Recenzje

2021-05-01
Mariusz Duda - "Claustrophobic Universe"
Mariusz Duda z Riverside i Lunatic Soul nie traci twórczego czasu podczas pandemii i opublikował kolejne wydawnictwo solowe w ciągu minionego roku.
Wykonawca: Mariusz Duda
Wytwórnia: Mystic Production
Rok wydania: 2021

Mariusz Duda idzie na rekord polskiej fonografii, albowiem, jeśli dobrze liczę, w przeciągu 10 miesięcy udało mu się wydać trzy albumy zawierające premierowy materiał. Owszem, muzykę elektroniczną robi się ‘łatwiej i szybciej’, a artyści w pandemii mają dużo czasu i mocy przerobowych. Ale mimo to, trzy albumy?! To więcej, niż przeciętny Polak jest w stanie przez ten czas przesłuchać. Tak czy owak, ciekawa sprawa – najpierw, zupełnie spontanicznie, otrzymaliśmy Lockdown Spaces, nagrane jakby w przerwie na kawę przy dopinaniu ‘planowego’ Through Shaded Woods. Zaprawdę, nikt nie spodziewał się takiego obrotu spraw; tym bardziej, że Spaces zebrało więcej uwagi i pochwał, niż Woods, łącznie z nominacją do Fryderyka (jeśli ma to znaczenie). A chwilę później, (w lockdownie wszystko wydaje się chwilą), dostajemy Claustrophobic Universe, bezpośrednią kontynuację Spaces. Powiadają, że ilość nie idzie w parze z jakością; na szczęście, u Mariusza, od przybytku głowa nie boli.

Skoro już rzucam przysłowiami, Spaces i Universe to ta sama parafia, ale inna beczka. Oba albumy są wyrazem nieskrywanej fascynacji Mariusza muzyką elektroniczną, zarówno w jej bardziej klasycznej formie malowniczych syntezatorów, jak i bardziej współczesnych, kombinowanych struktur i rytmów. To zderzenie czaru nowoczesności i magii vintage można zaobserwować także w formie tych wydawnictw, albowiem Spaces i Universe ukazały się najpierw w streamingu, a potem… jako kasety. To wszystko do siebie pasuje; jak każdy kawałek muzyki sygnowany nazwiskiem Mariusza, tak i te są echem jakiegoś fragmentu jego życia, zarówno tego współczesnego (lockdown), jak i odległego, z lat 90-tych, dostępnego jedynie w formie wspomnień na starych taśmach. Jak mówi sam Mariusz, jego najwcześniejszą twórczością były domowe elektroniczne eksperymenty, przy użyciu magnetofonu i prostych syntezatorów, jako wyposażenia studia, oraz serca pełnego zapału i elektrycznych snów.

Okładki tych albumów także są pewną zapowiedzią ich zawartości, oraz różnic: Spaces jest wyraźnie ‘ośmiobitowe’, bardziej ‘kwadratowe’, a przez to tak urokliwe. Z kolei Universe to zdecydowany krok w stronę nowoczesności, przyszłości, która nie wiadomo kiedy stała się codziennością. O ile Spaces przyświecał duch retro/synthwave i nastrój niepokoju, tak Universe to kolejna dekada, czyli IDM. Urosły możliwości instrumentów, rozmnożyła się rozdzielczość i pamięć, a procesor gwałtownie przyspieszył. Universe jest już wyraźnie 16- albo nawet 32-bitowe, a jego brzmienie doroślejsze, przypominające zarówno produkcje tzw. demosceny, jak i pionierów nowych schematów techno, w stylu LFO, Plaid czy Autechre. Nawiązuję do tych komputerów, albowiem Universe to kolejny dowód na to, że instrumentalna muzyka Mariusza idealnie pasuje do świata gier komputerowych, których jest pasjonatem; być może to kolejne podświadome umieszczenie w muzyce cząsteczki swojego DNA.

Universe warto podejść mierząc się z całym tym kontekstem, zarówno w obszarze dorobku twórcy, jak i świata, w którym powstało. Lockdown trwa, ale nie jesteśmy już nim ‘przerażeni’ i ‘zafascynowani’, czego wyrazem było Spaces. Universe to okiełznanie rzeczywistości, umieszczenie w niej samego siebie z nadzieją na lepsze jutro, i przyszłość, która maluje się w kolorach magicznych, a nie czarnych. Universe to ‘statyczna dynamika’, operująca nieszablonową rytmiką i subiektywną paletą barw. Nie siedzimy już w szarym przedpokoju, gdzie identyczne dni mijają tak szybko jak klatki filmowe; teraz w tym pokoju tańczymy. Coś zaczyna się budzić, dziać, zaczynamy dziwacznie tańczyć, otwierać okno, wdychać aromat świata i spoglądać ku słońcu. Universe to kieszonkowa elektronika, grająca z walkmana prosto do duszy, krzepiąca i kierująca nas ku światłu. To zarówno trafna ilustracja zmieniającego się nastroju, jak i doskonały towarzysz codziennego wyczekiwania na odrodzenie.


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load