Recenzje

2015-11-23
Adele - "25"
4 lata po przebojowym „21” Adele powraca z nową płytą. Warto było czekać? I tak i nie.
Wykonawca: Adele
Wytwórnia: XL Recordings / Sonic Records
Rok wydania: 2015

Przebić taką petardę, jaką było „21” jest naprawdę trudno. A jednak wokalistka, a przede wszystkim jej współpracownicy i producenci stanęli na wysokości zadania w stopniu co najmniej zadowalającym, nagrywając płytę w połowie znakomitą, a w połowie średnią. Okołobondowski „Hello” znamy już z singla i jest to jeden z nielicznych momentów łączący zawartość „25” nie tyle z czasami „21”, ile właśnie ze „Skyfall”. Dalej jest naprzemiennie. „Send My Love (To Your New Lover)" mogłaby zaśpiewać nasza Mela Koteluk i kto wie, czy nie wypadłaby lepiej. W każdym razie taka zwiewność wokalna, jaką prezentuje Adele w tym utworze nie jest jej najmocniejszą stroną. Co innego „I Miss You”, który jest po prostu diamentem. Aranżacyjnym, atmosferycznym i wokalnym. To jest Adele, którą znamy z najwyższych lotów pełnych emocji, delikatności, wrażliwości, a zarazem wzniosłości. Takich momentów jest na płycie jeszcze parę. Bardzo blisko tej grupy jest też „”When We Were Young”, choć tu wokalistka przesadziła z patosem. Pięknie za to wypada „Remedy”, gdzie wszystko jest już idealnie wyważone ze spokojną linią fortepianu i wspaniałego głosu Adele. „Water Under The Bridge” to znów trochę nietrafione 4 minuty. Jest przesadnie triumfalnie, a w wydźwięku nie jest wcale tak ekstatycznie, jak założyli twórcy. Płynnie zaaranżowany elektronicznie i rytmicznie podkład oraz „niebiańskie” chóry w tle trochę rozmywają się w całości. „River Lea” natomiast to właściwie gospel. Opowieść o dzieciństwie wokalistki, zaśpiewana nisko zabarwionym głosem, bardzo przyjemnie i sugestywnie (nie tylko w refrenie) wlewa się do ucha. „Love In The Dark” to z kolei bodaj najbardziej przejmujący moment „25”. Adele śpiewa tutaj jakby z lękiem i smutkiem zarazem, a prosty akompaniament fortepianu i partie smyczkowe wyjątkowo wywołują nawet większy patos, niż sam głos wokalistki. „Million Years Ago” z towarzystwem gitary także ujmuje. Adele fantastycznie prowadzi tutaj swoją linie wokalną, przez co utwór jest jedną z piękniejszych kompozycji typu gitara + vocal, które pojawiły się w tym roku w tzw. głównym nurcie. Trochę niepotrzebne natomiast wydaje się w tym zestawie rewiowe „All I Ask”. Adele wyciąga tu głównie górne partie wokalne, a linia fortepianu stara się jej wtórować. Efekt jest taki, że głos wokalistki praktycznie rozsadza utwór. W ostatnim na płycie „Sweetest Devotion” główna melodia brzmi, jakby zaczerpnięto ją z „Orinoco Flow” Enyi. Reszta stanowi jednak typowo „adelowy” utwór z popowym anturażem.

„25” nie dorówna być może poprzednikowi, ale na pewno znajdzie uznanie wśród najzagorzalszych fanów Adele. Twórcy albumu zadbali bowiem o to, by właśnie to Ci najwierniejsi słuchacze wokalistki byli najbardziej zadowoleni.

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load