Recenzje

2021-11-23
Marek Dyjak - "Na Wzgórzu Rozpaczy"
Marek Dyjak wydał właśnie album, która jest zapowiadany jako jego ostatni. Z jego wypowiedzi z wywiadu, który znajdziecie na naszym portalu, przebija poczucie bólu towarzyszącego śpiewaniu, tworzeniu utworów. Póki co wydaje się więc, że nie należy liczyć na kolejne studyjne dzieła.
Wykonawca: Marek Dyjak
Wytwórnia: Agora Muzyka
Rok wydania: 2021

To ostatnie udało się wydać mimo pandemicznych przeciwności takich jak brak dochodów. Niektórzy kręcą nosem (też w kontekście historii życia Dyjaka) na to, że płyta wspierana jest przez browar Janusza Palikota. Odłożymy to na bok i skupimy się na muzyce.

Przy „Pięknym instalatorze” pisałem o swoim wrażeniu, że płyta jest aż za ładna. Nowy album taki nie jest. Okoliczności powstawania albumu „sprzyjały” pojawieniu się większej dawki mroku, czerni. Sam Dyjak przyznaje, że nagrywanie płyty przypadło na czas rozpadu wieloletniego związku. Już tytułowy utwór na dzień dobry oznacza teren gry. Niewesoło. I refleksyjnie. „Czarodziejska Góra” czy „List a właściwie dwa” to teksty mocno rozliczające się z życiem i miłością.

Ponownie przeplatają się utwory z różnymi barwami głosu Dyjaka. Ale i z mocy „Na wzgórzu rozpaczy”, „Czarodziejskiej Góry”, jak i z bardziej lirycznego oblicza w interpretacji „Nocnoautobusowej” Jacka Kleyffa przebijają emocje. Muzycznie też mała przeplatanka. Z jednej strony utwór tytułowy, z drugiej bardziej minimalistyczna warstwa „Listu a właściwie dwóch” czy „Listu do nieznanego poety”. I trzy kompozycje instrumentalne z oznaczeniami 2021 w tytułach (w tej kwestii też odsyłam do wywiadu): „Mistrz i Małgorzata” w dyjakowym klimacie, niepokojące „Dwadzieścia do dziesiątej” oraz delikatna „Kołysanka dla Olgi” z fortepianem.

Być może zapowiedzią dalszego kształtu muzycznej drogi Dyjaka jest kończący album „Dublet”, gdzie nie słyszymy artysty. Utwór – odbiegający nieco muzycznie od reszty – zaśpiewali Joanna Trzepiecińska i Robert Mróz. Dyjak mówi, że nadal będzie koncertował i brał udział w różnych projektach muzycznych i filmowych. Kto wie, co przyniesie przyszłość? Jeżeli jednak to finisz drogi pod tytułem „autorskie albumy”, jest to godny koniec.


Autor: Marcin Knapik


End of content

No more pages to load