Recenzje

2021-06-17
Dance Like Dynamite - "Litania Kłamstw"
Po ciekawym debiutanckim albumie "This Funeral Is Sold" sprzed 3 lat, który dość zręcznie łączył cold wave, new romantic i rocka, formacja Dance Like Dynamite wypuściła nowy album.
Wykonawca: Dance Like Dynamite
Wytwórnia: Tempelhof Recordings
Rok wydania: 2021

Dance Like Dynamite to grupa doświadczonych muzyków: wokalistę Krzysztofa 'Sado' Sadowskiego znamy chociażby z Vulgar, basista Piotr Pawłowski, to muzyk Made In Poland i The Shipyard. Gitarzysta Tomasz 'Snake' Kamiński przez wiele lat grał w Golden Life, podobnie zresztą jak perkusista Karol Skrzyński, który zresztą wciąż jest jej członkiem. Dość różnorodna proweniencja owocuje nie tylko ograniem, ale przede wszystkim wpływami. Te w Dance Like Dynamite mieszają się dość równomiernie. Na "Litanii kłamstw" również jest to wyraźnie słyszalne, począwszy od otwierającego album utworu tytułowego, gdzie coldwave'owy rytm w tle okraszono odrobinę grunge'owym riffem i równo punktującą perkusją. Z kolei nad "Szukam" unosi się duch lat 80. - zarówno ten gotycki, jak i zimnofalowy, aczkolwiek produkcja jest nieco bardziej współczesna - przynajmniej o dekadę. Natomiast w "Nie ma nas" oprócz 'zimnych' brzmień obu gitar, zaskakują przede wszystkim brzmienie perkusji, okraszone również podwójną stopą oraz… dźwięki trąbki, na której gościnnie zagrał Tomasz Ziętek. Swoistym wyłomem jest tu cover "Diamenty są wieczne". Klasyczny bondowska kompozycja Johna Barry'ego z 1971 roku została tu przedstawiona jako gorzka, gotycka ballada, w której zaśpiewała gościnnie Agnieszka Rassalska. Z kolei industrialnie zabarwiony "Geheminis", podbija dodatkowo niemiecki tekst Sadowskiego. Świetne wrażenie robi natomiast filmowy i przestrzenny "Nattasang". Naznaczony beznamiętną deklamacją Ula Zaleśkiewicz, można potraktować jako znamienne interludium dla całości. Chwilę później wjeżdża bowiem ciężki, mroczny i lekko halucynujący "Ból jest niewidzialny", gdzie 'Sado' serwuje chyba najwięcej zmian wokalnych na całej płycie. Na tym tle pulsujące "I popłyną łyz" potęgują wrażenie swoistego otumanienia, które zaserwował poprzednik. W obu też świetne, różnie zabarwione partie gitar zaserwował 'Snake'. Prawdziwym rarytasem jest natomiast knajpiany jazzowy "Są takie chwile". Właściwie jedynym łącznikiem z resztą jest tu deklamacja Wioletty Noch oraz tekst Kazimierza Przerwy-Tetmajera, kojarzący się tym razem nieco z wokalizami Nergala w Me And That Man. Z kolei nieco postpunkowy "Człowiek stworzył sztukę" idealnie nadaje się na… imprezę. Apogeum płyty stanowi zaś "Sto tysięcy słońc" - powolny, klimatyczny, mający w sobie głównie ducha Killing Joke, robi piorunujące wrażenie. Album zamyka przestrzenny i odrobinę postapokaliptyczny w wydźwięku, acz przyjemny dla ucha "Koszmar minął".

Nie można odmówić Dance Like Dynamite pomysłowości aranżacyjnych, a drugi album grupy to udowadnia. I o ile początkowo płyta wydaje się momentami niespójna, to z każdym kolejnym odsłuchem to wrażenie mija i spokojnie można zanurzyć się w tę 'zimną' podróż.


Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load