Recenzje

2021-07-29
Clan Of Xymox - "Limbo"
Dokładnie rok po wydaniu wybornego "Spider On The Wall", Clan Of Xymox przynoszą nam zupełnie nowy, świeży krążek, o tajemniczym, ale jakże jasnym i zrozumiałem tytule "Limbo".
Wykonawca: Clan Of Xymox
Wytwórnia: Trisol
Rok wydania: 2021

O ile Spider był płytą, którą Ronny Moorings z drużyną rozpoczęli nagrywać jeszcze przed pandemią, o tyle Limbo to już w pełni płyta covidowa, poczyniona z potrzeby chwili, z zaistnienia sytuacji wyjątkowej. Nie mają tras koncertowych, chociaż udało im się przyjechać do Bolkowa i zagrać na Castle Party, więc większość czasu idzie w gwizdek kreatywności. Nie oni zresztą jedyni, którzy postanowili przekuć przymusowy postój w nagrywanie nowej muzyki. I chociaż czasami oznacza to album wydany w pośpiechu, trochę niedokończony i grubo ciosany, o tyle Limbo jest świetną, w 100% rasową płytą. Mało tego, jest nie tylko udanym dalszym ciągiem dobrej passy twórczej, jaką Clan notuje od kilku lat, ale podniesieniem poprzeczki, sobie i słuchaczowi; jeszcze wyżej, niż rok temu uczynił to Spider.

Limbo jest płytą złowrogą, smutną i depresyjną w swojej treści. Nie trzeba się długo zastanawiać, co Ronny chce nam przekazać, już po samych tytułach tych piosenek. „Brave New World”, “Lockdown”, “Big Brother”, “Limbo”, “No Way Out”, “The Great Depression”, a w bonusie “How Long?”. Próżno tu szukać zawsze obecnych muz Ronny’ego – Luizy, Eweliny czy Michelle. Żyjemy w ponurym świecie, który na dodatek popadł w obłęd, marazm i tendencje autodestrukcyjne. Dzieli nas wszystko, a łączy niewiele; w tym fakt uwięzienia w błędnym kole kolejnych mutacji wirusów, obostrzeń i braku perspektyw na wydobrzenie. Każdy nasz krok jest obserwowany, jesteśmy oznakowani jak owce, a rządzi nami wciąż jeden procent, któremu już mało jest jednej planety. Innymi słowy, z jednej strony zamknięcie, manipulacje, droga donikąd, a z drugiej dystopijne wizje rodem z Huxley’a i Orwella, które stają się ciałem, gdy patrzymy w inną stronę, poza naszą kontrolą, wyłącznie z winy innych.

Tyle treść, mocno przygnębiająca i nie wróżąca dobrze na przyszłość. Ale brzmienie, muzyka – to miód na uszy i duszę. Clan wykorzystują tu wiele wypróbowanych patentów, od melodyjnych syntezatorów, przez wiecznie młodzieńczy śpiew Ronny’ego, po zaraźliwie syntetyczny rytm i celebracyjne, płynące tempo. Pozostajemy w klimatach darkwave, którego Clan są symbolem, w estetyce wampirycznego goth-rocka i bladolicego synth-popu. Ale pod kątem chwytliwości, energii, melodyjności i pierwiastka tanecznego, Clan wchodzi tu, nie pierwszy już raz, na terytoria New Order czy OMD. “The Great Reset” czy tytułowe “Limbo” to hity, na które czekam z niecierpliwością, aby móc je usłyszeć na żywo i zobaczyć reakcję publiczności. Cała ta płyta to jedna wielka mroczna dyskoteka, trzymająca w energetycznym napięciu, ale i radości przez całą godzinę. Może wydawać się przydługa, jak na dzisiejsze standardy, ale gdy wybrzmiewa ostatni numer od razu chcę jeszcze raz.

Podobnie jak Spider, tak i Limbo jest nawiązaniem do brzmienia najlepszej płyty Clanu sprzed lat, Twist Of Shadows. Być może dlatego przyjmuję ją z taką radością, pomimo iż depresyjność jej treści, zrozumiała dla każdego, to gorzka pigułka którą wciąż musimy łykać. Wciąż jesteśmy ‘chorzy’, wciąż stanowimy zagrożenie, szczególnie ci, którzy chcą pójść na koncert albo pojechać za granicę. Ronny to doskonale rozumie i serwuje nam wyraziste, zimne i ostre jak brzytwa teksty, dając upust nie tylko swoim, ale także naszym frustracjom. Gość skończył w tym roku 60 lat (tyle samo, co Jeremy Clarkson!), a wciąż jest pełen młodzieńczego ducha, nieśmiałości, skromności, ale i wieloletniego doświadczenia, ogłady i obycia artystycznego. Wciąż potrafi robić świetną muzykę, niewymuszoną, ale stworzoną ze szczerej potrzeby duszy. Jeśli coś nas potrafi połączyć, to właśnie to, muzyka; a brzmienie Clanu, jak zawsze, daje poczucie tego ciepła mikro-wspólnoty. Nawet gdy tkwimy w limbo.


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load