Recenzje

2022-06-15
Kula Shaker - "1st Congregational Church Of Eternal Love..."
Popularna w latach 90. brytyjska grupa Kula Shaker przypomniała o sobie nową płytą o intrygującym tytule "1st Congregational Church Of Eternal Love And Free Hugs".
Wykonawca: Kula Shaker
Wytwórnia: Rough Trade
Rok wydania: 2022

Kula Shaker są odpowiedzialni za resuscytację rocka psychodelicznego w świadomości publiczności mainstreamowej, w czasie, gdy nikt się tego nie spodziewał. W środku lat 90-tych, gdy grunge powoli się przejadał, a brit-pop święcił triumfy powtarzalnością i sztampowością, ci goście sięgnęli po brzęczące sitary, złożone kompozycje i wypróbowaną w latach 60 i 70-tych fascynację Hinduizmem. Ich debiutancki album K powiewał przebojowością i świeżością, a takie hity jak „Tattva” i „Govinda” uświadomiły słuchaczom, że ta kolejna ekipa angielskich młodzieńców w potarganych fryzurach ma do powiedzenia coś więcej, niż tylko kolejne ulotne hymny futbolowo-pubowe. Mainstream rzecz jasna bardzo szybko obszedł się z Kulą i po dwóch powszechnie znanych albumach wtrącił ich z powrotem w odmęty zapomnienia i niebytu. Kula przez cały czas tworzyła i grała koncerty, ale już niezależnie, na własny rachunek, mniej rockowo, a bardziej folkowo, medytacyjnie i nastrojowo.

Przez lata częściej ich nie było, niż byli. Ale gdy już przybywali, to z konkretami. I tak jest w 2022, gdy świat targany kolejnymi burzami szuka wytchnienia w pierwszych od dawna promieniach słońca. I tak, jakby w odpowiedzi na czas poszukujący podwójnej dawki radości i wytchnienia, Kula Shaker przynoszą nam, całkiem znienacka, album koncepcyjny. 1st Congregational Church Of Eternal Love And Free Hugs to mikstura ironii i introspekcji; to zwierciadło obnoszone po gościńcu, w którym ujrzymy nie tylko własne nadzieje i lęki, ale także dwulicowość, powierzchowność, brak zrozumienia i ślepy pęd do samounicestwienia. Płyta skonstruowana jest w formie zebrania liturgicznego, gdzie kolejne pieśni przeplatają się z wypowiedziami kaznodziei, w typowo sztywnym, groteskowym, anglikańskim stylu. Duchowość Kuli jest osobista i indywidualna, a tytułowy kościół to molestująca pseudo-religijna kpina mająca na celu wyszydzenie, napiętnowanie, ukaranie i zebranie datków.

Co do samej muzyki, Church to najbardziej odważna, świeża, radykalna i wyrazista propozycja Kuli od lat 90-tych. Koncepcyjność albumu nie przeczy jej przebojowości, lecz wciąga i zachwyca przekazem, złożonością, nastrojem i ładunkiem emocjonalnym. Rzecz jasna, to podróż do psychodelicznego Londynu późnych lat 60-tych i ówczesnych arcydzieł rocka, takich jak biały album The Beatles, Tommy The Who, Odessey And Oracle The Zombies, a nawet The Kinks Are the Village Green Preservation Society The Kinks. W swoim stylu i wizji muzyki, Kula przypomina także innych, nieco zapomnianych gwiazdorów ówczesnych czasów, protoplastów brzmienia psychodelicznego takich jak Arhur Lee i jego Love, czy Roky Erickson i 13th Floor Elevators. To dzięki ich wysiłkom i nieco misyjnej działalności możemy zachwycać się dziś chociażby The Black Angels lub Night Beats. W Church słychać zatem dziedzictwo muzyki, genezę samych siebie, jak i wpływ Kuli na kolejne pokolenia.

Obok zasłużonych braw za Church, za odwagę, świeżość, brak ustępstw i zachowawczości, warto jednak zadać Kuli pytanie, czy nie przesadzili? Czy trwający ponad godzinę, złożony album z wyraźnym zarysem narracji i koncepcyjności pasuje do dzisiejszych czasów, gdy płyty ‘długogrające’ stają się coraz krótsze, a najwięcej uwagi przykuwa przekaz medialny ‘na jednego gryza’? Absolutnie tak. Church jest płytą pod wszelkimi względami na przekór; jest ucieczką do innego czasu, od zgiełku, do rzeczywistości wyimaginowanej, dostrzegalnej zmysłami innymi niż wzrok i dotyk. Czy jej rozmiar może lekko przytłoczyć, żeby nie powiedzieć zmęczyć? Być może, to indywidualne podejście. Z całą pewnością nie jest to płyta na jednego gryza; warto słuchać ją po wielokroć, w cieple letniego słońca, odkrywając kolejne jej tajemnice. Po latach Kula Shaker wciąż mają dużo do powiedzenia, pomimo iż maszyna mainstreamu szybko przeżuła ich jak gumę, a opinia publiczna posłusznie wypluła do kosza.


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load