Recenzje

2014-12-09
The Smashing Pumpkins - "Monuments To An Elegy"
Niezbyt udany następca interesującego albumu "Oceania" z 2012 roku.
Wykonawca: The Smashing Pumpkins
Wytwórnia: Mystic
Rok wydania: 2014

Kup w

Słuchając nowej płyty The Smashing Pumpkins po raz kolejny odnoszę wrażenie, że po reaktywacji tego zespołu w 2005 roku Corgan za wszelką cenę stara się nawiązać na kolejnych płytach do najlepszych dokonań Dyń z lat 90. Jednak chcieć a móc to dwie różne sprawy. "Monuments To An Elegy" to kolejny przykład na to, że niezwykle ciężko jest przywołać to, co bezpowrotnie minęło z odejściem z zespołu gitarzysty Jamesa Iha, basista D'Arcy Wretzky i perkusisty Jimmy'ego Chamberlaine'a. Tamten skład był monolitem (przynajmniej od strony muzycznej) i dzięki temu powstały tak sztandarowe dla lat 90. albumy jak "Gish", "Siamese Dream" czy "Mellon Collie And The Infinitive Sadness". Od kilku lat Corgan żongluje składem, zmieniają się perkusiści, basiści, a jedynym stałym współpracownikiem Corgana jest gitarzysta Jeff Scroeder. Te rotacje na pewno nie sprzyjają tworzeniu płyt na miarę wspomnianych już klasyków.

W 2009 roku, dwa lata po premierze nieudanej płyty "Zeitgeist", Corgan ogłosił, że The Smashing Pumpkins przygotuje cykl wydawnictw zatytułowany "Teargarden by Kaleidyscope". Pierwszy album z tej serii czyli "Oceania" wzbudził nadzieję, że sprawy idą ku lepszemu. Płyta, choć nierówna pod względem poziomu, długimi fragmentami intrygowała i była ciekawym połączeniem agresywności rodem z debiutanckiego krążka "Gish" z popowymi, elektronicznymi klimatami wziętymi z albumu "Adore" z 1998 roku. Oczekiwanie na "Monuments To An Elegy" podsycały doniesienia, że w sesjach nagraniowych wziął udział perkusista Tommy Lee, który w wywiadach prasowych wypowiadał się entuzjastycznie zarówno o nowej płycie, jak i współpracy z Corganem. Ten z kolei informował, że na tym wydawnictwie będzie bardzo dużo gitar.

No i gitar jest tu rzeczywiście dużo, Tommy Lee wali w bębny z odpowiednią siłą, tylko co z tego, skoro na tej płycie nie ma emocji? Nie ma ani jednego utworu, który spowodowałby, że na plecach pojawią się ciarki, na twarzy wypieki, po zakończeniu płyty będziemy chcieli posłuchać jej znowu? Paradoksalnie najlepsze fragmenty albumu to te, gdzie czadu nie ma a gitar jest mniej. "Anaise!" intryguje funkowym pulsem, "Monuments" zbudowane na chłodnych dźwiękach instrumentów klawiszowych mogłoby z powodzeniem znaleźć się na jednym z albumów Gary'ego Numana bądź Nine Inch Nails, zaś "Dorian" brzmi niemal jak mocniejsza, ale udana kopia "Lilian" z albumu "Playing The Angel" Depeche Mode. Reszta kompozycji po prostu przepływa przez głowę słuchacza i odpływa w siną dal.

Oczywiście, że "Monuments To An Elegy" nie schodzi poniżej pewnego poziomu i zapewne wiele zespołów chciałoby mieć takie wydawnictwo w swym dorobku. Ale nad Corganem jak cień wiszą jego dokonania z lat 90. i czy chce on tego czy nie, każda jego kolejna płyta będzie porównywana do tego, co nagrał kiedyś. A te porównania wypadają na niekorzyść współczesnego wcielenia Dyń. W przyszłym roku ukaże się trzecia i ostatnia część trylogii "Teargarden by Kaleidyscope" zatytułowana "Day For Night". Może sprawdzi się powiedzenie "do trzech razy sztuka"?

Autor: Grzegorz Szklarek


End of content

No more pages to load