Recenzje

2021-05-08
Gojira - "Fortitude"
"Fortitude" to długo wyczekiwany album francuskiej grupy będący następcą nominowanego do Grammy krążka "Magma" z 2016 roku.
Wykonawca: Gojira
Wytwórnia: Warner Music Poland
Rok wydania: 2021

Gojira dosyć długo zbierała się do ponownego uderzenia po Magmie; chociaż, biorąc pod uwagę, że przez ten czas Francuzi zagrali aż 250 koncertów na całym świecie, myślę, że mieli pełne ręce roboty. Po nastaniu pandemii i uziemieniu całego biznesu koncertowego, prace nad nowym materiałem wyraźnie przyspieszyły, czego owocem był wydany w drugiej połowie 2020 roku singiel „Another World”. Był to soczysty kawałek Gojiry, jaką wszyscy lubimy – mocny, głośny, przestrzenny, dający zastrzyk energii oraz to, co ten zespół opanował do perfekcji – natychmiastowej chęci na więcej. Jednocześnie, „Another World” było sygnałem, że brzmienie Gojiry unowocześnia się, co w muzyce metalowej nie zawsze jest postrzegane jako zaleta. Ale umówmy się, Gojira grywa dla coraz większej publiczności, staje się nazwą w szerszej świadomości społeczności muzycznej; nie dziwi mnie, zatem, że ten zespół nie próbuje okopać się w swoim grajdole, tylko jeszcze bardziej wychodzi do ludzi.

Gdy wreszcie doczekaliśmy się pełnego albumu w postaci Fortitude, sympatycy Gojiry czekali już w wyostrzonymi nożami i widelcami. Miałem obawy, czy zbudowane w pandemii oczekiwania zostaną zaspokojone nowym materiałem; tym bardziej, że ma on do udźwignięcia schedę po doskonałej Magmie. Na całe szczęście, to były tylko puste obawy. Fortitude to fantastyczny album, a Gojira cały czas poszerza spektrum swojego brzmienia, jednocześnie pozostając spójna i dzika. Jak to zwykle bywa z ich muzyką, gdy tylko album wybrzmiewa mam ochotę od razu puścić go ponownie. Jak na ‘ostry’ zespół, Gojira gra po prostu przebojowo, a takich numerów jak „Born For One Thing” czy „Into The Storm” można słuchać bez znudzenia raz po raz. Ponadto, dwie największe bomby na krążku – „Amazonia” i „Hold On”, to murowane hity koncertowe. Już widzę ten radosny mosh wywołany rzuceniem tego dynamitu, po takiej przerwie, gdy już wszyscy wrócimy do ukochanych klubów.

Fortitude to zresztą nie tylko wrzask, podwójne stopy, maszynowa gitara i pełzający bas, ale nastrój, przestrzeń, klimat, precyzja i wyobraźnia. Gojira cały czas urozmaica swój styl i brzmienie, bez cyrku i sztampy, bez plucia ogniem i krwią, oraz bez karkołomnych skoków przez rekina. Prawdą jest, że momentami Fortitude przypomina Faith No More, słychać w nim pozytywny ‘groove’, a także typowe dla amerykańskiej alternatywy zabiegi w postaci sprzęgieł i raptownych kontrastów głośno/cicho. Prawdą jest także, że Francuzi chcą się podobać, ale mają na tyle oleju w głowach i talentu w rękach, aby czynić to wiarygodnie. Właśnie owa ‘wiarygodność’ to słowo-klucz tej płyty – przy wszystkich próbach ugłaskania ich brzmienia, sprzyjania radiu i wypuszczania przynęty dla ‘nowych fanów’, nie sposób jest o tej płycie powiedzieć cokolwiek negatywnego. Ich gwiazda lśni coraz bardziej, ustawiając Francuzów coraz bardziej w jednym rzędzie z Panterą, Sepulturą czy Machine Head.

Fortitude to nie tylko wiarygodność, ale także eksperyment. Lub raczej, jego kontynuacja. Gojira od zarania dziejów przeskakiwała pomiędzy stylami, niejednoznacznie korzystając z elementów thrash, death, i prog. Ich czar i siła przekonywania polega właśnie na tym, że nie da się ich momentalnie skojarzyć, okiełznać, wrzucić do worka czy szufladki. Jak sugerowałem, wielbiciele metalu lubią być konserwatywni, lubią wierność raz postawionym ideałom, a moc zespołów upatrują w pierwotnej sile, która pchnęła ich do grania i wydania kasety demo. Gojira nie podlega temu etosowi; z każdym krążkiem staje się jasne, że oni są w artystycznej podróży, która wozi ich w twórczej trasie od miasta do miasta, od klubu do klubu. Na Fortitude słychać kolejny krok, kolejny etap dorastania w muzyce, radość z niej, ale też rozwój artystyczny. Fortitude wyostrza ich rysy, a nam słuchaczom serwuje doskonałą pożywkę energetyczną i dobrego kopa przed coraz wyraźniejszym exodusem z pandemii.


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load