Recenzje

2021-07-01
Paula & Karol - "Lifestrange"
Polsko-niemiecki duet Paula & Karol nagrał piękny piąty album "Lifestrange", który idealnie pasuje do letniego wakacyjnego nastroju.
Wykonawca: Paula & Karol
Wytwórnia: Mystic Production
Rok wydania: 2021

Letnia pora od zawsze sprzyjała dobrej muzyce; lub raczej, latem wszystko brzmi lepiej. Tą prawidłowość od dekad wykorzystują producenci letnich przebojów, oraz ci, których muzyka z natury rzeczy jest słoneczna i pogodna, bez względu na to, czy to pandemia czy dziura ozonowa. Formalnie duet, ale tak naprawdę kolektyw krewnych i znajomych Paula i Karol właśnie do takich artystów należą; ich płyty przynoszą ciepło na sercu i uśmiech na twarzy, służąc niczym grająca widokówka z bardziej beztroskich lat w dziwnych czasach niepewności, frustracji, obostrzeń i absurdów.

Lifestrange już na starcie, czyli swoim tytule, jest jakby afirmacją czasu, w jakim żyjemy. Nic na to nie poradzimy, jest słabo, wciąż dominują cztery ściany, a już straszą kolejną falą i greckim alfabetem. Ale możemy słuchać muzyki, spotykać się przy niej z przyjaciółmi, wychodzić na spacer, a nawet próbować pójść na koncert, w ograniczonej ich liczbie. Jest to jakaś otucha, jest to jakiś postęp, coś, czego póki co nam nie zabiorą. Nie zmarnujmy tego czasu, zarówno jako artyści, których modus operandi przeżywa terapię wstrząsową, jak i słuchacze, którzy nie wiedzą gdzie mają się podziać.

Piąty album, 12 lat przyjaźni i wspólnego grania. Historia jednej znajomości Pauli Bialskiej i Karola Strzemięcznego jest sama w sobie zastrzykiem optymizmu; nie dziwi też fakt, że tak ‘adhocowy’ projekt obrał właśnie ciepły, folkowo-indie-popowy styl, momentami do złudzenia przypominający historię i brzmienie osiadłych w Berlinie Mighty Oaks. W muzyce Pauli i Karola usłyszymy historię muzyki rozrywkowej, od folkowego Nowego Jorku późnych lat 50-tych, po Lato Miłości 1967, oraz całe dziedzictwo tych okresów, jakie do dziś słyszymy w nowoczesnej, niezależnej muzyce pop.

Gdy słucham takich numerów jak „Safe From Harm”, „Expectations”, „Better News” czy nade wszystko „Leave Me”, nie mogę nadziwić się urokowi i harmonii, jakie udało się temu kolektywowi muzyków wypracować przez te lata znajomości. To nie tylko optymizm i zrozumienie, ale też doświadczenie i wyczucie, oraz osłuchanie. Dylan, Baez, wiadomo, ale przede wszystkim Brian Wilson, Belle & Sebastian, a nawet The Flaming Lips. Z jednej strony radość, kwiaty i słońce, a z drugiej odrobina psychodelicznego ciepełka, niosąca źdźbło niepewności wobec własnego położenia. 

Największą radość sprawiają mi jednak inne dwa utwory – „Memories”, oraz finałowe „Good Old Days”. Ten duet, jakże tożsamy, to kwintesencja tego krążka. Oba wyciągają uszy i palce w kierunku przeszłości, nie tylko wspominając lepszy czas, co przywołując jego ducha w formie dźwięku. Melodyjność, harmonijność oraz nostalgia tych utworów mogła powstać wyłącznie w odległej przeszłości; chociaż, jest dziełem dnia dzisiejszego, tu i teraz. Przecież nawet 2 lata wydają się teraz odległą przeszłością; a czas, w którym istniejemy, zlewa się i zakrzywia na naszych oczach i uszach.

Lifestrange jest krótkie, ale konkretne, podobnie jak każdy z jego poprzedników. Piękne kolorowe okładki tych albumów można podziwiać dla samych walorów estetycznych, oraz ciepła i emocji, jakie potrafią wywołać ładunkiem synestezyjnym. I oczywiście, każda z nowych piosenek jest jak ciąg dalszy pięknego serialu typu Friends, jaki podziwiamy od lat, w swoisty sposób towarzysząc mu, jako niewidzialni starzy znajomi. Lifestrange to trywialna, choć krzepiąca wiadomość z gatunku tych, które pamięta się całe życie: głowa do góry, jest teraz gorzej, ale za chwilę będzie lepiej, zobaczysz!


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load