Recenzje

2021-06-05
The Black Keys - "Delta Kream"
""Delta Kream" to nie tylko płyta ‘odświeżająca’ dorobek The Black Keys, nawiązująca do ich korzeni, dostarczająca komfort miękkiego resetu; to także, nie da się ukryć, idealna płyta covidowa, która nie odkrywa przed nami wciąż zakazanych obostrzeniami uroków życia, tylko studiuje możliwości ciasnych przestrzeni własnego lokum" - zapraszamy do lektury recenzji nowego albumu duetu The Black Keys.
Wykonawca: The Black Keys
Wytwórnia: Warner Music Poland
Rok wydania: 2021

Gdy nie wiesz co masz zrobić, a inspiracja wyraźnie nie dopisuje, wydaj płytę z coverami. The Black Keys wiedzą, że ‘skusili’ swoją ostatnią płytą Let’s Rock. Ów krążek zakończył najdłuższą jak do tej pory ‘posuchę’ albumową zespołu, która zaczęła się od równie chybionego Turn Blue. Wyrażam się ujemnie o tych płytach nie dlatego, że są słabe, tylko dlatego, że słynący ze swojego dynamitowego stylu duet zaczął rozmieniać się na drobne. Historycznie, The Black Keys najpierw podbili serca fanów, a później całego świata. Ich surowe bluesowo-garażowe retro brzmienie trafiło na podatny grunt, na właściwy sobie czas. Ale wraz z rosnącymi nakładami i rozpoznawalnością, gdzieś po drodze zagubiła się ich autentyczność, polegająca na przekazywaniu dźwięków nienowoczesnych, przetartych. Im więcej sukcesu wkradało się do brzmienia, tym ów kurz wydawał się coraz dalszym wspomnieniem, a radość długogrająca ustąpiła kolejnym odsłuchom „Lonely Boy” przez ‘nowych fanów’ ze streamingu.

Znamienne jest, że w 2021, po serii albumów nijakich, The Black Keys postanowili powrócić do swoich korzeni: wydać album surowy, bluesowy, z reverbem i delayem, pachnący kurzem, grzybem i starymi płytami. Mniej indie-rocka, więcej brudu i kurzu; a nic się do tego nie nadaje lepiej, niż bluesowi klasycy, których rozstrojone riffy i chrapliwe głosy posłużyły Danowi Auerbachowi i Patrickowi Carney za podręcznik do nauki muzyki, wrażliwości i tożsamości twórczej. To nie pierwszy raz, gdy The Black Keys sięgają po bluesowe skarby; ich mini-album Chulahoma opierał się na podobnym założeniu, co Delta Kream – był poświęcony niedocenionej szerzej twórczości Juniora Kimbrough, którego piosenki także i teraz wypełniają lwią część płyty. Interpretacje jego numerów na Delcie uważam za najsilniejsze – „Stay All Night”, „Sad Days, Lonely Nights”, oraz „Come and Go With Me”.

Rzecz jasna Delta nie stoi samym Kimbroughiem, gdyż mamy tu także numery Mississippi Freda McDowella (świetne „Louise”), R.L. Burnside’a („Going Down South”), oraz Big Joe Williamsa („Mellow Peaches”). Cały zestaw otwiera brawurowe, natchnione wykonanie absolutnego klasyka samego Johna Lee Hookera „Crawling Kingsnake”. Nie trzeba być fachowcem od bluesa, aby zrozumieć wzajemną spójność tych kompozycji; Auerbach i Carney eksplorują muzyczną spuściznę delty Mississippi, na której oparli własne, wczesne brzmienie. Wszystko polega tu na surowości, ciężkim rytmie, hipnotycznych riffach i niesamowitej ‘autentyczności’, która przenika nawet do wykonania tych, których życie było diametralnie inne od czarnoskórych bluesmanów na amerykańskiej prowincji w latach 50/60-tych. Historia spotyka się z nowoczesnością, która eksplorując możliwości wspólnego retro-mianownika przenosi nas do innego czasu i rzeczywistości.

Delta Kream to nie tylko płyta ‘odświeżająca’ dorobek The Black Keys, nawiązująca do ich korzeni, dostarczająca komfort miękkiego resetu; to także, nie da się ukryć, idealna płyta covidowa, która nie odkrywa przed nami wciąż zakazanych obostrzeniami uroków życia, tylko studiuje możliwości ciasnych przestrzeni własnego lokum. Ewidentne jest, że panowie ‘zamknęli’ się w studiu, z potrzeby serca, ale i przymusu świata, i wykorzystali moment, aby przewietrzyć swoje twórcze korytarze, nagrywając coś szczerego, prawdziwie osobistego. To jest powrót do korzeni The Black Keys, ale z uwzględnieniem całego doświadczenia, obycia, rozpiętości stylistycznej i chwytów pod publikę, jaką przez te 20 lat działalności zdobyli. Zespół nie odcina się od swoich ‘przebojowych’ albumów w stylu Brothers czy El Camino, lecz przekazuje zdobyte dzięki nim umiejętności w tej samej grze, od samego początku. To dobre wykorzystanie okresu ciszy, zarówno wobec siebie, jak i swoich fanów.


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load