Newsy muzyczne

Wywiad: Urszula

Urszula udzieliła nam wywiadu w związku z premierą jej nowej płyty koncertowej "Biała Droga Live". Zapraszamy do lektury.

Album „Biała Droga Live” ukazał się niecały rok po płycie koncertowej nagranej podczas ubiegłorocznego festiwalu Woodstock zawierającej niemal ten sam materiał. Dlaczego zdecydowałaś się na wydanie dwóch album koncertowych z tym samym materiałem?

U: Ubiegłoroczny album był zapisem koncertu na festiwalu Woodstock, który był, rzec można, wydarzeniem jednorazowym. Jurek Owsiak zaproponował nam zagranie koncertu, który miał być taką „rozgrzewką” przed właściwymi obchodami dwudziestolecia albumu „Biała Droga”. W 1994 roku, gdy Jerzy był na Woodstock Festival w Stanach Zjednoczonych, to puszczaliśmy mu pierwsze projekty kompozycji, które później trafiły na płytę „Biała droga”. Nagraliśmy album „woodstockowy” ze świadomością, że nie będziemy mieli wpływu na to, jak będzie ona zmiksowana, czy znajdą się tam jakieś zdjęcia. To miała być i jest płyta „owsiakowa”. Natomiast nowy album jest zapisem koncertów na tegorocznej trasie klubowej. W tym przypadku mieliśmy kontrolę nad miksami, a mastering został zrobiony u naszego przyjaciela w Stanach Zjednoczonych, z którym współpracujemy już od kilku albumów. Tutaj muszę powiedzieć, że była to moja pierwsza trasa klubowa po Polsce. Musiałam namówić na przyjście na koncerty moich starszych fanów, co było bardzo trudne oraz młodych ludzi, co też nie było łatwe. Wiele osób pytało: „Jak tak możesz grać w takich małych klubach?” albo „Jak możesz siedzieć w takich małych garderobach”. Odpowiadałam im: „Takie są właśnie kluby” i że nie muszę mieć super garderób z lustrami. Nie jestem divą. Dla nas liczył się klimat, muzyka i możliwość przekazania jej kolejnemu pokoleniu.

Nie kusiło Was, aby zamiast tego albumu nagranego w klubach, nagrać na przykład akustyczny album koncertowy bądź płytę z udziałem kwartetu smyczkowego, z którym będziesz jesienią występowała w Polsce?

U: Powstanie taka płyta z kwartetem smyczkowym. Oczywiście zabraknie tam takich utworów jak „Lewiatan” czy „Millenium”, które są za ciężkie. Aczkolwiek zaskoczył mnie szef muzyczny kwartetu, który stworzył nowe aranże, że jako pierwszą kompozycję wybrał „Białą drogę”. Ale oprócz utworów z tego albumu znajdą się tam także inne utwory, których ludzie chcą najchętniej słuchać.

Gdy nagrywaliście album „Biała droga” ponad 20 lat temu, to czuliście, że powstaje coś wyjątkowego?

U: To była wyjątkowa sytuacja. Wróciliśmy ze Stanów Zjednoczonych, mieliśmy nowy zespół i nagrywaliśmy w Studio Buffo w Warszawie. Czuliśmy, że dzieje się coś wyjątkowego. Nie chodziło tylko o muzykę, ale także o całą otoczkę wokół sesji nagraniowych. Byliśmy bardzo dobrze przygotowani do nagrań. W zespole byli sami świetni muzycy tacy jak: gitarzysta Jacek Królik, perkusista Artur Malik, basista Piotr Żaczek, klawiszowiec Sławek Piwowar, a pomimo to graliśmy bardzo dużo prób i byliśmy na 100% przygotowani do wejścia do studia nagraniowego. Nagrywając takie utwory jak np. „Na sen” mieliśmy ciarki na plecach i czuliśmy, że będą to wyjątkowe kompozycje. Natomiast jak zwykle ociągałam się z tekstami i pisałam je na ostatnią chwilę. Dopiero gdy te teksty zaśpiewałam, to kompozycje nabrały ciężaru gatunkowego.

Słuchając tej płyty po ponad 20 latach od jej nagrania chciałabyś coś na niej zmienić?

