzieję, że nie przekroczymy punktu bez powrotu. Zresztą zawsze człowiek ma nadzieję, że jedna banda świrów nie będzie tym światem rządzić, a druga im przytakiwać. Liczę na to, że swoimi działaniami, sposobem życia czy swoimi piosenkami sprawimy, że choć minimalna ilość osób zacznie się zastanawiać i jednak ten trend, który jest spowodowany również dostępem do najnowszych technologii, zostanie choć trochę wyhamowany. Powstaje jednak pytanie: jak bardzo i kiedy to się stanie? Jeżeli w ogóle się uda to zrobić.

- Nie wiem czy się ze mną zgodzisz, ale ja widzę nadzieję w młodzieży, która nie jest tak podatna na propagandę lejącą się na przykład z państwowych mediów….

- Tak, mam podobne odczucia i mam podobną nadzieję, że młodzież się trochę ocknęła. Być może trochę za późno, ale lepiej późno niż wcale. Młodzi ludzie zobaczyli nagle, że ktoś grzebie przy ich życiu i oni będą zbierać tego konsekwencje. Ta rewolucja technologiczna doprowadziła do tego, że ludzie rzeczywiście żyją trochę w wirtualnym świecie i często, zwłaszcza osoby młode, nie mają jakiś szczególnych problemów. To, czego potrzebują znajdą sobie w Internecie, gdzie mają zapewnioną rozrywkę i praktycznie wszystko to, co chcą mieć. I to im pasuje. Natomiast w pewnym momencie nadchodzi punkt krytyczny, w którym następuje przegięcie pały przez polityków i wtedy społeczeństwo, a zwłaszcza jego młoda część, budzi się i zaczyna się tym interesować. I to właśnie daje nadzieję, bo jak już się czymś interesujesz, to się czegoś dowiesz, a jak już to zrobisz, to się okaże, że ktoś chce decydować za ciebie i urządzi ci taką przyszłość, że nie będziesz w niej miał zbyt komfortowo albo może być nawet bardzo źle. I tutaj cała nadzieja w tym, że młodzież zmieni swoje wybory, bo do tej pory, z tego co pamiętam, na partię rządzącą młodych ludzi głosowało bardzo dużo. Więc być może ten trend się odkręci i byłbym z tego powodu bardzo szczęśliwy.

- Czy nie uważasz, że w pewien sposób za tę obojętność młodzieży na to, co się działo w Polsce, odpowiedzialni są także artyści? Nie mam tu na myśli takich artystów jak Dezerter, Analogs czy Farben Lehre, którzy jesteście „uświadomieni politycznie”, ale gwiazdy młodego pokolenia.

- Tak się dzieje, bo młodzi mają teraz inne priorytety i problemy w związku z czym sposoby kontestacji również się zmieniły. Nie muszą śpiewać o tym piosenek czy zakładać zespołów i grać, bo wystarczy im, że coś tam napiszą w mediach społecznościowych i uważają, że sprawa jest załatwiona. Także w tym przypadku muzyka nie ma nic do tego. Wiesz, muzyka nigdy niczego nie zmieniła, najwyżej pomaga niektórym jednostkom uruchomić wyobraźnię czy szare komórki, co z kolei daje szansę, że choć niektórzy będą chcieli się nad pewnymi rzeczami zastanowić. Dezerter jest na marginesie i zawsze tak było. Szczególnie, że media dbają o to, by muzyka z treścią czy przesłaniem za bardzo się nie przebijała, ponieważ trzeba sprzedawać reklamy, a reklamy nie lubią towarzystwa zaangażowanych treści.

- Dziękuję za rozmowę.


Rozmawiał: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load