Recenzje

2021-04-20
Motorpsycho - "Kingdom Of Oblivion"
Zaledwie pół roku czekaliśmy na premierę nowego albumu Norwegów z Motorpsycho, który jest muzyczną wycieczką w lata 70. ubiegłego wieku do Berlina, Londynu i Tokio.
Wykonawca: Motorpsycho
Wytwórnia: Stickman Records
Rok wydania: 2021

Nie dalej jak pół roku temu zachwycałem się nowym albumem Motorpsycho, bez ogródek sławiąc go arcydziełem, jednocześnie ubolewając, że Norwegowie nie mogą ruszyć w trasę, aby go promować. Mija sześć miesięcy, a przed nasze nosy wjeżdża ich zupełnie nowy, studyjny materiał, brzmiący jak kolejny sezon wybornych tematów podjętych na The All Is One, jak i wcześniej na The Crucible. Ewidentne jest, że w tej ekipie płynie twórcza moc, która nie idzie na zmarnowanie na niepotrzebne aktywności w mediach społecznościowych, lecz w muzykę; czyli to, po co my wszyscy tu przyszliśmy.

Kingdom Of Oblivion jest rzeczą ulepioną z tej samej gliny, co The All Is One; ale, bez wątpienia, jest rzeczą o mniejszym rozmachu, bardziej intymną, cichszą, bardziej mistyczną, ale wciąż z typowym dla Norwegów uderzeniem. Jest hardrockowo, jest psychodelicznie, jest stonerowo; a w pomieszczeniu unosi się słodko-zakurzonym zapach dni odległych. To, że wykres życia muzyki wiedzie nie liniami, a pętlami, wiadomo nie od dziś; natomiast, gdy słucham Kingdom Of Oblivion, z wielką przyjemnością stwierdzam, że ponownie przenosimy się w lata 70., do Berlina, Londynu, a nawet Tokio.

Motorpsycho, podobnie jak chociażby Opeth, znaleźli swoje terytorium w odrestaurowanych przestrzeniach, jakimi dawniej raczyli nas wszelkiej maści brodacze z Nazareth i Black Sabbath; oraz, kosmici z Hawkwind, UFO czy Budgie, w jednolitej fuzji z odlotami sceny kraut- oraz Canterbury. Takie numery jak „The United Debased” czy „At Empire's End” to dowód rzeczowy w sprawie ilości godzin, jakie liderzy Motorpsycho, Bent Sæther i Hans Magnus Ryan, spędzili wdychając polichlorek winylu. Słychać ich nieprzemijające fascynacje, porozumienie, oraz coraz ostrzejszy styl i doświadczenie.

Motorpsycho nie brzmiałoby tak, gdyby na wykopaliska i dźwiękowe podróże w czasie nie panowała moda. Aczkolwiek, ci muzycy nie są tu tylko po to, aby swoim brzmieniem cokolwiek imitować; oni je podnoszą, odkurzają i nadają mu dalszy ciąg. Muzyka nie biegnie linearnie, tylko zakręca, zawija, krzyżuje się i rozwidla w wielu kierunkach równocześnie. Motorpsycho, z ich fuzją space-, hard-, kraut- i prog-rocka, idealnie manifestują to, o co obecnie w rocku chodzi wielu osobom: zarówno tym tęskniących za latami młodości, jak i tym, co z fascynacją eksplorującą płytoteki swoich ojców.

Nie jestem gotów nazywać Kingdom Of Oblivion płytą rewelacyjną, tak jak The All Is One. Brzmi bardziej luźno, mniej dopracowanie, jak gdyby uwaga Norwegów była skupiona na jak najszybszym jej wydaniu. Z drugiej strony, mnóstwo tu ornamentów, tematów, szczegółów i wtrąceń. Słychać jest wizję i natchnienie, patrz „Dreamkiller” czy „Lady May”, niesamowite rzemiosło i konsekwencję w działaniu. Ta płyta jest pełna tych wszystkich rzeczy, za które kochamy pokręconego, kombinowanego rocka, nawet, jeśli została wydana ‘na szybkości’, sugerując ilość i długość (70 minut), a nie jakość.


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load