Recenzje

2022-03-21
Keith Richards - "Main Offender (reedycja)"
Wznowienie „Main Offender”, czyli drugiej płyty Keitha Richardsa, to dobra okazja, by ponownie przyjrzeć całemu solowemu dorobkowi gitarzysty The Rolling Stones.
Wykonawca: Keith Richards
Wytwórnia: BMG
Rok wydania: 2022

W przypadku pierwszej solowej płyty Richardsa „Talk Is Cheap” z 1988 roku chodziło głównie o aspekt rywalizacyjny z Mickiem Jaggerem, który dość niespodziewanie jako pierwszy z ‘The Glimmer Twins’  postanowił podążyć solową ścieżką. Richards niejako ze złości na kolegę postanowił nagrać swój własny krążek. Sformował zresztą na tę okazję zespół The X-Pensive Winos, w skład którego weszli gitarzysta Waddy Wachtel, pianista Ivan Neville, basista Charley Drayton i perkusista Steve Jordan. „Talk Is Cheap” miało dobry odbiór komercyjny, mimo iż niektóre kompozycje z tej miały w sobie pewną… spiętość. „Main Offender” powstawał już w nieco innej sytuacji. The Rolling Stones wrócili do czynnej działalności, grając gigantyczną trasę koncertową promującą „Steel Wheels”, udowadniając chyba przede wszystkim samym sobie, że wciąż potrafią razem grać i tworzyć. To dodało Richardsowi jeszcze większej pewności, a przede wszystkim luzu, który z jego drugiej solowej płyty bije ze wszech miar. Jej nagrania odbywały się w Kalifornii i w Nowym Jorku między marcem, a wrześniem 1992 roku. Richards włączył część składu The X-Pensive Winos do produkcji i miksowania całości. Przełożyło się to na większą gęstość i soczystość muzyki w stosunku do debiutu. Już otwierający „999” z kapitalnymi bębnami Jordana, podkręconym brzmieniem organów Neville’a  i przednim riffem gospodarza, daje pojęcie o tym, jak bardzo panom chce się grać i jak wielką sprawia im to przyjemność. Kolejny „Wicked As It Seems” przypomina – co ciekawe - „Love Is Strong” Stonesów, które oryginalnie ukazało się dopiero dwa lata później na płycie „Voodoo Lounge”. Richards całkiem zgrabnie radzi tu sobie wokalnie, mimo wsparcia pozostałych Winos w chórkach.

Natomiast słuchając „Eileen”, zastanawiam się, jak zaśpiewałby go… Jagger. Jest to bowiem wymarzona kompozycja dla Stonesów, z wartkimi rytmem i świetnymi naprzemiennie rwanymi gitarami. Zaś odrobinę za długi „Words Of Wonder” pulsuje w rytmie reggae. Przyznam, że przez lata nie rozumiałem fascynacji Richardsa tym gatunkiem, choć kompletnie się mu dziwie – wszak gitarzysta na co dzień pomieszkuje przeważnie na Jamajce. W tym zestawie pewnym żartem wydaje się „Yap Yap”, utrzymany w stylistyce twórczości Dire Straits. Gospodarz nawet śpiewa z manierą bliską Markowi Knopflerowi. Kapitalnie wypada natomiast „Bodytalks”, podszyty odrobinę funkowym  vibem sekcji rytmicznej. Nie może też na płycie Richardsa zabraknąć utworu nieco bardziej refleksyjnego i nostalgicznego, czy nawet łzawego. Takim na „Main Offender” jest „Hate It When You Leave” – prowadzony marszowym rytmem bębnów Jordana i harmoniami klawiszowo-dętymi w tle, naznaczony łamiącym wokalem Richardsa, zbliżonym do barwy… Boba Marleya. Z kolei „Runnin’ Too Deep” (przypominający pod różnymi względami stonesowe „Honky Tonk Woman”) do spółki z „Will But You Won't”, to wzorcowe kompozycje z tej płyty. Wszystkie składowe stylu Richardsa i The X-Pensive Winos zostały w nich wyeksponowane idealnie. Album zamyka rasowy, balladowy ( i zdaje się mocno autobiograficzny) „Demon”.

Wznowienie zremasterowanej płyty to jedno, ale dodatkowym smaczkiem, który zawiera wersja deluxe „Main Offender” jest tu drugi krążek z zapisem londyńskiego koncertu Richardsa z The X-Pensive Winos z 1992 roku. To na nim idealnie słychać z jaką swadą, polotem i energią grał ten skład. 


Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load