Recenzje

2021-06-16
Daria Zawiałow - "Wojny i Noce"
Daria Zawiałow wydała następcę świetnie przyjętej płyty "Helsinki" z 2019 roku.
Wykonawca: Daria Zawiałow
Wytwórnia: Sony Music Polska
Rok wydania: 2021

„Krótkie są momenty, krótkie dni”. Brzmi jak tekst o przemijającej sławie. Ale to słowa z utworu, który tę sławę w dużej mierze przyniósł. Płyta „Helsinki” dotarła na szczyt OLIS-u, ale co ważniejsze utwory z niej stały się hitami i w stacjach uznawanych za mniej mainstreamowe i tych uznawanych za mainstreamowe. Właśnie utwór „Hej Hej!”, którego fragment zaczyna recenzję stał się przełomem. Potem doszły do tego jeszcze udział w „Bubbletea” Quebonafide oraz bycie częścią Męskie Granie Orkiestry w utworze „Świt”. Oba utwory również z sukcesami radiowymi i nie tylko. Daria Zawiałow z artystki uznawanej za alternatywną stała się jedną z czołowych polskich artystek młodego pokolenia.

I co teraz? Dobre pytanie w tej sytuacji. Zmieniła się pozycja startowa. „Wojny i noce” były wyczekiwane przez jeszcze większą grupę odbiorców.  Przy „Helsinkach” pisałem o większej ilości elektroniki w porównaniu z poprzednikiem, ale i gitary też odgrywały swoją rolę. Tu zwrot w stronę syntezatorów jest jeszcze bardziej spektakularny. Rockowego pazura zauważalnie mniej. Klimaty lat osiemdziesiątych – też są, tak jak na poprzedniej płycie. Prześwitują choćby w utworze tytułowym, „Fuzuki” to oniryczny taniec w stylu tamtej dekady. „Serce” prezentuje ordynarny synthpop. „Principolo” pasuje zaś na nocną jazdę po mieście pełnym neonów, klimat retrowave’u. I jeszcze pytanie: czy tylko mi piosenki „Wojny i noce” oraz „Hollow” przypominają „Blinding Lights” The Weeknd?

To jedna zauważalna inspiracja, drugą jest Japonia. Po raz kolejny klucz geograficzny. Po Helsinkach przyszedł czas na Kraj Kwitnącej Wiśni ze stolicą w Tokio. Oparto na tym koncepcję albumu. Okładka, teledyski, co najważniejsze utwory z klimatem Japonii. Manga, anime, japońskie wstawki dodające słodkości i tak już popowemu „Reflektory – Sny”. Widać, słychać podporządkowanie tym skojarzeniom. Nie znam dobrze żadnego anime, więc nie będę się wypowiadał na temat tych, które Zawiałow przywołuje jako swoje inspiracje. Podczas wędrówki po Japonii zaliczamy przystanek w Nowym Jorku, w „Zółtej taksówce”.

Pierwsze dwa single zaskoczyły klimatem, ale też jakąś przeciętnością. Półsłodkie „Kaonashi” (słodycz zapewniony przez klawisz) oraz zapowiadająca się hitowo kompozycja z Dawidem Podsiadło „Za krótki sen”, której mimo wszystko nie można odmówić przyjemnego płynięcia, chillującego klimatu. Ale po zapowiedzi takiego duetu spodziewałem większej petardy. Pomyślałem sobie po tych dwóch utworach: „Oho, czyli idziemy w ładne, popowe, radiowe piosenki”. Czy cała płyta jest taka? Nie. Ale jest popowa, przebojowa. W różnych odcieniach. Alternatywno-klimatycznym („Oczy – Polaroidy”), energicznym („Wojny i noce”), słodkim, wręcz przesłodzonym („Reflektory – Sny”, „Serce”), również zimnym („Flower Night”). Wydaje się, że w niektórych przypadkach teksty stoją nastrojem w kontrze do warstwy muzycznej.

Trzy mocne momenty z albumu. „Metropolis” - popowa brygada zmechanizowana. Niby taniec, ale pełen niepokoju. Eksperymenty, bo i wstawka melodeklamacyjna z zaangażowaniem politycznym: „Wolę brzydką przestrzeń niż tę twarz, co szeptem pluje na konstytucję”. Wyjście z ładnej strefy komfortu. Muzycznie oraz tekstowo. „Żółta taksówka” - mniej gładki, z popsutym początkiem. Podoba mi się takie twórcze psucie. „Socjopathetic” - drugi człon tytułu myślę, że nieprzypadkowy. Klimatyczna, rozmarzona, bardzo ładna ballada na koniec.

Kolejny krok. W sumie logiczny. Trochę bezpieczeństwa, trochę słodyczy, trochę eksperymentów, sporo przebojowości. Daria Zawiałow znów udowadnia, że nie jest artystką jednowymiarową. Ten album nie przekonuje mnie jednak w pełni. Nawet nie chodzi mi o przytępienie pazura, ale czasem robi się albo za słodko albo nijako.


Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load