Recenzje

2021-04-16
Sezamkova - "Pirates of Truth"
Co dzieje się, gdy odkopujesz materiał, który przeleżał 25 lat w szufladzie, który nie tylko się nieco zestarzał, ale i nosi pewne znamiona typowe dla młodości? Odpowiedź poniżej.
Wykonawca: Sezamkova
Wytwórnia: wydawnictwo własne
Rok wydania: 2021

Zespół Sezamkova powstał w 1990 roku. Koncertował z m.in. z Acid Drinkers, czy Houkiem. Załapał się nawet na Przystanek Woodstock. Po nagraniu demo pojawiła się opcja kontraktu płytowego, który został przez grupę odrzucony. Teraz po latach postanowili zarejestrować i wydać ów materiał. Brzmi to nawet ciekawie, ale pierwszych minutach “Pirates Of Truth” okazuje się, że starsi już nieco panowie dalej myślą muzycznie jak małolaty... O ile wstęp do otwierającego „Joe Luzano” wieje akustyczną odsłoną lat 90., gdzie za moment wjeżdża nawet zgrabny hard rock, to chwilę później konsternację wywołuję dźwięk… saksofonu – bardziej o proweniencji smoothjazzowej, a potem wręcz freejazowej, niż funkowej. A jeśli dołożymy do tego zrzynkę brzmieniową z ostatniej płyty Metalliki, wychodzi dość dziwna sklejka. Podobnie jest w kolejnym ponad dwuminutowym „Feel”, w którym nawet Marcin ‘Botul’ Mikulski „zapożyczył” manierę wokalną James’a Hetfielda (nie po raz ostatni zresztą na tej płycie). Natomiast jeszcze dziwniej robi się pod sam koniec numeru, do którego wstawiono coś, co brzmi jak kilkusekundowy zaginiony odrzut… Eminema(!).

„Life Injection” lokuje zaś swoje korzenie gdzieś między Living Colour, a Red Hot Chili Peppers, bowiem zmiany tempa lawirują to między jednym, a drugim. Dalej natomiast nie brakuje kolejnych doklejanek, z których jedna przypomina Acid Drinkers. Kolejną wycieczkę w stronę Metalliki serwuje „Def Jazz”, w którym znalazło się miejsce nawet na quasi-wstawkę w stylu Jane’s Addiction. Krucze zawodzenie wraz z dziecięcą deklamacją stanowią intro i outro tego numeru. „No Way Out”  nie zaskakuje, zaś całkiem przyjemnie wyróżnia się „It’s So Crazy”. Lekko funkujący ze zacznie lepiej dopasowanym saksofonem, niż początek płyty. A i damski rap też nie psuje. Krótko mówiąc: Red Hot Chili Peppers 30 lat temu by mrugnęli okiem.

Reszta płyty niestety brzmi znacznie bardziej dramatycznie. Mamy więc kwadratowy pudel-metalowy „If You Think” z krótką popisową solówką na gitarze. Jest równie wtórne „Easy Come”. Jest wreszcie utwór tytułowy, który po obiecującym skradającym się wstępie wjeżdża z kolejną nudną heavy odmianą na tej płycie. Co ciekawe – w kolejnym utworze „You Made Me” znalazł się nawet fragment swingująco-bluesowy. Ostatnie utwory „Blood Of Pain”, „TheSE SAME ST.REETS”, czy rozpędzony “B.G.H.” można sobie w zasadzie darować.

Rozumiem chęć pokazania tego materiału po latach, ale nie pojmuję, czemu Sezamkova tak schematycznie i odtwórczo do tego podeszła. Płyta dla rodziny i ewentualnych znajomych.

Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load