Recenzje

2022-05-13
Chemia - "Something To Believe In"
Aż siedem lat przyszło czekać na nowy album Chemii. W tym czasie zespół zmienił managment, odzyskał starego wokalistę oraz wydał płytę pod producencką i tekstową kuratelą Andy'ego Taylora (ex-Duran Duran), zatytułowaną "Something To Believe In".
Wykonawca: Chemia
Wytwórnia: DCM Records / Metal Mind Production
Rok wydania: 2022

Materiał, który znalazł się na płycie, był już gotowy parę lat temu. Plany wydawnicze pokrzyżowała jednak przede wszystkim pandemia. Toteż premiera płyty przesuwała się parokrotnie. "Something To Believe" jest więc materiałem, który trochę się 'odleżał', a jak to wpłynęło na jego zawartość?

Otwierający "Modern Times" ma posmak nieco bluesowy. Słychać w nim jednak luz, zgranie i swoistą pewność siebie. Łukasz Drapała też śpiewa z dużą dozą otwartości, a dodatkowe chórki w refrenie, potęgują to wrażenie. "Angina" to już poważniejsza rzecz - wzbogacona o partie smyczkowe, w pierwszej chwili kojarzy się z "Kashmir" Led Zeppelin. Ma też w sobie coś filmowego, a nieco zagęszczona solówka gitarowa w drugiej części, robi ciekawy wyłom. Z kolei "New Romance" to rasowy hard rock, z 'garażowym' wokalem Łukasza i jeszcze kilkoma mniejszymi przetworzeniami po drodze. To jednocześnie pewniak koncertowy - nośny i dość skoczny. Większym ciężarem, a przede wszystkim dobrym riffem legitymuje się "The Windows Soul", zaś gościnnie w chórkach Łukasza wsparła tu Jennifer Diehl. A skoro jesteśmy przy riffach - najciekawszy na całej płycie niesie utwór tytułowy - zgrabny, groove'ujący i przyjemnie 'brzęczący'. Druga część płyty jest jeszcze bardziej urozmaicona. Najpierw skradający się "Beneath The Waterline", zagrany z pietyzmem i atencją oraz wzbogacony chyba najbogatszymi partiami wokalnymi na całej płycie, w tym refrenem rodem z nagrań Foo Fighters. Następnie lekko funkujący i w konsekwencji przebojowy "Blood Money" oraz absolutna ozdoba płyty, country-bluesujący "Tumbleweed", brzmiący, jakby został zagrany gdzieś na werandzie w środku Stanów Zjednoczonych. Kapitalną partię harmonijki zagrał tu Mark Feltham, której brzmienie słychać również w kolejnym, balladowym "The Best Thing". Album zamyka jeszcze jeden typowo 'amerykański' utwór - "Eagles In the City" z rwanym riffem i udaną, płynną grą sekcji rytmicznej.

Nie jestem pewien, czy " Something To Believe In" jest najlepszą płytą w dorobku Chemii, ale na pewno jest najbardziej urozmaiconym ze wszystkich jej dotychczasowych dokonań. Polecam ją zwłaszcza na długie trasy samochodem. Będziecie zaskoczeni, jak bardzo ten album spełnia funkcję 'opowieści drogi'.


Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load