Recenzje

2021-05-26
St.Vincent - "Daddy's Home"
„Daddy’s Home” to kolekcja historii snucia się po centrum Nowego Jorku, o powrotach metrem nad ranem w butach na obcasie, o glamourze, który ciągnął się przez trzy dni z rzędu. Zapraszamy do lektury naszej recenzji nowej płyty St.Vincent.
Wykonawca: St.Vincent
Wytwórnia: Universal Music Polska
Rok wydania: 2021

St. Vincent to jedna z inkarnacji archetypu kameleona w muzyce rozrywkowej; artystka, której twarzy znamy wiele, ale żadna nie mówi nam o niej całej prawdy. Owa prawda zapewne nigdy nie wyjdzie na jaw, gdyż jest niekończącym się procesem. Annie z każdą płytą odkrywa przed publicznością coś nowego o sobie, być może dokładnie kontrolując przekaz, lub też poddając się jego samoistnej sile. Grunt, że twórcza elastyczność pozwala jej na udaną współpracę zarówno z Davidem Byrne’m, jak i Dua Lipą; Nirvaną, ale i Sufjanem Stevensem. Kulminacja owej elastyczności ma miejsce właśnie na płycie Daddy's Home, następczyni Masseduction, która już kilka lat temu dawała sygnał: St. Vincent potrafi znacznie więcej, niż ją o to podejrzewała publiczność. Nie zamyka się, nie stroni od stylistycznych wolt; i jak kameleon, potrafi w jednej chwili być indie-rockową następczynią PJ Harvey, aby za chwilę przeistoczyć się w wampa synth-popu w stylu Annie Lennox czy Roisin Murphy.

Cała płyta Daddy's Home mówi nam o Annie jeszcze więcej, niż wszystko, co dotychczas nagrała. Dostajemy zupełnie nowy zestaw informacji, nowy sezon ulubionego serialu, przez który przeszło trzęsienie ziemi. Każdy numer zawarty na tym krążku, to jakby osobny singiel, na własnych zasadach, zupełnie odrębny od reszty. Tak jak Madonna czy Lady Gaga zmieniają oblicza sceniczne, tak St. Vincent zmienia oblicza ściśle muzyczne, prezentując samą siebie w kalejdoskopowym gabinecie luster, ulegając przemianie z numeru na numer. Można to odczytać jako niezwykłą elastyczność, rozpiętość horyzontów, siłę intelektu i wrażliwości twórczej; ale, z drugiej strony, można zadać pytanie, kim w zasadzie jest St. Vincent? Czy „ona” to ona, gdy brzmi słodko i folkowo jak Karen Carpenter czy Carole King, czy też ‘soulowo’ i tajemniczo niczym Martina Topley-Bird albo Skye Edwards? Albo nawet Nina Simone, do której St. Vincent nawiązuje wprost w jednym z utworów?

A na samym śpiewie się nie kończy, albowiem Daddy's Home to także muzyka i stylistyka całych kompozycji. To niesamowite, że tak odrębne numery jak “Down And Out Downtown”, „Live In The Dream”, “The Melting Of The Sun”, czy “Somebody Like Me” mogą koegzystować na jednym krążku. St. Vincent nigdy wcześniej nie prezentowała takiej tęczy smaków, po której spaceruje z pełną swobodą, w tak przekonujący sposób. Mam wrażenie, że każdy numer jest echem jakiegoś innego fragmentu jej życia, fascynacji, wspomnień, twórczych triggerów, motywacji i marzeń. Są chwile, gdy uderza w nas popowa chmura w stylu Miley Cyrus czy Dua Lipy, a za chwilę oddajemy się w egzystencjonalny dryf przypominający „Us And Them” Pink Floyd albo śpiew Hope Sandoval. Tutaj obok siebie drzemią szczypty Queen i Eurythmics, jak i Black Rebel Motorcycle Club i Morcheeby. Słychać przekrój przez epoki muzyki pop, jej znaków rozpoznawczych, stylistyk, ciepła i atmosfery.

Powraca zatem pytanie, kim jest St. Vincent? Tym wszystkim, co usłyszeliśmy? Czy też, niczym tak naprawdę do końca? Czy kameleon potrafi zdjąć maskę i pokazać swoje prawdziwe oblicze? A może, owa rozpiętość masek jest jego twarzą, jedyną prawdziwą? Czy artysta jest sumą czy iloczynem swoich fascynacji i inspiracji? Czy skuteczne wymykanie się szufladkom może być szufladką samo w sobie? Czy muzyka pop/rock w 2021 roku może jeszcze cokolwiek powiedzieć ‘swojego’, czy też jest z natury rzeczy skazana na świadome lub podświadome kanałowanie przeszłości? Daddy's Home nie stanowi na żadne z tych pytań jednoznacznej odpowiedzi, a jedynie podsuwa paliwo do dalszych tego typu rozważań. Albo też całkowicie je niweluje, gdyż nikogo tak naprawdę to nie obchodzi, poza tym, co słyszy. A słyszy album bez cienia kompleksów, z pełną niezależnością, multi-instrumentalnym talentem i wszechstronnym głosem, a nade wszystko, nieuchwytną osobowością artystyczną. 


Autor: Jakub


End of content

No more pages to load