Recenzje

2021-12-05
Mastodon - "Hushed And Grim"
„Hushed And Grim” to szczególne dzieło w dorobku kwartetu z Atlanty. To nie tylko pierwszy podwójny album zespołu, ale przede wszystkim dedykowany wieloletniemu menedżerowi grupy Nickowi Johnowi, który zmarł w 2018 roku na raka.
Wykonawca: Mastodon
Wytwórnia: Reprise Records
Rok wydania: 2021

Blisko 90-minutowy zapis rozpoczyna „Pain With An Anchor”, za który odpowiadają Brann Dailor (perkusista)  Troy Sanders (basista i główny wokalista grupy). Krótkie, acz niezwykle wartkie intro na bębnach, wprowadza do dość typowego gęstego i melodyjnego riffowania wraz niemniej nośnymi partiami wokalnymi obu panów. Oprócz kawalkady połamanych partii, spore wrażenie robi końcowy ‘wędzony’ riff Sandersa. Początkowo kolejny „The Crux” brzmi jeszcze potężniej. Przejmujące słowa refrenu I feel pressure/I feel the pressure, to niewątpliwy znak rozpoznawczy tego kawałka, który jednak w drugiej części nieco łagodnieje, skręcając w stronę alt-metalu, a nawet post-grunge’u z początku wieku. Końcówka jednak wraca do tematu głównego.

Dość dziwnie na tym tle wypada „Sickle And Peace”. Rytmiczny i wręcz pulsujący nawiązuje odrobinę do „The Sparrow” z płyty „The Hunter” z 2011 roku, a jednak brakuje nieco atmosfery, która gdzieś gubi się w nagromadzeniu akordów. Kapitalnie wypada z kolei „More Than I Could Chew”. Naznaczony napiętym klawiszowym intrem, uderza solidnym, bardzo ‘mastodonowym’ riffem i równie charakterystycznymi wokalami, za którymi ponownie stoją Dailor i Sanders. Mimo iż utwór ma prawie 7 minut, kompletnie nie nudzi i prowadzi słuchacza przez mniej lub bardziej znane patenty grupy. Nieco odklejony w tym zestawie zdaje się być "The Beast". Mający w sobie coś z elektro-country, zaśpiewany w dużej mierze przez głównego gitarzystę Mastodon - Brenta Hindsa (przypomina chwilami Chrisa Cornella), jest trochę przekombinowany. Nie pomaga nawet gościnna solówka gitarowa Marcusa Kinga w drugiej połowie, która po prostu tu nie pasuje. Razem z balladowym „Skeleton Of Splendor” (z dziwną solówką klawiszowca João Nogueira) nastrój płyty siada, a na dobitkę popmetalowy „Teardrinker” brzmi jak odrzut. Powrót do bardziej zawiłego grania serwuje „Pushing The Tides”. Świetne szybkie łamańce gitarowo-perkusyjne i surowy wokal Sandersa, robią potężne wrażenie, a w połączeniu z fragmentami nieco melodyjnymi, sprawiają, że po prostu chce się tego słuchać. Drugi krążek otwiera nieco crimsonowy we wstępie „Peace And Tranquility”, by nieco później przejść w dziwnego przekładańca z hard rocka, poprocka i alt-rocka. Zaskakująco wypada tu część wokalna – zwrotki śpiewane przez Hindsa są ledwie zrozumiałe (zwłaszcza, że ich tekst nie należy do najweselszych), zaś refreny Dailora – bardzo nośne i melodyjne. Bogato prezentuje się natomiast zaśpiewany przez Sandersa „Dagger”, w którym gościnnie zagrali także Rich Doucette na sarangi i Dave Witte z Municipal Waste, który zadbał o dodatkowe plemienne brzmienia na bębnach.

Szczególną kompozycją na płycie jest z kolei „Had It All”. To chyba najlepszy tribute dla Nicka Johna, jaki grupa nagrała. Gościnnie udzielił się tutaj Kim Thayil z Soundgarden, serwując znakomitą solówkę gitarową oraz mama Troya Sandersa, Jody, która zagrała na… rogu. Sam utwór lokuje się stylistycznie gdzieś między wspomnianym Soundgarden i Alice In Chains – oczywiście przefiltrowane przez Mastodon. Zaś „Savage Lands” to typowy kawałek grupy. Mógłby się znaleźć na którejkolwiek z ostatnich trzech płyty zespołu. Apogeum całości przynosi natomiast ponad ośmio i półminutowy „Gobblers Of Dregs”. Tę długą, epicką kompozycję niesie przede wszystkim kapitalny, transowy riff, a także wspaniałe wokale zarówno Sandersa, jak i Dailora, zaś w drugiej części -mistrzowski ’bridge’ obu panów. Trochę niepotrzebna wydaje się z kolei „Eyes Of Serpents”. Nie wnosi nic do całości, dlatego można ją potraktować jako swoisty oddech… albo w ogóle ją sobie odpuścić.  Zamykający całość „Gigantium”, to pożegnanie zespołu z Nickiem. Padające na końcu utworu słowa, Dailora: The mountains we made in the distance/Those will stay with us mówią same za siebie. Dodatkową ozdobą są natomiast solówka Hindsa i partie smyczkowe, pobrzmiewające w tle.

Trudno powiedzieć, czy „Hushed And Grim”, to idealny tribute dla zmarłego menedżera grupy. Impresario ponoć znosił najdziwniejsze pomysły muzyczne swoich podopiecznych. Sądzę jednak, że był jednak przede wszystkim dumny z zespołu i jego osiągnięć. Dyskografia Mastodon wzbogaciła się natomiast o album zbyt długi, a w konsekwencji nierówny, by stawiać go obok „Leviathan”, czy nawet „Crack The Skye”.


Autor: Maciej Majewski


End of content

No more pages to load