Recenzje

2022-05-27
Jerzy Mazzoll - "Być"
Jerzy Mazzoll po ponad 25 latach od wydania płyty „a”, nagrał wreszcie album, który mówi o jego muzycznej tożsamości najwięcej.
Wykonawca: Jerzy Mazzoll
Wytwórnia: Wytwórnia Krajowa
Rok wydania: 2022

Oczywiście nie jest tak, że starszy z braci Mazolewskich nic nie robił przez całe ćwierćwiecze. Wręcz przeciwnie – był bardzo aktywny, a wydawnictwa z jego różnorakim udziałem ukazywały się regularnie, że wspomnę chociażby ubiegłoroczną „MAZZBOXX”, nagraną w duecie Igorem Pudło z grupy Skalpel. „Być” jest jednak innym wydawnictwem, choć i na nim pojawia się współautor w osobie Michała Szturomskiego, który nie tylko odpowiada za co najmniej kilka różnych działań dźwiękowych (w tym krótkie nagrania terenowe zawarte między utworami), ale przede wszystkim za produkcję całości. Ale to nie wszystko, bowiem na płycie pojawili się gościnnie także pianista Miłosz Wośko, kontrabasista Franciszek Pospieszalski, basista Piotr Machałowski, czy perkusjonaliści Igor Nikiforow i Artur Chaber. Przyznam, że gdy przeczytałem ten skład umieszczony przy spisie utworów, zapaliła mi się lampka w głowie, czy to nie jest płyta… bigbandowa. Nic bardziej mylnego!

To płyta spokojna, kontemplacyjna, nawet uduchowiona. Jest jak katalog emocji, wspomnień, myśli i gestów. Dźwięk klarnetu gospodarza jest tu nie tylko punktem wyjścia, ale narratorem całości. Ten strumień zaczyna płynąć wraz z pierwszymi taktami „Na szarej ziemi drobinki kurzu”, gdzie fortepian oraz organy Miłosza do spółki z bębnami Igora, uzupełniają transowo ‘opowieść’ Jerzego. A jest ona refleksyjna, pełna wątpliwości, a jednocześnie odznacza się niezwykłą szczerością. Słychać, że to nie są dźwięki młodego grajka, ale doświadczonego muzyka, który niejedno przeżył. Kapitalnie wypada także „Pani bycia i śmierci”, gdzie kontrabas Franciszka pulsuje wręcz afrykańskim rytmem, a gitara Michała i fortepian Miłosza unoszą się wokół niego. Gospodarz tym razem wchodzi niejako w dialog z tym tłem, ‘dopowiadając’ jedynie co istotne części historii. Z kolei w „Milcząca mowa ciała” brzmi niczym nieco przyspieszony, ciepły dub, będący idealnym kontrastem dla (tym razem) głównie wysokich tonów Jerzego. Zaś sakralny początek „Po chęci życia kruche ślady”, za który odpowiada Miłosz, stanowi zaskakujące wprowadzenie do tej przyjemnie kołyszącej kompozycji. Ważną rolę odgrywa tu sekcja rytmiczna – dublet kontrabasu i basu oraz perkusjonalia Artura, które rytmicznie prowadzą całość. Natomiast „Jak mnie słyszy twój pies”, to najbardziej przepełniony tęsknotą utwór, jaki słyszałem w tym roku. Wystarczy zamknąć oczy i się wsłuchać w to rozedrgane brzmienie mazzollowego klarnetu, które zaskakująco się urywa, przechodząc płynnie w… przestrzenne i analogowe techno w postaci „W jednej chwili miłość i amnezja”. Tak taneczna, a jednocześnie kipiąca od emocji kompozycja w tym miejscu, jest z jednej strony pewnym zaskoczeniem, a z drugiej – idealnie tutaj pasuje, urozmaicając całość. Odrobina tego tanecznego vibe’u przenosi się na utwór „Książę Tego Świata i nic”, gdzie bit bardziej pulsuje w stosunku do poprzednika, ale i tworzy mantrowe tło dla sinusoidalnych partii klarnetu. A skoro jesteśmy przy bitach – ten z „Optymistycznej niewiary” ma podobny podział jak ten w „Scheaming” Maxima. Zupełnie jednak nie przeszkadza frazowaniu Jerzego, a do spółki z gitarą, kontrabasem i perkusjonaliami, wspaniale je uzupełnia. Ciekawie wypada „Niebo ziemia słońce”, która początkowo brzmi niczym ballada o zmierzchu, a gdy nagle wchodzi nieco łamany bit, robi się niemalże triphopowo. Jeszcze jeden odnośnik do dubu znajdziemy natomiast w spoconym „Nawiedzeni przez sen”, który łączy w sobie transmisję z kosmosu z gorącym letnim wieczorem. Swoistą ozdobą jest w nim także krótka solowa partia gospodarza w drugiej części. Całą podróż puentuje natomiast miarowe, choć odrobinę zagęszczone „Trzecie życie” z zaskakującą partią klawiszy pod koniec, które niespodziewanie się wyciszają.

„Być” to przepiękna, ujmująca i zapalczywie rozgrzewająca wielowątkowa historia, która nie tylko należała się Mazzollowi, ale przede wszystkim – jego słuchaczom. Znajduje ona też pewne powinowactwo z dość medytacyjną płytą „Yugen”, którą w zeszłym roku nagrał młodszy brat Jerzego, Wojtek. Gdy już wsiąknięcie na dobre w „Być”, polecam słuchanie obu albumów na przemian. Będziecie jeszcze bardziej zaskoczeni (a może i nie)?


Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load