Recenzje

2021-10-12
WIJ - "Dziwidło"
Trio Wij zdaje się mieć we krwi rocka w swej najbardziej pierwotnej odsłonie. Określani są wręcz składem protometalowym. Na płycie „Dziwidło” słychać to idealnie.
Wykonawca: WIJ
Wytwórnia: Heavy Medication Records
Rok wydania: 2021

Estetyka starego kina grozy oraz wszelkie niejasne ‘obślizgłe’ i niepewne historie, to główna tematyka tekstów, które przewijają się w piosenkach zespołu. Wyśpiewywane przez Tuję Szmaragd, której barwa głosu osadzona jest gdzieś między Mirą Kubasińską i Anją Orthodox, sugestywnie, teatralnie, a nawet kokieteryjnie przekazuje te wszystkie wątpliwe w wydźwięku opowieści. Tak jest chociażby w motorycznym „Żmiju”, który traktuje o przebudzeniu… bestii (?). Kapitanie wypada utwór tytułowy, który muzycznie stanowi kwintesencję stylu grupy (tempo kawałka zmienia się aż trzykrotnie), a przy tym dość nonszalancko przytoczono w nim historię jadowitego kwiatu. Polecam też ‘podnóżkowego’ „Czarnego Lwa”, którego tekst znakomicie koreluje z charakterem utworu. Nieoczywistą historię miłosną przynosi natomiast „Czerw”. Z kolei „W przymierzu z diabłem” to autorska i całkiem ciekawa interpretacja „In League With Satan” Venom. Natomiast „Wielki Martwy” spokojnie mógłby się znaleźć w repertuarze grupy Breakout. Zabarwiony bluesowym ciężarem, jest jedną z ozdób całej płyty. Zaś o taki numer jak „Peperuda” spokojnie mogłaby się pokusić formacja Queens Of The Stone Age. Tuja jednak wypada wokalnie dużo ciekawiej, niż Josh Homme. Potwierdza to także w świetnym, naznaczonym nieco stonerowym riffem „Kacie”. Ciekawym przypadkiem jest natomiast „Madame”, mający zadatki na hymn stadionowy. Ten zaskakująco skoczny numer świetnie uzupełnia całość. Nie do końca można powiedzieć to samo o „Łapaczu Snów”, który ze zbyt gęsto-mruczącym riffem, robi w jakimś stopniu za zapchajdziurę na „Dziwidle”. Zamyka je natomiast nieco sabbathowa „Tyrania Trupa”, przypominająca konstrukcją „War Pigs” kwartetu z Birmingham.

„Dziwidło” to udana propozycja dla fanów starego, dobrego rocka z nieco większym pazurem. Nie cierpię tego określenia, ale tutaj ze względów lirycznych płyty, pasuje aż nadto. A tymczasem proszę wypatrywać koncertów, bo z tym Wijem na żywo zmierzyć się warto.


Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load