U: Chyba nie. Piosenki są w porządku. Wiesz, oczywiście, że teraz są inne techniki nagrywania utworów, inaczej nagrywa się na przykład gitary i w nowych wersjach, które zagraliśmy na koncertach klubowych zabrzmiały  one groźniej (śmiech).

Na „Białej drodze” znalazł się między innymi cover „What is and what should never be” Led Zeppelin. Dlaczego nagraliście akurat tę kompozycję?

U: Graliśmy dużo coverów podczas koncertów klubowych w Stanach Zjednoczonych na początku lat dziewięćdziesiątych. Zarówno ja, jak i Staś Zybowski, byliśmy wychowani na muzyce z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. „What is…” było w zestawie coverów, które wówczas graliśmy i o ile pamiętam wychodził nam najlepiej. Nagrywając ten utwór chcieliśmy dać znak, że jesteśmy z tej grupy ludzi, którzy cenią twórczość klasyków rocka.

- W 1992 roku, podczas pobytu w USA, nagrałaś angielskojęzyczny album „Urszula & Jumbo”. Płyta w mojej ocenie była bardzo dobra i znajdowała się na niej pierwsza wersja Twojego późniejszego przeboju „Rysa na szkle”. Dlaczego ten album przeszedł zupełnie niezauważony?

U: Przede wszystkim dlatego, że nie było nas wówczas w mediach. Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ciągle wyjeżdżałam do USA. Najpierw z Budką Suflera, a potem ze Staszkiem. Tak wyjeżdżałam i wracałam, wyjeżdżałam i wracałam. No i przez to przepadła promocja tej płyty.

Po raz pierwszy zaśpiewałaś swoje teksty na albumie „Czwarty raz” z 1988 roku. Dlaczego nie pisałaś tekstów na wcześniejszych płytach?

U: Albo nie miałam „ciśnienia”, aby je pisać albo śmiałości by to robić. Poza tym miałam u swego boku nadwornego pisarza „budkowego” czyli Marka Dutkiewicza. I współpraca z nim była tak naturalna, że nikt nie chciał albo nie śmiał zmieniać (śmiech). Po prostu na pierwszej płycie, którą nagrałam z towarzyszeniem Budki Suflera weszłam w pewien istniejący już układ.

Jak Ci się śpiewało teksty napisane przez mężczyznę?

U: Fajnie. Marek jest „delikatnym” tekściarzem. Miał mało zapożyczeń z języka angielskiego i aluzji politycznych, a jeśli już je stosował to w zawoalowany sposób. Choć do dziś tak naprawdę nie wiem do końca o czym jest utwór „Malinowy król”. Ale nie były to teksty, z którymi bym się źle czuła. Myślałam, że może jestem jeszcze zbyt niedojrzała, aby je dobrze rozumieć. Ale świetnie się je śpiewało i nadal śpiewa.

Dla mnie, a także wielu Twoich fanów, najbardziej kultowym albumem Urszuli jest „Malinowy król” z 1984 roku. Jak Ci się wydaje, skąd taka popularność tej płyty po tylu latach?

U: Widzę to nadal na koncertach. Reakcja publiczności idealnie pokazuje, które z tych piosenek są nadal w sercach ludzi. Myślę, że z muzyką zawsze tak jest, że jeśli ktoś kojarzy dany utwór z jakąś sytuacją życiową, dobrą lub złą, to nawet po wielu latach będzie ta kompozycja na niego działała. I tak jest właśnie z tym albumem, na którym jest przecież mnóstwo świetnych piosenek.

W latach osiemdziesiątych wystąpiłaś w kilku filmach – między innymi w „Och Karol”, „Alabamie” czy jednym z odcinków serialu „Na kłopoty Bednarski”. Jak wspominasz ten flirt z X Muzą i czy znowu chciałabyś wystąpić na dużym ekranie?

 U: To było fajne doświadczenie zawodowe i pewnie dałabym się zaprosić do zagrania w jakimś filmie. Natomiast wiem też, że trzeba mieć duże doświadczenie aktorskie, aby dobrze wypaść przed kamerą. Trzeba mieć też w sobie chłód emocjonalny. Pamiętam, ile kosztowało mnie zagranie sceny, w której mam odebrać telefon, powiedzieć, że ktoś nie żyje, a następnie rozpłakać się. Aktorzy uczą się w szkole latami, by coś takiego zagrać, a ja musiałam to zrobić niemal z marszu. To była po prostu masakra. Także chętnie wystąpiłabym znowu przed kamerą, ale musiałabym zobaczyć, co to za rola. Na chwilę obecną żadnych propozycji nie dostaję (śmiech).

