Recenzje

2021-07-14
Michał Łapaj - "Are You There"
Klawiszowiec Michał Łapaj to kolejny muzyk grupy Riverside, który uraczył nas pięknym solowym albumem.
Wykonawca: Michał Łapaj
Wytwórnia: Mystic Production
Rok wydania: 2021

Fani Riverside nie mogą narzekać na brak aktywności swoich ulubieńców w czasach zarazy. Mamy wydawnictwo koncertowe, a zaraz pojawią się też same koncerty; mamy Zenith od Macieja Mellera, mamy aż trzy solowe płyty Mariusza Dudy; a teraz, dostajemy także solowy debiut Michała Łapaja. W jakim stopniu nadmiar wolnego czasu przyczynił się do wydania Are You There, a w jakim była to misja, którą wirtuoz klawiszy nosił w sobie od lat – wie tylko on sam. Grunt, że jest kawałkiem niebagatelnej muzyki, który nie tylko poszerza znane nam uniwersum dźwięków Riverside, ale też ukazuje siłę talentu, jaki przez lata drzemał po prawej stronie ich sceny. Michał solo nie odcina się od swojego statku-matki; a jednocześnie objawia moc indywidualności i wyobraźni, wrażliwości i kreatywności, operując na przełęczy rocka i elektroniki, które chodzą w parze wyłącznie okazjonalnie.

Instrumenty klawiszowe, w postaci Moogów, Rolandów, Wurlitzerów, Hammondów czy Rhodesów, nie stanowią typowego elementu zestawu rockowego. Ich obecność była zarówno magią, jak i przekleństwem wielu zespołów, wykorzystywanym głównie przez muzyków hard- i prog-rockowych. Dorobek i spuścizna takich legend jak Jon Lord, Ray Manzarek, Keith Emerson, Rick Wright, czy Rick Wakeman i Tony Banks, jest oczywiście słyszalna w tym, co gra Michał. Ale to nie klawisze ‘rockowe’ są esencją Are You There, lecz te, które stworzyły własne światy, niezależnie od gitar, przenoszące w świat nauki i fantazji. Tutaj bohaterem jest Szkoła Berlińska – czas czarodziejów sekwenserów i pokręteł, ambient i dynamiczna przestrzeń, Tangerine Dream i Klaus Schulze, Manuel Göttsching i Florian Fricke, a nawet Pete Namlook – co Michał zdołał już udanie zapowiedzieć epką Sessions.

Nawet pobieżne przesłuchanie Are You There daje poczucie, że obcujemy z płytą zbyt poważną i złożoną, aby była chwilowym eksperymentem, impulsem spontaniczności i zbiegiem okoliczności. Głosy Micka Mossa (Antimatter) i Beli Komoszyńskiej (Sorry Boys) świadczą o tym, że temat jest bardziej złożony, niż tylko klawiszowe ‘plamy dźwięku’. Wokalne kompozycje kontrastują i współgrają z instrumentalnymi – zupełnie jak na Before and After Science Briana Eno. Melodramatyczne „Shattered Memories” z głosem Mossa nie bez powodu pilotuje ten album, ale „Fleeting Skies” z natchnionymi wokalizami Beli – to odpowiednik „The Great Gig In The Sky”. A zaraz za nimi – kosmiczna cisza i przestrzenie wyobraźni, sięgające tak samo Rubyconu, co Timewind. Płyta chwyta za ręce oba powinowate światy – progowy i elektroniczny. I niech mnie, jeśli jej się to nie udaje!

Słuchając Are You There obcujemy z czymś złożonym i przemyślanym, owocującym emocjami i finałowym spokojem. To silna całość, z podziałem na strony i akty. Nie jest odległa temu, co znamy chociażby z Eye of the Soundscape, jednego z najlepszych elementów dorobku Riverside. Solowy debiut Michała potwierdza, że tej magii jest w poczekalni znacznie więcej. Maestro udowadnia, ile tego, co słyszymy na ‘co dzień’ w Riverside zawdzięczamy właśnie jemu. Nie pomyli się ten, kto dostrzeże znajome terytoria („Where Do We Run”, „In Limbo”, „Unspoken”, „Surfacing”) klawiszowego DNA tego zespołu, właśnie tu i teraz. To jego dusza, podwórko i kosmos, świetny dokument współczesnego ‘rocka elektronicznego’, który na fali archeologii sztuki wraca do powszechnych łask; choć tak naprawdę, nigdy ich nie opuścił, wystarczy tylko uważnie słuchać.


Autor: Jakub Oślak


End of content

No more pages to load