Wywiady

Balthazar

2021-03-09

Belgijska grupa Balthazar wróciła po rocznej przerwie z piątym albumem zatytułowanym enigmatycznie "Sand". Z tej okazji porozmawialiśmy z jednym z dwóch liderów zespołu - Jinte Deprezem, który opowiedział nam między innymi o genezie tytułu płyty, o jej okładce oraz wpływie COVID-19 na brzmienie nowych piosenek.

Rozmowa z: Jinte Deprez

- Po raz kolejny Balthazar zaskakuje znakomitą, ale i enigmatyczną okładką płyty. Dlaczego postanowiliście wybrać na okładkę „Sand” pracę holenderskiej artystki Margiet Van Breevort?

- Zobaczyliśmy ten obraz jakiś czas temu i na początku pomyśleliśmy sobie, że jest bardzo śmieszny, ale nas zaintrygował. Przedstawia bowiem dziwną, bardzo pulchną postać. Następnie na trochę o nim zapomnieliśmy. Ale gdy zaczęliśmy pisać teksty na nową płytę przypomnieliśmy sobie o tym zdjęciu. Szukaliśmy okładki, która oddałaby tematykę albumu „Sand”. Nowa płyta opowiada o niepokoju, braku umiejętności czekania, jest powiązana z ogólnie pojętym czasem. Więc gdy już powróciliśmy do tego obrazka, dowiedzieliśmy się, co on przedstawia. Jest to coś - człowiek lub stworzenie - siedzące w poczekalni w oczekiwaniu na wizytę u lekarza. Ta rzeźba przedstawia moment, w którym jesteś całkowicie świadomy sytuacji w której się znajdujesz, ale jednocześnie czujesz się w związku z nią niezręcznie i odczuwasz dyskomfort. Według nas ten obrazek idealnie oddaje klimat albumu związany z czasem. Skontaktowaliśmy się z Margiet, która wyraziła zgodę na wykorzystanie jej dzieła na okładce albumu „Sand”. Śmieszne, ale i trochę przerażające jest to, że emocje, które staraliśmy się przekazać na tej płycie stały się udziałem nas wszystkich. Wszyscy bowiem czekamy, aż się skończy ta pandemia.

- Można powiedzieć, że teksty na tej płycie stały się prorocze….

- Dokładnie tak. Teksty skończyliśmy pisać przed wybuchem pandemii koronawirusa. Pomimo, że na początku traktowaliśmy je nieco autobiograficznie, jako wywodzące się z naszych doświadczeń życiowych, naszego koncertowania, to z czasem stały się swojego rodzaju dziennikiem wspólnych emocji, które dotyczą nas wszystkich.


- Otwierającą album piosenkę „Halfway” wydaliście już na początku lutego 2020 roku…

- Zgadza się. Podczas trasy promującej naszą poprzednią płytę „Fever” z 2019 roku dobrze się bawiliśmy i cieszyliśmy się tym, że znowu gramy pod szyldem Balthazar. „Fever” jest albumem bardziej ekstrawertycznym niż wcześniejsze dokonania Balthazara i na koncertach widzieliśmy tańczących ludzi, co się wcześniej nie zdarzało. Pomyśleliśmy więc sobie: „OK, kontynuujmy to dalej i nagrajmy nowy album”. Dlatego tuż po zakończeniu tej trasy koncertowej zaczęliśmy pisać materiał na nową płytę i „Halfway” był jedną z pierwszych piosenek jakie stworzyliśmy z myślą o „Sand”. Gdy ją nagraliśmy postanowiliśmy ją natychmiast wydać, jeszcze zanim cały album został nagrany. Cieszę się, że trafiła ona na nową płytę.

- „Sand” jest płytą, na której jest więcej elektroniki niż na chociażby „Fever”. Dlaczego zdecydowaliście się na ten kierunek?

