Recenzje

2022-08-27
Tim Bowness - "Butterfly Mind"
Tim Bowness - były wokalista No-Man - wrócił po 2 latach przerwy z siódmym albumem studyjnym wyprodukowanym i zmiksowanym przez Stevena Wilsona.
Wykonawca: Tim Bowness
Wytwórnia: InsideOut Music
Rok wydania: 2022

Jeśli przyjrzymy się okładce tej płyty z odległości, niewielu skojarzy ją z Timem Bownessem. Ten nowoczesny design sugeruje nowoczesne brzmienie, bardziej współczesne, niźli oparte na założeniach neo-prog-rocka. Butterfly Mind brzmi bardziej ‘alternatywnie’, niż ‘progresywnie’, tak jakby Bowness usłyszał głos fanów sugerujących mu większą różnorodność albumową. Oczywiście, nie trzeba dogłębnie analizować pełnych 40 lat jego działalności artystycznej, aby ową różnorodność odnaleźć. Aczkolwiek, solowe albumy Bownessa wydane na przestrzeni ostatnich lat, chociaż ciekawe, są do siebie podobne, niczym odcinki niespiesznie biegnącego serialu. Bownessowi łatwo jest zarzucić, że w jego solowym dorobku za dużo słychać lamentowania do księżyca, a za mało tajemniczości i nieprzewidywalności, co charakteryzowało chociażby jego twórczość w No-Man.

Butterfly Mind jest odpowiedzią na oba te zagadnienia. To dynamiczny, witalny, zaskakujący album, odmienny od tego co Tim prezentował na swoich płytach w ciągu ostatnich lat. To nie jest żadna wolta, nie nastąpił ‘skok przez rekina’, ani ostry zwrot akcji; a mimo to, wyraźnie widać, słychać i czuć, że jest inaczej. Tim wziął się w garść, mniej lamentuje, a bardziej czaruje, na przekór sceptykom czy wręcz przeciwnikom. Jasne, jeśli ktoś oczekuje usłyszeć inne oblicze Tima, powinien sięgnąć po takie krążki jak Modern Ruins czy Warm Winter – jego dorobek jest na tyle przepastny i bogaty, że jest czego słuchać. Aczkolwiek, to materiał mniej eksponowany, niż solowy ‘statek-matka’. Tutaj sprawy mają się po staremu; aczkolwiek, słychać wyraźnie, że motywem przewodnim Butterfly Mind jest wprowadzenie większego powabu i dysonansu poznawczego do tych tradycyjnych lamentów.

Butterfly Mind jest płytą do wielokrotnego odsłuchu, która mimo znajomych elementów, takich jak nieodmiennie melancholijny głos Bownessa, przykuwa uwagę czymś nowym, obcym, niecodziennym. Dzieje się tu znacznie więcej, niż chociażby na Late Night Laments czy Lost In The Ghost Light, jakby te starsze płyty szybko pokryły się kurzem, który teraz zostaje starty czymś świeżym i pachnącym. Takie kawałki jak “Always The Stranger”, “It's Easier To Love”, czy “Only A Fool” brzmią przyjemnie znajomo; ale “Glitter Fades”, “Lost Player”, czy “About The Light That Hits The Forest Floor” to już zupełne nowości. Bezdyskusyjnym epicentrum tego albumu jest „Dark Nevada Dream”, w którym Bowness i jego zespół eksplodują natchnieniem, pomysłem, groovem, wszystkim co najlepsze. To brzmi tak, jakby Bowness poznał nową muzę, i przestał wzdychać do tych dawno utraconych.

Jakiś czas temu porównałem styl Tima do Davida Sylviana. Mimo to, gdy słucham Butterfly Mind, przychodzi mi na myśl ktoś inny – Bryan Ferry. Introwertyzm Tima robi totalny obrót i wchodzi w terytoria bardziej ekspansywne, pełne życia i czaru, z niesamowitym zespołem, który czyni cuda. Bowness otoczył się nie lada talentem – nie po raz pierwszy słychać tu Iana Andersona, Petera Hammilla, czy Nicka Beggsa, którego bas porusza podłogę i sufit. Są także Gregory Spawton z Big Big Train, Richard Jupp (ex-Elbow), Dave Formula (Magazine, Visage), oraz starzy znajomi Ben Coleman, Brian Hulse, i oczywiście Steven Wilson. Tak jak Ferry przed laty zgromadził na Boys & Girls śmietankę muzyków i stworzył arcydzieło, tak Bowness robi teraz to samo; efekt jego pracy to godne podsumowanie 40 lat niestrudzonej działalności, nieprzemijającej inspiracji i miłości do muzyki.


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load