Recenzje

2022-09-01
Machine Head - "Of Kingdom & Crown"
Przed dwoma laty do Machine Head dołączył Vogg z Decapitated. Czy to pomogło grupie? Na to pytanie powinien częściowo odpowiedzieć nowy album grupy „Of Kingdom And Crown”.
Wykonawca: Machine Head
Wytwórnia: Nuclear Blast
Rok wydania: 2022

Polskich muzyków nie brakuje w szeregach zachodnich formacji - od lat mamy Pawła Mąciwodę w Scorpions, czy Daraya w Dimmu Borgir. A jednak dołączenie Vogga do takiej marki jak Machine Head jest nie lada wydarzeniem. Przełożyło się to już ponoć na jakość koncertów zespołu (przyznaję, że jak na razie minęła mnie możliwość sprawdzenia tego faktu osobiście). A jak to wygląda na nowej płycie? Po dość ordynarnie nickelbackowym wstępie, jaki otwiera najdłuższy na płycie (ponad 10 minut) „Slaughter The Martyr”, wjeżdża typowa ‘maszynogłowa’ jazda. Nie brakuje w niej i melodii, ani dość standardowego ciężaru, do jakiego przez trzy dekady grupa zdążyła nas już przyzwyczaić. Czuć i słychać pomiędzy tym jednak jakiś świeży powiew, przede wszystkim na odcinku solówek gitarowych, które są zasługą naszego rodaka. Znacznie lepiej prezentuje się natomiast „Choke On The Ashes Of Your Hate”, gdzie Robert Flynn nie po raz sięga po swój charakterystyczny ‘rap’. Tu jednak uwagę zwraca głównie zawrotne tempo utworu oraz jeszcze bardziej wykręcona solówka Vogga. A skoro jesteśmy przy zawrotnych prędkościach – absolutnym popisem nie tylko perkusisty Matta Alstona jest pod tym względem „Become The Firestorm”, które w refrenach dodatkowym i zaskakująco delikatnym wokalem naznaczył basista Jared Maceachern. Obłędny numer, może nawet najlepszy na płycie. Ale Robert Flynn jak zawsze ma też w zanadrzu nieco bardziej urozmaicone utwory. Takim jest  znany już z singla sprzed prawie 2 lat(!) „My Hands Are Empty” (poprzedzony szpitalnym intrem „Overdose”). Katakumbowe wokale i filmowe tło we wstępie sugerują raczej soundtrack do którejś z historycznie zabarwionych produkcji Netflixa. Chwilę później jednak utwór wjeżdża na znane już tory, gdzie melodie krzyżują się z ciężarem i wykrzykiwanymi wokalami Flynna. Trochę zmarnowana okazja, bo można było z tego zrobić naprawdę epicki kawałek. Z kolei "Unhallowed" to też kompozycja singlowa, choć wydana już w tym roku. Kompletnie jednak nie pasuje do „Of Kingdom And Crown”, bo brzmi jak… klasyczny metal, naznaczony wręcz piętnem Iron Maiden. Aż takich odchyleń nie ma natomiast utrzymany w kapitalnym bujająco-groove’owym stylu „Kill Thy Enemies”, choć i tu solówka Vogga jest ukłonem raczej w stronę starych mistrzów metalowego wywijania. Nic nowego nie znajdziemy natomiast ani na singlowym „No Gods, No Masters”, ani na nieco thrashowym „Bloodshot”, czy na wręcz wypluwanym przez Flynna „Rotten”. Każdy z nich to Machine Head w odsłonach znanych, ale już nieco minionych. Na koniec minutowy, filmowy „Terminus” wprowadza do wieńczącego całość, wymęczonego już „Arrows In Words From The Sky”.

Machine Head nagrywają swoje płyty ostatnio średnio co 4 lata. Nadal upierają się jednak, by były to dzieła długie, a w konsekwencji – przeładowane.  I takie niestety jest też „Of Kingdom And Crown”, które przy każdym kolejnym przesłuchaniu na wysokości drugiej połowy zaczyna zwyczajnie nużyć. Na koncertową odsłonę grupy nie powinno się to jednak w żaden sposób przełożyć.


Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load