Recenzje

2022-04-19
Jack White - "Fear Of The Dawn"
Pod koniec ubiegłego roku Jack White ogłosił, że w tym ukażą się aż dwie jego solowe płyty: jedna mocniejsza, a druga bardziej stonowana. Pierwsza z nich nosi tytuł „Fear Of The Dawn” i właśnie się pojawiła.
Wykonawca: Jack White
Wytwórnia: Sony Music Polska
Rok wydania: 2022

W okresie lockdownu White ponoć z rzadka sięgał po gitarę. Spożytkował ten okres na inne zajęcia takie jak. m.in. struganie mebli. Zmienił też nieco wizerunek, ścinając włosy i farbując je na kolor niebieski. Tym niemniej za sprawą zapowiedzi nowych wydawnictw okazało się, że nie porzucił swoich głównych artystycznych aktywności. O tym, co szykuje tym razem informuje już pierwszy singiel „Taking Me Back”, który ukazał się w listopadzie 2021 jako zapowiedź nowej wersji gry „Call Of Duty”. I to on otwiera „Fear Of The Dawn”. Mocno sprzężony, przetworzony parokrotnie 'whiteowy' riff, grający melodię bardzo zbliżoną do „Child In Time” Deep Purple, pokazuje, że garażowe brzmienie wciąż jest Jackowi bardzo bliskie. Jednocześnie nie brakuje kolejnych eksperymentów z elektroniką, którymi raczył nas już cztery lata temu na płycie „Boarding House Reach”. Tym razem są one jednak bardziej wyeksponowane i bardziej wtopione w strukturę kompozycji. White z lubością bawi się różnymi brzmieniami syntezatorowymi, które chwilami nawet dominują nad gitarami. Niewiele ponad dwuminutowy utwór tytułowy wzbogaca także brzmienie thereminu. Już Jimmy Page najlepiej pokazał jak ten wyjątkowy instrument łączy się z ciężkimi bluesowymi riffami. White tę wiedzę wykorzystuje na swój użytek – w tym wypadku świetnego, motorycznego i gęstego soundu gitary.

Z kolei „The White Raven” przywołuje echa nieodżałowanego The White Stripes i spokojnie mógłby się znaleźć na którejś z ostatnich płyt duetu. Garażowo-hipisowskie zabarwienie tego utworu, wspaniale urozmaica album. O ile we wspomnianych utworach Jack sam nagrał partie wszystkich instrumentów, o tyle w kolejnych wsparli go już inni muzycy i goście. Tak jest w „Hi-De-Ho” - kolejnej kompozycji, znanej z singla, w której gościnnie pojawił się raper Q-Tip z legendarnej formacji A Tribe Called Quest. Tu zaś jednak klimat dalekowschodni czyni sample z utworu „Hi De Ho Man” Cab Callowaya – jazzmana, który swe największe sukcesy święcił na przełomie końca lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Q-Tipa trudno pomylić tutaj z kimkolwiek innym – nowojorski MC kładzie swoje płynne zwrotki znakomicie. Dodatkowym atutem jest tu partia gitary akustycznej, zagranej przez Olivię Jean – od kilku dni żony White'a. Taka 'sklejka' daje piorunujący efekt i zgrabnie płynie wręcz na modłę hiphopową.  Z kolei okołodubowa „Eosophobia” ma w sobie coś z kompozycji Franka Zappy. Plany nachodzą na siebie, brzmienia mieszają się, a mimo tego utwór ma świetny, ciepły i pulsujący klimat.

Jeszcze większą finezją legitymizuje się bodaj najbardziej zaskakujący numer na całej płycie, czyli „Into The Twilight”, gdzie Jack nie powstydził się zsamplowania „Twilight Zone/Twilight Tone” - jednej z najsłynniejszej kompozycji grupy The Manhattan Transfer. Ale to nie wszystko, bo w utworze pojawia się także głos Williama S. Burroughsa – guru beat generation oraz fragmenty wokaliz Bobby'ego McFerrina. Zestawienie doprawdy mocno zaskakujące, a efekt wyśmienity. 30-sekundowe delikatne intro „Dusk” wprowadza z kolei w kolejny numer znany z singla „What's The Trick?”, które ma w sobie coś z twórczości Rage Against The Machine. White bawi się tu gitarą w stylu Toma Morello, a co więcej – rapuje. Natomiast „That Was Then, This Is Now” ma szansę stać się koncertowym szlagierem. Może nie takim jak „Seven Nation Army”, ale utwór dzięki swojej podwójnej rytmiczności idealnie nadaje się do koncertowych pląsów. "Eosophobia (Reprise)" to wariacja na znany już temat, która właściwie brzmi jak rework. Jest kolejną formą zabawy, która pokazuje, że Jack nie tylko jest otwarty na eksperymenty, ale wręcz na żarty ze swojej twórczości. Apogeum stanowi tu „Morning, Noon And Night”, który ponownie nawiązuje do twórczości The White Stripes, a jednocześnie daje pojęcie, jak muzyka Jacka i Meg mogłaby brzmieć dzisiaj – bogato i jeszcze pełniej. Zamykająca płytę „Shedding My Velvet” być może niejako zapowiada drugi tegoroczny album White'a – jest spokojna, piosenkowa, analogowo ciepła i po prostu ładna.

Przerwa w działalności spowodowana także pandemią, nie naruszyła umiejętności, czy kompozytorskiego sznytu Jacka White'a. Przeciwnie – wydaje się on wręcz wygłodniały grania, mieszania różnych stylów, a jednocześnie zachowania własnej, odrębnej artystycznej jakości. Czekam na ciąg dalszy, bo „Fear Of The Dawn” spełnił swą funkcję z nawiązką.


Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load