-  Tworząc ten materiał byliśmy zainspirowani tym, jak brzmimy jako zespół podczas tournée „Fever”. Pierwotnie planowaliśmy wejść do studia nagraniowego ze wszystkimi muzykami wchodzącymi w skład Balthazar i chcieliśmy oddać na tym albumie nasze koncertowe brzmienie. Gdy kończyliśmy pracę nad piosenkami rozpoczął się pierwszy lock down i nie byliśmy w stanie rozpocząć wspólnie sesji nagraniowych. Musieliśmy więc podjąć decyzję, w jaki sposób skończymy ten album. Postanowiliśmy, że lepiej nie walczyć z tą sytuacją, tylko spróbować ją okiełznać poprzez nagranie płyty na odległość. Siedzieliśmy w domach z laptopami, przesyłaliśmy sobie pomysły i w pewnym momencie okazało się, że zaczynamy aranżować nowe piosenki bardziej elektronicznie. Używaliśmy sampli perkusji z wersji demo utworów, wykorzystaliśmy syntezatory….

- Czy to oznacza, że tak naprawdę ta płyta została nagrana tylko przez Ciebie i Maartena? Obaj jesteście głównymi kompozytorami w Balthazar…

- Każda płyta Balthzara jest skomponowana przeze mnie i Maartena, ale gdy już stworzymy muzykę i wchodzimy do studia nagraniowego, pozostali muzycy dodają swój muzyczny wkład w postaci zagrania partii swoich instrumentów. Ale oni robią więcej niż tylko to. To są świetni muzycy i bez nich nie moglibyśmy nagrywać takich płyt Balthazar jakie chcemy. Na „Sand” także są obecni, ale prawdą jest to, że z powodu pandemii nowa płyta nie brzmi jak album koncertowy, ale stała się bardziej płytą studyjną. „Sand” jest piątą płytą Balthazar i fajnie, że jest pewnego rodzaju dźwiękową niespodzianką dla naszych fanów.


- Jest to jednocześnie najbardziej spójna stylistycznie płyta Balthazar. Zgodzisz się?

- Tak, jak najbardziej. Wiesz, zanim zaczęliśmy tworzyć płytę Fever działaliśmy przez dłuższy czas w naszych solowych projektach: ja w J. Bernardt, Maarten w Warhaus. Gdy zaczęliśmy znowu razem nagrywać jako Balthazar musieliśmy się znowu odnaleźć na nowo co słychać na „Fever”. Tym razem większość materiału, który trafił na „Sand” została skomponowana podczas trasy koncertowej, podczas której niemal non stop przebywaliśmy ze sobą, co ułatwiło stworzenie spójnej płyty.

- Dlaczego nazwaliście tę płytę „Sand”?

- To nawiązanie do utworu „Hourglass”. W klepsydrze znajduje się piasek, który jest metaforą upływającego czasu. A czas, jak już wspomniałem na początku naszej rozmowy, jest dominującym tematem na tej płycie. Szukaliśmy krótkiego słowa, które odnosi się do czasu i właśnie piasek w klepsydrze wydał się nam świetną metaforą.

- Byłem na koncercie Balthazar w Warszawie w lutym 2020 roku i byłem wręcz oszołomiony energią, która płynęła ze sceny. Zresztą sam wspomniałeś o tańczących ludziach i o tym, jaki to miało wpływ na Waszą decyzję o jak najszybszym nagraniu nowych piosenek. Chciałem jednak Cię zapytać: czy planujecie wydać kiedyś album lub DVD koncertowe?

- To pewnie byłby dobry pomysł, ale mamy dość chłodny stosunek do nagrywania koncertów. W sumie nawet nie wiem dlaczego. Chodzi mi o to, że nasze koncerty w porównaniu z płytami studyjnymi są bombastyczne i bardzo energetyczne. Wielu naszym fanom bardzo się to podoba, ale mnie osobiście nie podoba się ta bombastyczność, jeśli tylko słyszysz muzykę, ale nie widzisz, co się dzieje na scenie. Powinieneś być na koncercie, widzieć, co się dzieje na scenie. Uważam, że tylko tak powinno się odbierać muzykę w wersji live. Gdy masz w ręku samo nagranie audio, a nie widzisz strony wizualnej – tracisz bardzo dużo. Dlatego też nie kupuję płyt koncertowych i wolę na koncerty chodzić (śmiech).

- Dziękuję za rozmowę.

GALERIA z koncertu Balthazar w Warszawie - 27.02.2020

 

 


Rozmawiał: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load