Dlaczego wtedy nie kontynuowałaś przygody z filmem?

U: Pewnie dlatego, że jednak byłam skupiona na graniu muzyki i o filmie myślałam w kategorii odskoczni od muzyki. Ale w 1977 roku, podczas wręczania mi Złotego Samowara na Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze, znany aktor, reżyser i pedagog teatralny Aleksander Bardini powiedział mi, że byłabym świetną śpiewającą aktorką (śmiech).

Od wydania Twojego ostatniego albumu „Eony Snu” minęły już trzy lata. Czy planujesz wydanie nowej płyty?

U: Na razie ostatnio próbowaliśmy zaistnieć na antenach takich rozgłośni jak RMF i Zetka. Nagraliśmy jeden nowy utwór, który, jak się okazało,  jest za spokojny dla radiowców. Oni oczekują takich kompozycji jak „Niebo dla Ciebie” czy „Rysa na szkle”. Tak więc albo ich zaskoczymy naprawdę nowymi pomysłami albo poczekamy, aż trafimy z jakimś utworem w ich gusta. Rozesłaliśmy wici wśród naszych piszących piosenki koleżanek oraz kolegów i zobaczymy, co z tego wyjdzie. Na pewno nie będę chciała zejść poniżej pewnego poziomu.

Dziękuję za rozmowę.  

Autor: Grzegorz Szklarek

Pokrewne wątki:

Zmarł Dusty Hill z ZZ Top

2021-07-28

Grupa ZZ Top poinformowała o śmierci basisty Dusty'ego Hilla.

Czytaj więcej...

Iggy Pop na OFF Festivalu 2022

2021-07-28

Iggy Pop, Bikini Kill, Yves Tumor & Its Band, The Armed, Mdou Moctar, Erika de Casier, Squid, Pi’erre Bourne, Yard Act i Natalie Bergman przyjadą do Katowic na OFF Festival 2022.

Czytaj więcej...

WaluśKraksaKryzys na letniej trasie po Polsce

2021-07-28

29 lipca na Pol'and'Rock Festival rozpocznie się trasa grupy WaluśKraksaKryzys.

Czytaj więcej...

Clödie chce coraz więcej

2021-07-28

Clödie wydała nowy singel zatytułowany "Coraz więcej chcę".

Czytaj więcej...

Joey Jordison nie żyje

2021-07-28

W wieku 46 lat zmarł we śnie współzałożyciel i były perkusista grupy Slipknot Joey Jordison.

Czytaj więcej...

Nowa płyta Slasha w Gibson Records

2021-07-27

Nowa płyta gitarzysty grupy Guns n'Roses ukaże się w barwach nowej wytwórni Gibson Records.

Czytaj więcej...

Sensualny klip Mary Komasy

2021-07-27

Utwór i sensualny klip „Pull Me Up” to celebracja miłości, dotyku, seksu i namiętności. Mary Komasa pokazuje te emocje w charakterystycznej dla siebie wysublimowanej, zmysłowej formie.

Czytaj więcej...

Beck wystąpi w Warszawie

2021-07-27

Autor utworu “Loser” - jednego z największych hitów lat 90., zdobywca ośmiu nagród Grammy, niekwestionowana legenda amerykańskiej muzyki - Beck Hansen w ramach europejskiej trasy koncertowej nareszcie zaprezentuje swój materiał polskiej publiczności.

Czytaj więcej...

BAiKA zapowiada drugi album

2021-07-27

Ukazał się singel "Kradziej", który jest pierwszą zapowiedzią nowej płyty duetu BAiKA, w skład którego wchodzą: kompozytor i instrumentalista Piotr Banach oraz wokalistka Katarzyna ‘Kafi’ Sondej.

Czytaj więcej...

Warszawska Fera w drodze nad 'Morze'

2021-07-26

Ukazał się singel "Podejdź" zapowiadający debiutancki mini-album warszawskiej grupy Fera zatytułowany "Morze".

Czytaj więcej...

Koniec treści

Brak więcej stron do załadowania